„Mężowi znudziła się rodzina i poleciał za spódniczką kochanki. Z uśmiechem na twarzy patrzyłam, jak sypie mu się życie”

„Robert zdziwił się moim napadem złości i wyszedł, odgrażając się, że szybko wrócimy do tematu, bo jemu się śpieszy i chce jak najszybciej wyjechać… z dziewczynkami. Już wcześniej byłam w naprawdę kiepskim stanie, ale teraz czułam się, jakby coś mnie przygniotło”.
BEATA, 45 LAT
Zostaliśmy parą na studiach. Wszyscy znajomi powtarzali, że idealnie do siebie pasujemy i my sami też długo w to wierzyliśmy. Robiliśmy więc to, co należało. Po studiach znaleźliśmy stabilną pracę, wzięliśmy ślub i kupiliśmy mieszkanie. Po drodze zaszłam też w ciążę i doczekaliśmy się dwóch cudownych córek. Wszystko wyglądało z daleka perfekcyjnie, choć oczywiście takie nie było. Cały czas wydawało mi się jednak, że pomimo wielu nieporozumień, naprawdę dobrze się dogadujemy i kochamy.

Jakieś 10 lat po ślubie Robert niemal z dnia na dzień stał się jakiś nieobecny i wiecznie poddenerwowany. Kiedy w końcu przycisnęłam go do muru, zaczął chaotycznie mówić o tym, jak bardzo nuży go codzienne życie. Praca nie dawała mu satysfakcji, chciał robić coś na własną rękę i w końcu zarabiać prawdziwe pieniądze. Nigdy nie powiedział, że życie prywatne też go nudzi, ale przecież wiedziałam, że nic szczególnie ekscytującego się w nim nie dzieje.

Sama zachęcałam go więc do tego, by coś zmienił, podświadomie licząc na to, że uzdrowi to też nasz związek. Wspierałam więc męża na każdym kroku. Wtedy, gdy odchodził z korporacji, zakładał własny biznes i spędzał całe dnie poza domem. Był bardzo podekscytowany kolejnymi projektami, jakimi miała się zajmować jego rozwijająca się firma. Robert był bardzo szczęśliwy, a kwoty na jego kontach rosły w bardzo szybkim tempie. Kolejne samochody, drogie gadżety i garnitury szyte na miarę stały się dla niego standardem. Trochę mnie to dziwiło, ale jednocześnie byłam bardzo szczęśliwa, że odniósł tak duży sukces.

W naszym związku sytuacja też znacznie się poprawiła. Nadal nie było w nim takich fajerwerków, jak na początku, ale wydawało mi się, że wszystko idzie w dobrym kierunku. Tym bardziej zaszokowało mnie, gdy pewnego dnia po powrocie z pracy zobaczyłam walizki.

– Jedziesz w jakąś dłuższą delegację? – zapytałam zdezorientowana.

– Beata, to będzie dla ciebie pewnie zaskoczenie… cholera nie wiem, jak ci to powiedzieć… – jąkał się Robert.

– Coś się stało? Jezu, wszystko w porządku z dziewczynkami? – zaczęłam się naprawdę stresować, nie mając pojęcia, co się dzieje.

– Tak, tak wszystko ok. Beata, bo ja odchodzę, chcę rozwodu... poznałem niesamowitą kobietę i w końcu poczułem, czym jest prawdziwa miłość. W końcu dowiedziałem się, czym są te motyle w brzuchu! Jestem szczęśliwy i wiem, że kiedyś ty też będziesz, ale z kimś innym – Robert pieprzył farmazony, a ja stałam w osłupieniu, nie wierząc, że to wszystko dzieje się naprawdę.

– Nie możesz odejść, przecież jesteśmy małżeństwem, mamy dzieci, przecież ja cię kocham – wymieniałam na jednym tchu.

– Nie kochasz mnie i ja ciebie też nie kocham, ale kochamy nasze dzieci, więc na pewno jakoś to poukładamy. Wszystko będzie dobrze Beatka, zobaczysz. Zadzwonię do was niedługo i wszystko obgadamy – powiedział spokojnie Robert.

Nie pamiętam za dużo z tego, co działo się dalej. Wiem, że płakałam, krzyczałam i błagałam go na kolanach, żeby mnie nie zostawiał. Uwiesiłam się na szyi Roberta i nie chciałam wypuścić go z objęć, obiecując, że tym razem bardziej się postaram i zrobię wszystko, żeby było nam dobrze. Kiedy w końcu wyrwał się z moich objęć, opadłam zapłakana i bez sił na kanapę, a on wykorzystał ten moment i uciekł z walizkami.

To był dla mnie koniec świata

Kolejne dni po odejściu Roberta były bardzo trudne. Działałam automatycznie, próbując zgrywać twardą przed dziewczynkami, choć one też bardzo cierpiały. Na szczęście Robert regularnie do nich dzwonił i zabierał na weekendy. Szybko poznały zresztą nową kobietę tatusia, z którą zamieszkał w wielkim domu na obrzeżach miasta. Po rozwodzie dobrodusznie zostawił nam mieszkanie i dość pokaźną sumę na koncie oszczędnościowym dziewczynek na przyszłość.

Mój mąż zdecydowanie ruszył naprzód. Z tego, co wiedziałam, jego firma dalej się rozwijała, a on się ciągle wzbogacał i tuż po rozwodzie wziął ślub z tą lafiryndą, dla której mnie zostawił. Ja natomiast stałam w miejscu. Byłam w amoku, potwornie cierpiąc i nie mając pojęcia, co właściwie mam ze sobą zrobić bez Roberta. Zajmowałam się dziewczynkami, chodziłam do pracy, a w czasie wolnym leżałam i płakałam. Przestałam się widywać ze znajomymi i odwiedzać rodzinę. Wydawało mi się, że to już koniec mojego życia.

