„Mąż chciał się rozwodu i wmawiał mi, że to moja wina. Postanowiłam rozegrać to po swojemu i utrzeć mu nosa”

„Wiedziałam, że Krzysiek mnie zdradza, ale tak naprawdę było mi to zupełnie obojętne”.
JOANNA, 31 LAT

Nasze małżeństwo z Krzyśkiem od początku nie układało się po mojej myśli. Chyba za szybko podjęliśmy decyzję o ślubie, a potem okazało się, że zupełnie do siebie nie pasujemy. I chociaż żyliśmy ze sobą, to jednak trudno byłoby to nazwać związkiem. Prawie w ogóle ze sobą nie rozmawialiśmy, spaliśmy w oddzielnych sypialniach, a na wakacje wyjeżdżaliśmy w zupełnie innych termiach.

Oczywiście można zadać pytanie, dlaczego się nie rozwiedliśmy. Prawda jest taka, że było nam wygodnie. Wiedziałam, że Krzysiek mnie zdradza, ale tak naprawdę było mi to zupełnie obojętne. I pewnie żylibyśmy tak jeszcze przez wiele lat, gdyby nie to, że Krzysiek postanowił zmienić coś w swoim życiu. Nie miałabym nic przeciwko temu. Ale przy okazji postanowił mnie zniszczyć.

Na to nie mogłam pozwolić

Krzysiek zdradzał mnie od lat. Może na początku trochę mnie to bolało, ale z czasem przestałam zwracać na to uwagę. Zmieniał kochanki jak rękawiczki i z żadną nie był dłużej niż kilka miesięcy. Ale któregoś razu to się zmieniło. Zauważyłam, że on się zmienił. Nie tylko dbał o siebie (bo to akurat zawsze robił), ale coraz częściej go nie było, chodził z głową w chmurach i częściej się uśmiechał. “Czyżby nowa kochanka?” – myślałam. I tak jak zawsze nie przykładałam do tego wielkiej wagi.

— Krzysiek chyba znowu się zakochał. Który to już raz — powiedziałam swojemu przyjacielowi, z którym spotykałam się regularnie. Nie, nie był to mój kochanek. Eryka poznałam na jednym ze służbowych wyjazdów i od razu stwierdziliśmy, że nadajemy na tych samych falach. I chociaż mówią, że nie ma przyjaźni między mężczyzną a kobietą, to my zaprzeczaliśmy tej tezie.

— Znowu? – zdziwił się.

— Jak zwykle. Nic nowego — uśmiechnęłam się. I przestałam o tym myśleć.

Jednak tym razem było inaczej

Pewnego ranka szukałam kluczyków do samochodu i znalazłam na szafce teczkę z dokumentami. Nieświadoma niczego otworzyłam ją, aby sprawdzić, co w niej jest. I dostałam obuchem w głowę. W teczce był pozew o rozwód. I może nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie jeden fakt — Krzysiek napisał w pozwie, że żąda rozwodu z orzeczeniem o mojej winie, a powodem takiego wniosku ma być mój romans.

Dalsza zawartość teczki była jeszcze bardziej szokująca. Znalazłam w niej swoje zdjęcia z Erykiem – w kawiarni, podczas wsiadania do jego samochodu czy pod hotelem, w którym umówiliśmy się na drinka. Było też kilka zdjęć, które mogły sugerować coś więcej niż przyjaźń. Na jednym z nich Eryk mnie obejmował, na innym ja go obejmowałam. Nie brakowało też ujęć z pocałunków.

I chociaż wiem, że były one niewinne (jak przyjacielskie buziaki w policzek), to musiałam przyznać, że ujęcia były bardzo dwuznaczne. Na pewno robił je fotograf, który znał się na rzeczy. Zagotowało się we mnie. Nie chodziło o sam rozwód. To jeszcze bym zrozumiała. Ale rozwód z mojej winy sporo zmieniał. Przede wszystkim chodziło o kwestie finansowe.

Orzeczenie o mojej winie mogłoby sprawić, że niewiele bym dostała z ewentualnego podziału majątku. “Ciekawe, czy to nowa kochanka Krzyśka wpadła na taki pomysł” – zastanawiałam się. Bez względu na wszystko nie zamierzałam tak tego zostawić.

Nie powiedziałam Krzyśkowi o swoim odkryciu

A on chyba nie zorientował się, że odkryłam jego plany. Zachowywał się jak zawsze. Jedna zauważalna zmiana dotyczyła zabierania telefonu  i wychodzenia z domu podczas rozmów. “Nic ci to nie da” – myślałam ze złością. Wiedziałam, że muszę coś postanowić.

Moja dobra koleżanka ze studiów kilka lat temu rozwodziła się z mężem. Z tego, co pamiętałam, to skorzystała z usług tak zwanej testerki wierności. Wtedy tego nie popierałam, ale teraz stwierdziłam, że to całkiem niezły pomysł. Jak zmieniają się poglądy w zależności od sytuacji, prawda? Postanowiłam się z nią umówić.

— Słuchaj Marta. Potrzebne mi namiary na testerkę wierności — powiedziałam od razu.

Marta zrobiła wielkie oczy i spojrzała na mnie, jakbym zwariowała.

— Po co ci ona? – zapytała zdziwiona.

Opowiedziałam jej wszystko. Z każdym zdaniem widziałam jej coraz większe zaskoczenie.

— Krzysiek? Nigdy bym nie pomyślała, że posunie się do czegoś takiego — kiwała głową z niedowierzaniem.

— A jednak — westchnęłam. – Widzisz, co młoda kochanka robi z facetem w średnim wieku.

