„Narzeczony latami ukrywał przede mną swoją prawdziwą pracę. Dopiero na wieczorze panieńskim odkryłam, skąd ma tyle kasy”

„– Patrz, ten koleś jest podobny do Damiana, masz szczęście – zwróciła uwagę jedna z moich przyjaciółek. – Ten? Nie, chyba ci się coś pomyliło – odparłam. – Nie, ten z tyłu z prawej strony. O, teraz idzie do przodu, zobacz – przekonywała mnie przyjaciółka. Kiedy do nas podszedł, na chwilę odebrało mi głos. – On nie jest podobny do Damiana, to jest Damian – powiedziałam zszokowana”.
KLAUDIA, 33 LATA
Kiedy zobaczyłam Damiana na scenie tamtej nocy, byłam w szoku. Nie poznawałam mężczyzny, za którego za chwilę miałam wyjść za mąż. Jeśli oszukiwał mnie w tak podstawowej kwestii, jak praca, to co jeszcze mógł przede mną ukrywać? Nie wyobrażam sobie, że mogłabym mu kiedyś znów zaufać, choć nadal bardzo go kocham.

W końcu poczułam się przy kimś bezpiecznie

Mieszkaliśmy z Damianem w dość niewielkim mieście, więc znaliśmy z widzenia praktycznie od dziecka. Był ode mnie starszy o 3 lata, ale mieszkał kilka ulic dalej, dlatego wiedziałam, kim jest. Oficjalnie poznaliśmy się jednak dopiero przed moimi trzydziestymi urodzinami, na grillu u znajomej. Byliśmy w nielicznej grupie singli i obydwoje nie piliśmy tego wieczoru alkoholu. Szybko złapaliśmy wspólny język i nawet razem wyszliśmy z imprezy, gdy ilość pijanych osób była zbyt przytłaczająca. Damian odprowadził mnie do domu, a ja spontanicznie zaprosiłam go na moją trzydziestkę tydzień później. Oczywiście się pojawił i tamtego wieczoru zostaliśmy parą.

Damian był trochę nieśmiałym i przy tym bardzo poukładanym mężczyzną. Bardzo szybko mu zaufałam i poczułam się przy nim bezpiecznie. Co było dla mnie dużą odmianą po ostatnich dwóch, dość burzliwych związkach. Szukałam spokojnego faceta, który będzie mnie wspierał i znalazłam go właśnie w Damianie. Jedyne co mi przeszkadzało, to jego weekendowa praca. W ciągu tygodnia pracował z domu jako copywriter, ale w piątki i soboty był barmanem na różnych imprezach. Niejednokrotnie sugerowałam mu, żeby to rzucił, ale twierdził, że to jego prawdziwa pasja i w tej pracy się odpręża. Nie chciałam więc nalegać.

Po dwóch latach intensywnego randkowania, wspólnych imprez i wyjazdów, Damian zaproponował, żebym z nim zamieszkała. Oczywiście się zgodziłam i po miesiącu przeprowadziłam się do jego czteropokojowego mieszkania. Zawsze dziwiło mnie, jakim cudem udało mu się kupić je bez brania kredytu, ale twierdził, że po prostu trochę zaoszczędził, trochę inwestował i trochę pomogli mu rodzice. Nie dopytywałam więc o szczegóły. Byłam wręcz dumna, że mam tak zaradnego mężczyznę u swego boku, który będzie dla mnie prawdziwą podporą.

Zgodnie z oczekiwaniami naszych bliskich niedługo potem Damian mi się oświadczył, obdarowując mnie cudownym pierścionkiem, który musiał kosztować majątek. Oczywiście się zgodziłam i momentami nie wierzyłam w swoje własne szczęście. Trafił mi się prawdziwy los na loterii i nie zamierzałam zmarnować tej szansy. Dbałam więc o ten związek, jak tylko mogłam. Od początku powtarzałam Damianowi, jak ważna jest dla mnie szczerość i wydawało mi się, że doskonale to rozumie.

