Straszna śmierć dwumiesięcznej Mai. “Ch***a miałam z tego spania, ta mi wyła cały czas”. Zatrważające kulisy zbrodni

“Ch***a miałam z tego spania, ta mi wyła cały czas” — taką wiadomość napisała do sąsiadki Karolina P. (23 l.) ze Starogardu Gdańskiego (woj. pomorskie). Niedługo potem miasto obiegła wstrząsająca wieść. 20 stycznia 2022 r. córeczka kobiety, dwumiesięczna Maja, trafiła do szpitala ze straszliwymi obrażeniami ciała. Na pomoc było już za późno. Śledztwo wykazało, że katami byli rodzice dziecka. Przed Sądem Okręgowym w Gdańsku ruszył proces w tej sprawie.

Straszna śmierć dwumiesięcznej Mai była wstrząsem dla mieszkańców Starogardu Gdańskiego (woj. pomorskie). Horror maleństwa rozgrywał się za zamkniętymi drzwiami mieszkania przy ulicy Piłsudskiego. Nie tylko dwumiesięczna Maja przeżywała piekło, ale również jej rodzeństwo w wieku czterech i dwóch lat.

Starogard Gdański. Zabójstwo dwumiesięcznej Mai. Rodzice stanęli przed sądem

20 stycznia 2022 r. doszło do najgorszego. Tego dnia wezwano pogotowie ratunkowe do niedającej już oznak życia dziewczynki. Po przewiezieniu dziecka do miejscowego szpitala okazało się, że na pomoc jest już za późno. Obrażenia maleństwa były zatrważające.

— Z opinii sporządzonej po przeprowadzonej sekcji zwłok wynika, że przyczyną śmierci dziecka było rozlane, wysiękowe zapalenie opon mózgu współistniejące z obrzękiem mózgu, a bezpośrednią przyczyną śmierci było porażenie ważnych dla życia ośrodków w pniu mózgu — krążenia i oddychania. W toku sekcji stwierdzono również liczne zmiany urazowe w postaci mnogich, wielomiejscowych uszkodzeń ciała. Charakter urazów wskazywał, że przemoc wobec dziewczynki miała miejsce na długo przed tym, jak trafiła do szpitala — przekazała rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Gdańsku Grażyna Wawryniuk.

Jak się okazało, rodzeństwo małej Mai również wymagało pomocy medycznej.

— U czteroletniej dziewczynki biegły lekarz stwierdził liczne obrażenia w postaci wylewów podskórnych, otarć i zadrapań na całym ciele oraz zniekształcenia obu kości ramiennych i barkowych. Chłopczyk posiadał także liczne zasinienia oraz zadrapania na całym ciele, jak również zniekształcenie kości ramieniowej — informowała Grażyna Wawryniuk.

Według śledczych piekło zgotowali dzieciom rodzice – Karolina P. (23 l.) i Dominik P. (24 l.). Oboje usłyszeli zarzut zabójstwa. Obojgu rodzicom zarzucono również popełnienie przestępstwa znęcania się fizycznego i psychicznego ze szczególnym okrucieństwem.

Nikt nie pomógł maltretowanym dzieciom

Jak ustalili śledczy, w tym samym budynku mieszkała też babcia kobiety, a w mieszkaniu pary często przebywali inni członkowie rodziny. Nikt jednak nie pomógł maltretowanym dzieciom.

— Zarzutami w tej sprawie objęto również babcię oraz siostrę matki dzieci. Kobietom zarzucono nieudzielenie pomocy małoletnim dzieciom znajdującym się w położeniu grożącym bezpośrednim niebezpieczeństwem utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, wobec których rodzice stosowali przemoc fizyczną i psychiczną — przekazała prok. Wawryniuk.

Rodzice dzieci zostali tymczasowo aresztowani, natomiast wobec babci oraz siostry matki dzieci prokurator zastosował wolnościowy środek zapobiegawczy w postaci dozoru policji.

W środę 20 września przed gdańskim Sądem Okręgowym rozpoczął się proces w sprawie zabójstwa dziewczynki. Na ławie oskarżonych zasiedli rodzice małej Mai oraz prababcia i ciocia dziewczynki.

Z ustaleń śledczych wynika, że rodzice znęcali się nad dziećmi od listopada 2020 r., czyli ponad rok. Oboje byli uzależnieni od narkotyków. Karolina P. podczas rozprawy przyznała się do wszystkiego oprócz zabójstwa. Nie chciała składać wyjaśnień.

Na sali sądowej odczytano zeznania 23-latki. Z relacji kobiety wynika, że Maja była wcześniakiem, urodziła się miesiąc przed planowanym terminem porodu. Karolina P. tłumaczyła, że jej córeczka miała połamane rączki, ponieważ rzekomo “źle ją złapała podczas wyciągania z łóżeczka”. 23-latka zeznała, że nie chodziła z Mają do pediatry, bo bała się, że zabiorą jej dziecko.

Z zeznań kobiety wynika, że 19 stycznia jej córeczka miała w nocy wysoką gorączkę, ciężko oddychała. Przy wyciąganiu z łóżeczka płakała. Karolina P. twierdzi, że chciała zadzwonić po karetkę, ale czekała do rana. W końcu dziecko przestało oddychać.

Kobieta twierdzi, że nie wiedziała, jak reanimować córeczkę i pobiegła do babci po pomoc. Wtedy wezwano pogotowie.

— Zrobiłabym wszystko, aby cofnąć czas. Mam problemy z agresją po śmierci mamy. Ta tragedia zmieniła moje życie. Zrobię wszystko, by się zmienić. Pogubiłam się po jej śmierci — zeznała Karolina P.

Na sali sądowej zacytowano również fragment zeznań kobiety, w których mówiła, w jaki sposób karała swoje dzieci. “Przez dupę dawałam, jak puszczały mi nerwy”, “siostra widziała, jak biłam dzieci”, “dzieci stały w kącie” — zeznała.

Podczas rozprawy odczytano też treść wiadomości SMS, którą Karolina P. wysłała do sąsiadki niedługo przed śmiercią Mai. “Ch***a miałam z tego spania, ta mi wyła cały czas. !!!”.

Ojciec Mai, Dominik P. zeznał z kolei, że bał się Karoliny. Jego też miała bić. Babcia Karoliny, a prababcia Majeczki, która również siedzi na ławie oskarżonych, zarzuciła mu na sali sądowej “bezczelne kłamstwo”.

Karolinie P. i Dominikowi P. grozi dożywocie.

Wiele osób dzieli się z nami swoimi historiami, aby dowiedzieć się, co inni o tym myślą. Jeśli masz swoją opinię lub sugestię dotyczącą tej historii, proszę napisz ją w komentarzach na Facebooku.    

-->