A po co macie się przyznawać, że Wasze dziecko jest adoptowane? Wyjedźcie gdzieś, a po powrocie powiedz, że byłaś w ciąży!

Ta historia miała miejsce sporo lat temu. Moja siostra tuż po ukończeniu 18-ego roku życia poznała Janka, o którym mówiła, że jest miłością jej życia, dlatego szybko wyszła za niego za mąż. Razem tworzyli świetną parę – mieli wspólne zainteresowania, oboje się kochali, spędzali razem wolny czas, dużo podróżowali i cieszyli się każdą wspólną chwilą spędzoną razem. Jedyne, co nie dopełniało tego ich bajkowego szczęścia, to brak dziecka – byli ze sobą już prawie dekadę, a na świecie nie było jeszcze ich wspólnego potomka.

Przez to Angelika czuła się wybrakowana i jakby nie była w pełni kobietą. Diagnoza jednak nie pozostawała złudzeń – była bezpłodna i nie było szans, aby kiedykolwiek urodziła własne dziecko. Sprawa ta była dla niej tak bolesna, że przez długi czas nie mogła nawet patrzeć na rodziny z dziećmi, ponieważ od razu płakała. Nasza mama powiedziała, że przecież mogą adoptować dziecko i nikt o tym nie musi nawet wiedzieć. Wystarczy wyjechać gdzieś na 9 miesięcy, a potem wrócić jak gdyby nigdy nic z dzieckiem i mówić, że było się w ciąży.

Przecież nie ona jedyna zdecydowałaby się na coś takiego, wiele rodzin adoptuje dzieci, jeśli nie może mieć własnych. Co prawda niepokój związany z dziećmi mogącymi odziedziczyć po swoich patologicznych rodzicach geny czy pojawieniu się nagle biologicznych rodziców oczywiście istniał, ale gdyby każdego to blokowało, sierocińce byłyby przepełnione. Angelice udało się przekonać małżonka i pół roku później byli już rodzicami małej dziewczynki. 

Marysia pochodziła z dobrej, zamożnej rodziny. Niestety, jej rodzice zginęli wiele lat temu w wypadku lotniczym, kiedy wracali z kolejnego biznesowego spotkania z tzw. “grubymi szychami”. Niestety, nikt z krewnych nie chciał się nią zająć, dlatego dziewczynka trafiła do domu dziecka. Nie ma jednak się co dziwić – były to ciężkie lata 90-te, kiedy w każdej chwili można było stracić pracę, a ceny potrafiły z dnia na dzień pójść w górę, więc branie do siebie małego dziecka mogło okazać się gwoździem do trumny.

Krótko po adopcji córeczki Jan dostał propozycję pracy w Niemczech. Ze względu na trudne czasy i chęć dania dziecku tego, co najlepsze, nie zamierzał odrzucać tej oferty. Jego żona z dzieckiem została w Polsce.

W tym momencie zatem to na Angelice spoczywały wszystkie obowiązki domowe jak i opieka nad dzieckiem. Będąc niesamowicie zapracowana jakoś nie zauważyła, że mąż najpierw coraz rzadziej dzwoni, a potem coraz rzadziej przyjeżdża, wykręcając się pracą. Niestety, po jakimś czasie okazało się, że nie był zajęty pracą, a jakąś młodą polką, którą poznał w polskim sklepie, była tam sprzedawczynią.

Janowi nie zależało już na rodzinie, teraz był zainteresowany czymś, a w zasadzie kimś innym. Nie walczył ani o Angelikę, ani o córkę. Siostra nagle została sama z małym dzieckiem.

Nie było jej łatwo, ani z wychowaniem dziewczynki, ani z jej utrzymaniem, bowiem Jan wcale nie poczuwał się do płacenia alimentów. Na szczęście okazało się, że nie jest z tym wszystkim sama, ponieważ nagle zaczął jej pomagać jej sąsiad. Odnalazła w nim wsparcie i życzliwość. 

Był dobrym i pomocnym mężczyzną, a w dodatku odnosił się do Angeliki jak i do Marysi z niesamowitą sympatią. Jakiś czas później Angelika zaczęła się z nim spotykać i ich wspólni znajomi myśleli, że Artur jest ojcem dziewczynki, bowiem było między nimi jakieś fizyczne podobieństwo.

Wyglądało na to, że wszystko się układa, jednak to nie koniec tej historii. Pewnego dnia Angelikę obudziły poranne mdłości. Taka sytuacja powtórzyła się kilkukrotnie, więc kobieta postanowiła sprawdzić, czy aby na pewno nie jest chora. Okazało się, że to nie choroba, a… ciąża!  To prawdziwy cud!

Marysia jest zachwycona swoją młodszą siostrzyczką. Pomaga rodzicom w każdy możliwy sposób – opiekuje się nią, przynosi swoje zabawki, chce ją karmić i przebierać. Nikt z otoczenia pary do dzisiaj nie wiem, że Marysia jest adoptowana i chyba nie ma sensu tego wyjawiać. Bo jaka to różnica, czy to biologiczna córka, czy nie? Najważniejsze, że się kochają.

Czy uważasz, że powinni wyznać Marysi prawdę? Czy powinna wiedzieć, że jest adoptowana, czy nie?

Wiele osób dzieli się z nami swoimi historiami, aby dowiedzieć się, co inni o tym myślą. Jeśli masz swoją opinię lub sugestię dotyczącą tej historii, proszę napisz ją w komentarzach na Facebooku.    

-->