Mama zostawiła mnie i tatę, kiedy miałem siedem lat. Znalazła sobie obcokrajowca – dwa razy starszego, ale bogatego i bez zastanowienia ruszyła za nim w świat.

Nie, żebym ją rozumiał, ale moja mama miała zaledwie 18 lat, kiedy mnie urodziła i uważała, że ​​to był największy błąd w jej życiu. Zupełnie nie miała problemu, żeby mówić to przy mnie – nie było jej szkoda ani mnie, ani moich uczuć.

Całą winę za swoje nieudane życie rodzinne zrzucała na ojca – tak naprawdę nie chciała wychodzić za mąż, ale musiała, bo zaszła w ciążę. O jej reputacji krążyły legendy – dziewczyna z niezbyt zamożnej rodziny, która bardzo lubiła męskie towarzystwo. Dlatego jej zniknięcie z zagranicznym adoratorem nikogo nie zdziwiło – wszyscy raczej myśleli, że już zaskakująco długo wytrzymała z moim ojcem. Krążyło wiele plotek, że go zdradza, a on wszystko znosi, bo jest takim głupcem. Właściwie nie wiem dlaczego, ale ojciec kochał moją matkę, pomimo jej zachowania. Czy to miłość jest ślepa, czy rzeczywiście ojciec był taki głupi?

Ale po jej zniknięciu ojciec był bardzo przygnębiony – zaczął częściej pić, czasem nie nocował w domu, a gdy miałem dziesięć lat, oddał mnie na wychowanie swojej matce. Babcia mieszkała niedaleko, kilka przecznic od nas. Była dosyć despotyczną kobietą – wszyscy musieli jej słuchać, wykonywać jej polecenia i nigdy się nie sprzeciwiać. O ile na początku próbowałem się jeszcze buntować, to w końcu się poddałem i robiłem wszystko tak, jak powiedziała.

Nie wolno mi było wychodzić z chłopakami po szkole, jeść słodyczy i miałem ustalony plan dnia. Obejmował on lekcje, zajęcia dodatkowe, prace domowe i relaks z książkami albo pod okiem babci. W szkole chłopaki się nawet ze mnie śmiali, bo wszyscy chodzili we własnym towarzystwie, a tylko ja musiałem spacerować po parku z babcią. Jej głównym argumentem było to, że nie chciała problemów, które mógłbym sprawić, jeżeli się weźmie pod uwagę moje geny.

Nie cierpiała mojej matki i uważała mnie za błąd swojego syna, za który teraz oboje płacą. Zawsze miałem nadzieję, że babcia jednak mnie pokocha. Ale na próżno. Lód w jej sercu nie stopił się nawet wtedy, gdy dorosłem, poszedłem na studia i założyłem własną firmę.

Z powodu mojej nieśmiałości, tego, że nie umiałem rozmawiać z rówieśnikami i ciągłej kontroli ze strony babci, w szkole nigdy nie miałem przyjaciół. Wszyscy po prostu się ze mnie śmiali. Ale była jedna dziewczyna, która naprawdę mi się podobała – Kasia. Blondynka o niebieskich oczach, za którą oglądali się wszyscy chłopcy, a ona trochę zadzierała nosa. I jakoś tak się stało, że jakimś cudem zwróciła na mnie uwagę. Dopiero teraz rozumiem, że to była bardzo interesowna przyjaźń – ja się dobrze uczyłem i zawsze odrabiałem jej zadania domowe w zamian za to, że ze mną rozmawiała. To Kasia pierwsza się do mnie odezwała i zainteresowała się moimi sprawami. Po roku naszej znajomości wpadłem w kłopoty – chłopaki postanowili dać mi nauczkę i dostałem niezłe baty za przyjaźń z Kasią. Dziewczyna nie wstawiła się za mną, a nawet otwarcie ze mnie szydziła. Powiedziała, że ​​jestem zwykłym durniem, który po prostu odrabiał za nią wszystkie lekcje. To był dla mnie bardzo bolesny cios.

Po maturze dostałem się na studia, wyjechałem do Warszawy. Już tam zostałem, a później otworzyłem własny biznes – kilka sklepów. Zmieniłem się – zrobiłem się pewniejszy siebie i bardziej otworzyłem się na ludzi. Tam znalazłem przyjaciół, którzy nie znali mojej przeszłości, poznawałem dziewczyny i nawiązywałem nowe znajomości. Życie było pełne emocji, których brakowało mi w dzieciństwie i młodości. Było mi dobrze. Czasami wspominałem moich kolegów z klasy, Kasię też, i myślałem – ciekawe, co by teraz o mnie powiedzieli? Pewnie byliby zaskoczeni.

Kiedyś musiałem przyjechać do rodzinnego miasta w interesach. Poszedłem odwiedzić babcię i po drodze spotkałem Kasię. Dziewczyna bardzo się zmieniła – nie była już taka ładna, nie wyglądała na zadbaną. Obok niej stał mały chłopiec i cały czas płakał. Tylko się przywitaliśmy, ale nie rozmawialiśmy ze sobą. Później babcia mi opowiedziała, że ​​życie Kasi nie ułożyło się najlepiej – wyszła za mąż zaraz po szkole, urodziła dziecko, a kilka lat później mąż ją porzucił i odszedł do innej. Od tego czasu dziewczyna pije i nie przejmuje się zbytnio losem swojego syna.

W tym momencie pomyślałem, że życie jest nieprzewidywalne – raz się śmiejesz ze słabszych, a za chwilę los zaczyna się śmiać z ciebie. Wszystko do nas wraca i zawsze musimy odpowiedzieć za własne czyny. Szkoda mi tylko jej syna.

Wiele osób dzieli się z nami swoimi historiami, aby dowiedzieć się, co inni o tym myślą. Jeśli masz swoją opinię lub sugestię dotyczącą tej historii, proszę napisz ją w komentarzach na Facebooku.    

-->