Datę ślubu ustaliliśmy na kolejny rok. Przygotowania przebiegały doskonale, cieszyłam się jak dziecko i nie mogłam doczekać się dnia, w którym wypowiemy słowa przysięgi małżeńskiej. Wszystko się zmieniło na miesiąc przed ceremonią, gdy przyjaciółki zorganizowały mi niespodziewany wieczór panieński.

Kim tak naprawdę jest mój narzeczony?

Umówiłam się na sobotni wieczór z przyjaciółką na kolację na mieście. Damian jak zwykle pracował, więc ucieszyłam się, że nie będę siedziała sama w domu. Martyna poprosiła, żebym przyszła najpierw do jej mieszkania, rzekomo pomóc jej w wyborze sukienki. Jak zwykle weszłam do niej bez pukania, a kiedy dotarłam do salonu, zobaczyłam tłum moich koleżanek. Okazało się, że dziewczyny w tajemnicy zaplanowały dla mnie wieczór panieński i to na wyjeździe! Miałyśmy jechać do oddalonego o kilkadziesiąt kilometrów miasta, w którym czekały na nas różne atrakcje.

Moje ukochane przyjaciółki wynajęły dla mnie imprezowego busa, w którym piłyśmy zmrożonego szampana, śmiejąc się i rozmawiając. Naszym pierwszym przystankiem była kolacja w cudownej, włoskiej restauracji, a następnie ruszyłyśmy do klubu z moją ukochaną muzyką latino. Przed północą Martyna oznajmiła mi, że mamy rezerwację w jeszcze jednym klubie. Okazało się, że w innym lokalu występuje bardzo wyjątkowy zespół, składający się z samych mężczyzn. Początkowo nie rozumiałam, o co chodzi, ale dziewczyny szybko uświadomiły mi, że idziemy na męski striptiz. Nie do końca były to moje klimaty, ale postanowiłam cieszyć się i iść na całość.

Oczywiście Martyna zarezerwowała nam stolik przed samą sceną, byśmy mogły cieszyć się najlepszymi widokami. Byłam trochę podekscytowana, ale też zażenowana tym, że obcy faceci będą tańczyć bez ubrań tuż przede mną. Od razu pomyślałam też o tym, jak poczuje się Damian, gdy opowiem mu o tej nocy. Kolejny drink i rozmowy z dziewczynami skutecznie odwróciły moją uwagę od tych myśli. Tym bardziej, że show już się zaczął i na scenie stanęła spora grupa dobrze wyglądających mężczyzn. Świetna muzyka, doskonale ułożona choreografia i przede wszystkim tancerze sprawiali, że dałam się ponieść chwili.

– Patrz, ten koleś jest podobny do Damiana, masz szczęście – zwróciła uwagę jedna z moich przyjaciółek.

– Ten? Nie, chyba ci się coś pomyliło – odparłam.

– Nie, ten z tyłu z prawej strony. O, teraz idzie do przodu, zobacz – przekonywała mnie przyjaciółka.

Kiedy striptizer podszedł na sam przód sceny i zaczął tańczyć, na chwilę odebrało mi głos.

– On nie jest podobny do Damiana, to jest Damian – powiedziałam zszokowana.

Moja słowa spowodowały natychmiastowe poruszenie wśród moich przyjaciółek. Inni widzowie zaczęli podejrzliwie spoglądać na nasz stolik, a rumor przyciągnął również uwagę tancerzy. Damian spojrzał na mnie i zrozumiał, co się stało. A ja po prostu wyszłam z klubu.

Gdy tylko znalazłam się na zewnątrz, wybuchłam płaczem. Nie wiedziałam zupełnie, co mam ze sobą zrobić, ale zaraz pojawiły się przy mnie przyjaciółki, które zapewniały, że wszystko będzie dobrze. Zaprowadziły mnie do busa i ruszyłyśmy w stronę domu. Niedługo potem Damian zaczął do mnie wydzwaniać, ale nie chciałam z nim rozmawiać. Na noc zostałam u Martyny, która przez cały czas mocno mnie przytulała.

Jak mogłabym ci kiedykolwiek zaufać?

