Przez sześć lat nie zwracałam uwagi na swojego wybranka, ale pewnego razu zdałam sobie sprawę, że chcę być z nim na stałe

Mojego obecnego męża poznałam w styczniu 2011 roku. Wtedy właśnie skończyłam studia i zgodnie z przypisanym mi etatem zaczęłam pracować. Myślałam, że powiedzą mi, że się nie nadaję, ale tak się nie stało. Przeszłam rozmowę kwalifikacyjną w dziale kadr, na drugi dzień dostarczyłam CV, świadectwo pracy i kopię zaświadczenia o emeryturze.

Nie mogłam uwierzyć, że tak łatwo mogłam zostać asystentką kierownika.

Na początku moje obowiązki bardziej przypominały obowiązki sekretarki – trzeba było uzgadniać spotkania, tworzyć plan pracy, gotować kawę i inne drobnostki. Ale potem przeniesiono mnie do działu zakupów. Szef, chyba zrozumiał, że nie jestem sekretarką i nie chcę nią być, więc wziął sobie inną dziewczynę na asystentkę.

Prawie 6 lat pracowałam w tym dziale. Najpierw na stanowisku zwykłego specjalisty, a potem awansowałam na zastępcę kierownika działu.

Przez te wszystkie 6 lat pracowałam ramię w ramię z człowiekiem, który mnie przez te wszystkie lata kochał. Nie uwierzycie, ale po sześciu latach ja też się w niego zakochałam. Przyłapałam się na tym, że myślę o nim cały czas.

Codziennie chciało mi się zostać w pracy dłużej, żeby spędzić więcej czasu z tą samą osobą. Teraz śmiesznie, że szliśmy do pełnych związków tak długo, ale być może to nawet lepiej. Przez całe moje życie nie czułam tak silnych uczuć do żadnego mężczyzny.

Teraz już jesteśmy małżeństwem, ale na razie nie mamy dzieci. Nadrabiamy stracony czas. Czasami chciałabym być trochę bardziej stanowcza i bezpośrednia. Ale z drugiej strony… Może wszystko jest nawet lepiej.

Wiele osób dzieli się z nami swoimi historiami, aby dowiedzieć się, co inni o tym myślą. Jeśli masz swoją opinię lub sugestię dotyczącą tej historii, proszę napisz ją w komentarzach na Facebooku.    

-->