Informacje o moim złym stanie emocjonalnym w końcu zaczęły też docierać do Roberta. Coraz częściej pojawiał się u nas niezapowiedziany. Dopytywał, czy kogoś mam, jak mi idzie w pracy i w jakim stanie są moje finanse. Dziewczynki powiedziały mi też, że tata wypytuje je, jak się czuje mama, czy niczego im nie brakuje i czy nie chcą zostać u niego. Niepokoiło mnie to nagłe zainteresowanie naszymi sprawami. Do tej pory zabierał dziewczynki do siebie co drugi weekend i często zapominał się do nich odezwać pomiędzy tymi spotkaniami. Nie miałam jednak siły drążyć tematu. Każda rozmowa z nim sprawiała mi ogromny ból i musiałam długo ją odchorowywać, więc unikałam ich jak ognia.

Tym bardziej byłam w ogromnym szoku, kiedy mój były zakomunikował, że planuje przeprowadzić się za granicę i chce zabrać ze sobą nasze dzieci. Robert był przy tym zdenerwowany, nie chciał mówić o szczegółach, ale stwierdził jednocześnie, że to kwestia miesiąca lub dwóch.

– Tobie już chyba doszczętnie odbiło? Oszalałeś tak? – zaśmiałam się szczerze, gdy usłyszałam o jego planach.

– Beata, nie mam czasu ci wszystkiego tłumaczyć. I tak nie zrozumiesz, to interesy. Dziewczynkom będzie ze mną dobrze, tobie i tak jest ciężko ogarnąć siebie, a co dopiero zajmować się domem i dziećmi – skwitował Robert.

– Jak śmiesz gnoju! Zostawiasz nas, żeby zabawiać się z jakąś lafiryndą i mieć święty spokój, a teraz będziesz jeszcze mnie obrażał? Kochałam cię, a ty okazałeś się skończonym dupkiem! Natychmiast się wynoś z mojego domu! – wpadłam w szał i miałam ochotę wydrapać mu oczy.

Robert zdziwił się moim napadem złości i wyszedł, odgrażając się, że szybko wrócimy do tematu, bo jemu się śpieszy i chce jak najszybciej wyjechać… z dziewczynkami. Już wcześniej byłam w naprawdę kiepskim stanie, ale teraz czułam się, jakby coś mnie przygniotło. Bałam się, że nie dam sobie rady i stracę również dziewczynki. Byłam zrozpaczona, ale wkrótce wszystko miało się zmienić, gdy tajemnice Roberta zaczęły wychodzić na jaw.

Mój były mąż jest oszustem

Kilka dni po tej okropnej rozmowie z Robertem, do moich drzwi zapukał obcy mężczyzna.

– Gdzie on jest? Gdzie jest ten krętacz? Ma natychmiast do mnie wyjść, bo dzwonię na policję! – krzyczał mocno wzburzony.

– Chwileczkę, ale o kogo panu chodzi? – starałam się dopytać.

– Niech pani nie udaje głupiej! Gdzie jest pani mąż? Szkoda chronić takiego gnoja – kontynuował mężczyzna.

– Niech się pan uspokoi! Ja nie mam męża, jestem rozwiedziona – odpowiedziałam szybko, nadal mocno zszokowana.

– Robert K.? To pani były mąż? To gdzie on teraz mieszka? – zapytał zmieszany.

– Tak, to mój były mąż. Mieszka teraz za miastem, ale nie wiem, czy życzyłby sobie, żebym rozdawała obcym ludziom jego adres… a mogę wiedzieć, o co chodzi? – chciałam wiedzieć, czy Robert faktycznie coś zrobił.

– O co chodzi?! O to, że ten pajac zniszczył mi życie! Zresztą nie tylko mi, a teraz pewnie śpi na kasie i miga się od odpowiedzialności! – odpowiedział wzburzony mężczyzna.

Wierzę, że wszystko będzie dobrze

To właśnie wtedy dowiedziałam się, że biznes Roberta jednak nie rozwijał się tak prężnie, jak to przedstawiał. Oszukał mnóstwo klientów i kontrahentów, którzy nie tylko tracili sporo pieniędzy na jego przekrętach, ale też musieli zamykać swoje firmy z tego powodu. Sprawą, a właściwie licznymi sprawami zainteresowała się już policja i prokuratura. Robert miał poważne kłopoty, w które sam się wpakował. Teraz zrozumiałam, dlaczego tak nagle chciał wyjechać z kraju i jeszcze do tego zabrać moje dzieci.

Przeciwko Robertowi toczyło się kilka spraw w sądzie. Nie udało mu się uciec przed sprawiedliwością, a jego nowa żona szybko złożyła pozew o rozwód. Ja natomiast w końcu otrząsnęłam się z tego, jak potraktował mnie Robert i zaczęłam nowe życie. Teraz byłam mu tak naprawdę wdzięczna, że odszedł i nie wciągnął mnie w to bagno, które sam sobie stworzył. Dziewczynki oczywiście martwią się o tatę, ale teraz mają pełne wsparcie silnej i szczęśliwej mamy. Wierzę więc, że wszystko będzie dobrze.

Wiele osób dzieli się z nami swoimi historiami, aby dowiedzieć się, co inni o tym myślą. Jeśli masz swoją opinię lub sugestię dotyczącą tej historii, proszę napisz ją w komentarzach na Facebooku.    

-->