Mój narzeczony był striptizerem. To dlatego znikał na całe weekendy, ale przecież nie to było najgorsze. Najbardziej bolało to, że przez lata mnie oszukiwał i twierdził, że jest zwykłym barmanem. Na moim telefonie było już mnóstwo nieodebranych połączeń i wiadomości od Damiana. Poprosiłam więc Martynę o udostępnienie mi swojego mieszkania, żebym mogła się z nim spotkać i porozmawiać. Pojawił się w nim pół godziny po tym, jak napisałam.

– Kochanie, tak strasznie cię przepraszam, czuję się potwornie, że dowiedziałaś się o wszystkim w taki sposób – Damian był naprawdę poruszony.

– Przestań, proszę! Nieważne, w jaki sposób dowiedziałam się, że rozbierasz się za pieniądze! Ważne jest to, że od początku mnie oszukiwałeś! Miałeś kilka dobrych lat na wyznanie mi prawdy, ale olałeś to – mówiłam, ledwo powstrzymując się od płaczu.

– Nie chciałem cię stracić Klaudia. Nie chciałem zaczynać naszej znajomości od takiej bomby, a potem… potem nigdy nie było dobrego momentu, żeby ci powiedzieć – bronił się Damian.

– Damian, do cholery! Miałeś na to trzy lata! W międzyczasie zamieszkaliśmy razem i poprosiłeś mnie o rękę, a nie znalazłeś dobrego momentu, żeby powiedzieć mi, czym się zajmujesz w weekendy? – byłam wściekła.

– Bałem się, że nie zrozumiesz, a ja kocham tańczyć! Uwielbiam to! – uniósł się mój narzeczony.

– Przykro mi, że nie czułeś się przy mnie na tyle swobodnie, żeby dzielić się ze mną swoją prawdziwą pasją. Tylko powiedz mi, jak w takim wypadku miałabym ci jeszcze kiedykolwiek zaufać? – mówiłam drżącym głosem.

– Klaudia, możemy zacząć od początku. Przełożymy ślub, jeśli chcesz i powoli wrócimy do normalności. Zbudujemy jeszcze lepszy związek, zobaczysz – przekonywał Damian.

– Nie będziemy przekładać ślubu, bo ten ślub się nie odbędzie Damian. Ja nie wiem, kim ty jesteś. Myślałam, że cię znam, ale okazało się inaczej. Nie mogę z tobą być – wyznałam.

– Klaudia, nie możesz tak po prostu przekreślić wszystkiego, co nas łączy. Błagam cię – Damian chwycił moje dłonie i patrzył na mnie smutnym wzrokiem, ale szybko mu się wyrwałam.

– Sam przekreśliłeś nasz związek na samym początku – stwierdziłam.

Damian oczywiście nie przestawał nalegać, abyśmy spróbowali jeszcze raz. Przepraszał, tłumaczył się i błagał, ale byłam twarda. Ufałam mu ponad wszystko i czułam się z nim najbezpieczniej na świecie, ale teraz był dla mnie niemal obcym facetem. Chwilę pomieszkałam u Martyny, a potem przeniosłam się z powrotem do rodziców. Informowanie bliskich o odwołanym ślubie, było strasznym doświadczeniem. Zwłaszcza że nie miałam ochoty wchodzić w szczegóły i musiałam wysłuchiwać głupich i raniących komentarzy na ten temat.

Tydzień po odkryciu prawdy, oddałam pierścionek Damianowi i zabrałam swoje rzeczy z jego mieszkania. Oczywiście nieustannie prosił mnie o zmianę zdania i zapewniał, że będzie na mnie czekał. Przez jakiś czas nawet utrzymywaliśmy kontakt, ale to było dla zbyt bolesne na dłuższą metę. Mam nadzieję, że każde z nas znajdzie kiedyś prawdziwe szczęście u boku innych osób.

Wiele osób dzieli się z nami swoimi historiami, aby dowiedzieć się, co inni o tym myślą. Jeśli masz swoją opinię lub sugestię dotyczącą tej historii, proszę napisz ją w komentarzach na Facebooku.    

-->