Marta dała mi namiary na testerkę, która według niej była naprawdę dobra.

Umówiłyśmy się następnego dnia

— Od razu uprzedzam, że moje usługi nie są tanie — powiedziała na wstępie.

— Domyślam się — powiedziałam — ale cena nie gra roli.

Omówiłyśmy wszystkie szczegóły. I co ciekawe, nie miałam obaw, że plan nie wypali. Za dobrze znałam Krzyśka i wiedziałam, że trudno będzie mu się oprzeć pięknej i seksownej kobiecie.

— I jeszcze jedno — powiedziała testerka z wahaniem.

— Tak? – zaniepokoiłam się.

— Potrzebuje zaliczki na przygotowania — usłyszałam.

Zapłaciłam tyle, ile chciała. I ze spokojem oczekiwałam na efekty.

Zatrudnienie testerki było dla mnie dwojako korzystne. Z jednej strony w końcu miałam okazję do rozwodu. Tak wiem, mogłam to zrobić wcześniej. Ale dopiero ta sytuacja uświadomiła mi, że tak naprawdę powinnam zająć się tym już dawno.

Było mi wygodnie, to fakt, ale nic nie usprawiedliwiało takiego zwlekania. Tak naprawdę to nawet Eryk wielokrotnie mi powtarzał, że w końcu muszę coś z tym zrobić.

— Nie masz dosyć takiego życia? – pytał. I wiem, że chodziło mu o to, czy nie czuje do siebie odrazy o to, że pozwalam się tak traktować.

— E tam — machałam ręką.

— Zrób coś z tym — mówił.

I wreszcie robiłam. Wstyd się przyznać, ale siłą napędową były pieniądze. Wiedziałam, że jeżeli testerka wywiąże się ze swojego zadania, to wyjdę z tego rozwodu obronną rękę. I dodatkowo z pieniędzmi, które mogłabym stracić w przypadku orzeczenia rozwodu z mojej winy.

Na efekty nie musiałam długo czekać

Kilka dni później otrzymałam sms — a z prośbą o spotkanie. Rzekoma kochanka mojego męża pokazała mi zdjęcia. „Niezła jest” — pomyślałam patrząc na fotografie zrobione z ukrycia. Mój mąż obejmowany przez testerkę, testerka całująca Krzyśka, wspólne zdjęcie przed hotelem, romantyczna kolacja uwieczniona na fotografiach. „Szybko poszło” — pomyślałam.

W głębi duszy poczułam jednak lekkie ukłucie zazdrości. Jak niewiele musiałam znaczyć dla Krzyśka, który nie miał żadnych oporów przed zdradzaniem mnie na lewo i prawo. Z drugiej strony wiedziałam, że nie ma co żałować. Jak widać Krzysiek nie potrafił być wierny nikomu.

— Czy mam działać dalej? – testerka przerwała moje rozmyślania.

— Dobrze by było uzyskać jeszcze kilka dowodów — powiedziałam.

— Nie ma problemu. Jeszcze w tym tygodniu prześle kolejne materiały — powiedziała i podniosła się z miejsca. — Do zobaczenia — powiedziała na pożegnanie.

Zamówiłam kolejną kawę i oddałam się niezbyt optymistycznym  rozmyślaniom. „Koniec z tym” —  upomniałam samą siebie. To nie moja wina, że sięgnęłam po takie środki.

Kilka dni później wniosłam o rozwód

To Marta poradziła mi, aby uprzedzić działania Krzyśka. Jakie było jego zdziwienie, gdy otworzył wezwanie do sądu.

— Co ty wyprawiasz? – zapytał.

— To, co powinnam zrobić już dawno — powiedziałam.

— Nie masz szans w sądzie. Zostaniesz z niczym — wysyczał ze złością.

— Zobaczymy — uśmiechnęłam się i wyszłam z domu.

W dniu rozprawy sądowej byłam bardzo zdenerwowana. I chociaż miałam świetną prawniczkę, to nie mogłam przewidzieć działań Krzyśka. Ponieważ to ja wniosłam sprawę o rozwód z orzeczeniem o winie, to ja musiałam udowodnić swoje racje. Moja prawniczka bardzo szybko i sprawnie przedstawiła materiał dowody, z którego jasno wynikało, że Krzysiek mnie zdradzał.

Dodatkowo otrzymałam niespodziewany bonus. Była kochanka Krzyśka zdecydowała się zeznawać na moją korzyść, gdyż nie mogła się pogodzić z faktem, że została oszukana. I chociaż nie wiem, do czego posunęła się testerka, to tak naprawdę nie miało to już znaczenia. Kolejny raz okazało się, iż zdradzona i oszukana kobieta może być bardzo niebezpieczna. Dziewczyną kierowała czysta złość, a moja prawniczka doskonale to wykorzystała.

Rozprawa trwała bardzo krótko. Sąd orzekł rozwód z winy Krzyśka i przyznał mi połowę majątku.

– Żegnaj mężu. A właściwie były mężu — powiedziałam do Krzyśka po ogłoszeniu wyroku. Wyszłam z sądu, nie oglądając się za siebie.

Teraz prowadzę nowe życie. Czasami czuję wyrzuty sumienia z powodu metod, do jakich się posunęłam. Ale cóż, to było konieczne. I wciąż idę przez życie z nadzieją, że jeszcze poznam kogoś wartościowego.

Wiele osób dzieli się z nami swoimi historiami, aby dowiedzieć się, co inni o tym myślą. Jeśli masz swoją opinię lub sugestię dotyczącą tej historii, proszę napisz ją w komentarzach na Facebooku.    

-->