Znalazłem kilka paragonów za zajęcia moich wnuków i aż nie mogłem uwierzyć w to, co zobaczyłem! O wszystkim natychmiast powiedziałam córce

Nie byłem dawno u córki i gdy niespodziewanie ją odwiedziłem, byłem w szoku. Wszędzie walały się rzeczy jej męża, Tomka. Ogólnie w związku z tym, że Julia jest lepiej wykształcona i zarabia znacznie więcej niż jej mąż, to on zajmuje się domem i dziećmi, tak po prostu bardziej się opłaca. Mimo tego nie radzi sobie z tym dobrze i w domu panuje chaos i niezwykły bałagan. Przykro mi, że córka musi żyć z kimś takim, ale z drugiej strony to sama go sobie wybrała na męża.

Niedawno zięć poprosił mnie, abym przypilnował wnuków, ponieważ on musi iść na zebranie do szkoły. Zgodziłem się, bo i tak nie miałem nic lepszego do roboty. Tuż po wejściu do mieszkania zobaczyłem, że dom jest w kurzu i brudzie. Jestem samotnym, 65-letnim mężczyzną, ale nie wyobrażam sobie, by dopuścić dom do takiego stanu! Nic mu jednak nie powiedziałem, bo nie chciałem kłótni, a po jego wyjściu po prostu zacząłem sprzątać. Podczas tych porządków znalazłem kilka paragonów za zajęcia dzieci i z ciekawości zacząłem obliczać, ile pieniędzy idzie na to w ciągu miesiąca. Oczywiście nie powinienem się w to wtrącać, ale ciekawość wygrała, i w sumie dobrze, bo okazało się, że idzie na to prawie 1600 tysiące w skali miesiąca! Taka suma naprawdę mnie przeraziła i już tłumaczę, dlaczego.
Oczywiście rozumiem, że chcą, aby ich dzieci świetnie się rozwijały i miały lepiej w życiu, ale wydawanie takiej kwoty uważam za po prostu absurd. Niektórzy za taką kwotę muszą się utrzymać przez miesiąc, a tutaj tyle idzie na zajęcia dodatkowe dla dzieci. Kiedy ja miałem małe dzieci, to także opłacałem im dodatkowe zajęcia, ale nie aż tyle i nie za takie pieniądze, a mimo tego wyrosły jakoś na mądrych i dobrych ludzi.

Świetnie, że zięć zajmuje się domem, szkoda tylko, że tak słabo, a w tym czasie moja córeczka musi harować jak wół na to wszystko. Jestem także pewien, że nawet, kiedy dzieci będą już w wieku nastoletnim, on ciągle będzie twierdził, że musi zajmować się domem i nie pójdzie do żadnej pracy. Tak naprawdę wszystko ciągle jest na barkach mojej córki. 

Najbardziej jednak zaskakuje mnie to, jak oni żyją. Wydają pieniądze bez mrugnięcia okiem, nie myśląc w ogóle o przyszłości. Zawsze mówiłem im, że warto odłożyć trochę grosza na czarną godzinę, ale niestety, w ogóle mnie nie słuchają. Mieszkają w wynajętym dwupokojowym mieszkaniu i co miesiąc płacą za to mieszkanie naprawdę sporo, a przecież mogliby zacząć odkładać na wkład własny i zmienić swoją sytuację, ale nie – oni nie potrafią oszczędzić ani grosza. Mówią także, że teraz ceny mieszkań idą w górę, a kredyt coraz ciężej uzyskać, dlatego nie opłaca się obecnie robić takiego zakupu. Tak, faktycznie teraz nie jest łatwo, ale gdyby wyrazili tylko chęć zmiany, to dołożyłbym im trochę pieniędzy.

Przede wszystkim uważam, że powinni zmienić podejście do pieniędzy i zmniejszyć swoje wydatki, a potem pomyśleć nad powrotem zięcia do pracy. Wtedy napewno wszystko zacznie się układać po ich myśli. No chyba, że czekają, aż jakiś krewny umrze i odziedziczą mieszkanie, ale na mnie w tym temacie nie mają co liczyć – zamierzam jeszcze trochę pożyć. Rodzice zięcia z kolei są zamożni, ale w ogóle nie pomagają finansowo młodej parze.

Młodzi mają już pewne zobowiązania, ponieważ dwa lata temu wzięli samochód na kredyt. Niestety to niezbyt dobry samochód, ponieważ ciągle się psuje i jest po prostu jak skarbonka, do której ciągle trzeba wrzucać pieniądze. Nie chcą jednak się go pozbyć, bo uważają, że bez samochodu nie da się w mieście funkcjonować, co uważam za absurd, szczególnie w ich wypadku, kiedy to mają wszystko pod nosem – szkoła oddalona jest o 500 metrów, przychodnia o 800m, itp.

Co do kółek zainteresowań i płatnych zajęć, to po co wydawać na nie tyle pieniędzy? Zięć twierdzi, że najmłodszy wnuk musi chodzić na basen, karate oraz boks, ponieważ chce zostać sportowcem. Średni z kolei pobiera prywatne lekcje śpiewu i gry na pianinie oraz skrzypcach, a najstarszy chodzi na taniec współczesny i towarzyski, a oprócz tego pobiera lekcje hiszpańskiego. Wszyscy z nich chodzą także na indywidualne korepetycje z angielskiego. Uważam, że wystarczyłyby jedne zajęcia, ewentualnie dwa, a nie po cztery! Mogliby też znaleźć tańsze zajęcia, np. w domu kultury, a nie u prywatnych korepetytorów. Rozumiem, że gdyby mieli sporo wolnych pieniędzy, a w dodatku byli już na swoim, to mogliby wydawać je na co chcą, ale w takiej sytuacji jest to po prostu nierozsądne. Myślę, że wszystkiemu jest winny zięć, bo moja córka taka nie jest i szanuje pieniądze.  

Wiem, że wtrącam się w nie swoje sprawy, ale nie mogłem już wytrzymać i o wszystkim powiedziałem córce. Okazało się, że nawet nie wiedziała, że takie ogromne kwoty idą na te zajęcia! W dodatku całkowicie się ze mną zgodziła i powiedziała, że porozmawia o tym z mężem i będzie bardziej kontrolować ich wydatki.

Po rozmowie z mężem zmniejszyli wydatki na zajęcia dodatkowe dla dzieci i każde z nich wybrało po jednej aktywności, którą najbardziej lubią. Zięć jednak ma do mnie urazę, że powiedziałem o wszystkim od razu córce i uważa, że wkładam nos w nie moje sprawy, przez co zaburzam ich rodzinny spokój. Nie chcę się z nim kłócić, więc już więcej nie poruszałem tego tematu. Z jednej strony rozumiem, że chciał dać swoim dzieciom co najlepsze, ale z drugiej strony – na pewno nie takim kosztem. Dlaczego on tego nie rozumie?

Wiele osób dzieli się z nami swoimi historiami, aby dowiedzieć się, co inni o tym myślą. Jeśli masz swoją opinię lub sugestię dotyczącą tej historii, proszę napisz ją w komentarzach na Facebooku.    

-->