Cała moja rodzinna wioska obgaduje moją rodzinę, bo mama ciągle o nas plotkuje. Dowiedziałam się o tym od ciotki, która zadzwoniła do mnie, żeby zapytać, czy rzeczywiście jest u nas aż tak źle, jak wszystkim opowiada moja mama.

Pochodzę ze wsi otoczonej lasami i jeziorami. Od dzieciństwa moi bracia, siostry i ja byliśmy przyzwyczajeni do pracy. Latem zbieraliśmy jagody i grzyby, oddawaliśmy je do skupu i dostawaliśmy pieniądze. Łowiliśmy ryby i sprzedawaliśmy je na targu. Najwidoczniej żyłka przedsiębiorczości obudziła się we mnie już wtedy. Im byłam starsza, tym bardziej chciałam pracować i zarabiać.

Rodzice w żaden sposób mnie nie wspierali, a jedynie zniechęcali złośliwościami typu: „Zostaniesz na wsi, to chociaż będzie komu prostować świńskie ogony”. Z tego powodu dużo płakałam i się denerwowałam. Ale dzięki Antkowi, mojemu chłopakowi, stopniowo powracała moja wiara w siebie.

Zawsze był taki sam, jak ja. Rozmawialiśmy o naszych planach na przyszłość. Jego najważniejszym celem była przeprowadzka do miasta, w którym mieliśmy większe szanse, że nasze marzenia i cele się spełnią.

Tylko Antka mogłam sobie wyobrazić obok mojego boku. Wszyscy inni, którzy o mnie zabiegali, chcieli dalej zostać na wsi i nie robić nic, co wymaga umysłowego wysiłku. Oczywiście – tak jest o wiele łatwiej.

Po skończeniu szkoły Antek i ja, już jako para, spakowaliśmy się i pojechaliśmy do miasta. Nie mieliśmy prawie nic, tylko kilkaset złotych na wynajęcie mieszkania.

Nie mieliśmy krewnych, którzy mogliby pomóc z pracą, mieszkaniem itp. Zaczynaliśmy od zera. Oczywiście, nie wszystko było łatwe: przez pierwsze miesiące pracowaliśmy za niskie stawki, żeby mieć jakieś pieniądze na jedzenie. Ale z biegiem czasu nasza sytuacja zaczęła się poprawiać

Teraz dużo łatwiej jest zacząć od zera, bo Internet daje ogrom możliwości. Założyłam więc swój biznes – zaczęłam sprzedawać różne rzeczy w mediach społecznościowych. Później było tylko lepiej. Razem z Antkiem otworzyliśmy nasz pierwszy sklep, potem drugi. Niedawno zaczęliśmy szyć rzeczy na zamówienie. Nie mogę powiedzieć, że jesteśmy teraz na jakimś dużym plusie, bo szykuje się trzeci sklep do otwarcia.

Niedawno zadzwoniła do mnie moja mama i poprosiła, żebyśmy kupili im traktor. „Macie dużo pieniędzy, a my też chcielibyśmy coś zarobić. Ojciec mógłby jeździć do innych gospodarzy traktorem…”. Powiedziałam wtedy mamie, że nie mamy akurat żadnych wolnych pieniędzy. Odkładamy jeszcze na mieszkanie, bo wciąż mieszkamy w wynajmowanym. Na razie wszystkie pieniądze przeznaczamy na rozwój firmy. Trochę się wstydziłam odmawiać mamie, ale mówiłam prawdę…

Nikt na wsi nie wiedział o naszych osiągnięciach, bo nic nie powiedziałam mamie. Wciąż byłam obrażona, że oboje z ojcem nie wierzyli we mnie i śmiali się z moich marzeń, więc właściwie wszystko trzymałam w tajemnicy. Wiedzieli tylko, że mamy firmę, z której się utrzymujemy.

Ale jakiś tydzień temu moja ciocia, z którą prawie w ogóle nie utrzymuję kontaktu, zadzwoniła, żeby złożyć mi życzenia świąteczne i zapytała, czy Antek i ja naprawdę chodzimy głodni, bo tak moja mama opowiada wszystkim w wiosce.

Nawet nie wiedziałam wtedy, co odpowiedzieć, bo byłam w szoku. Uznaliśmy z Antkiem, że czas się wybrać do naszych bliskich i zapytać, co to za głupia plotka.

Po tygodniu odwiedziliśmy naszą wioskę, w której oboje dorastaliśmy. Wszystko pozostało takie samo: las, jeziora, zmieniło się tylko to, że byliśmy dorośli.

Ludzie, mijając nas,  oglądali się i robili zdziwione miny. Oczywiście historia, którą opowiedziała wszystkim moja matka, była kłamstwem. Przyjechaliśmy nowym samochodem, dobrze ubrani, z prezentami dla bliskich. Sąsiedzi spodziewali się za to biednych, głodnych ludzi, którzy nie mogą wrócić do domu, bo się wstydzą.

Na podwórku zobaczyliśmy mamę, która patrzyła na nas z pogardą. Kiedy zapytałam ją, dlaczego to robi i dlaczego tak o nas kłamie, pochyliła tylko głowę i coś wymamrotała pod nosem.

Kiedy zapytałam, co powiedziała, mama odpowiedziała nieco głośniej: „A dlaczego nie pomogłaś mnie i ojcu? Prosiłam cię przecież o pomoc w zakupie ciągnika! A jednak moja córka odmówiła mi na taką prostą prośbę!”, powiedziała. Łzy napłynęły mi do oczu. Nie mogłam uwierzyć, że ta osoba, która się ze mnie śmiała i nie wierzyła w moje marzenia, teraz się złości i opowiada kłamstwa o mojej rodzinie, bo jej nie pomogłam. A kiedy ja potrzebowałam pomocy, to ona i ojciec mówili coś o świniach, którym powinnam „prostować ogony”.  Teraz się na mnie obrażają?

Wsiedliśmy z Antkiem do samochodu i pojechaliśmy do domu – nikomu niczego nie będę udowadniała, niech żyją tak, jak im się podoba, i robią, co chcą, ale ode mnie niech się trzymają z daleka.

Ta sytuacja bardzo mnie uraziła i nie mam pojęcia, co powinnam dalej robić.

Wiele osób dzieli się z nami swoimi historiami, aby dowiedzieć się, co inni o tym myślą. Jeśli masz swoją opinię lub sugestię dotyczącą tej historii, proszę napisz ją w komentarzach na Facebooku.    

-->