„Jesteś dla mnie nikim, nie nazywaj się moją córką. Zrujnowałaś mi życie!”- krzyczał ojciec

Zosia niewiele pamięta ze swojego dzieciństwa – ma więcej wspomnień z bardziej świadomego wieku, kiedy poszła już do szkoły. Ale jedyne, co dobrze pamięta, to to, że jej ojciec w ogóle jej nie kochał i często dostawała od niego lanie. Nawet jeżeli to nie była jej wina, to karę dostawała Zosia, a nie jej młodsza siostra, która była dużo bardziej niegrzeczna.

Rodzina dziewczynki była całkiem zwyczajna – nie byli bogaci, ale nie cierpieli też biedy: mieli własne mieszkanie i stary samochód. A Zosia miała młodszą siostrę Kasię, którą rodzice kochali bardziej i nawet tego nie ukrywali. Kasia zawsze dostawała większe prezenty, lepsze ubrania i nigdy nie była karana za złe zachowanie. Wręcz przeciwnie, zamiast niej karę dostawała Zosia – za to, że nie dopilnowała młodszej siostry. Starsza dziewczynka nigdy nie rozumiała takiej postawy rodziców. Czy nie powinni jednakowo kochać swoich dzieci?

Ojciec często podnosił na nią rękę, krzyczał i karał za najmniejsze przewinienia – kiedy za późno wróciła ze szkoły, nie kupiła chleba, dostała trójkę ze sprawdzianu i za wiele innych drobiazgów. Zosia dzielnie to wszystko znosiła, tylko czasami płakała. Jedyną rzeczą, której nie rozumiała, było to, dlaczego matka, która to wszystko obserwowała w milczeniu, nie wstawiła się za nią. I tak w dziecku rozwijała się niechęć, która towarzyszyła jej aż do dorosłości.

Zosia nareszcie skończyła szkołę i dostała się na uniwersytet w innym mieście, wiele kilometrów od domu. Chciała uciec od rodziców jak najdalej i widywać się z nimi tylko kilka razy w roku. A rodzicom też nie przeszkadzało zbytnio to, że starszej córki nie było w domu – może nawet było im lepiej. Teraz całą swoją uwagę i miłość mogli bez przeszkód skupić na Kasi.

I tak żyli. Zosi zaczęło się podobać samodzielne życie. Nikt jej nie kontrolował, nikt nie krzyczał i nie prowokował do kłótni. To właśnie na uniwersytecie poznała swojego przyszłego męża, Antka. Nie od razu powiedziała o nim rodzicom – dopiero wtedy, kiedy się oświadczył. Dziewczyna pojechała wtedy do rodziców, żeby poinformować ich o zaręczynach i przy okazji omówić szczegóły wesela – miała nadzieję, że rodzice jej pomogą. Pomyliła się.

Matka nawet trochę się ucieszyła z wiadomości o ślubie, ale ojciec był zły, gdy Zosia poprosiła o pieniądze.

– Myślisz, że tak ciężko pracujemy po to, żeby organizować ci imprezy?

– Ale jakoś znaleźliście pieniądze na samochód dla Kaśki? Wiem, że babcia zostawiła spadek i jego część należy do mnie.

– Nic ci się nie należy, rozumiesz? Nie chciałem tego mówić, ale mam dość wysłuchiwania twojego marudzenia. Przez ciebie są tylko same problemy. Wiesz dlaczego? Bo jesteś bękartem. Tak, nie przesłyszałaś się. Nie jestem twoim ojcem, a przyjąłem cię tylko dlatego, że pokochałem twoją matkę.

Zosia nie wiedziała, co na to odpowiedzieć – myślała, że ojciec po prostu nie za bardzo ją kocha, ale że nie jest jej prawdziwym krewnym, tego nie wzięła pod uwagę. Tylko czy to jest usprawiedliwienie dla okrucieństwa, jakie jej okazywał? Nie prosiła go o to, żeby został jej ojcem – zdecydowała o tym jej matka, która w tym momencie stała i płakała. Nawet teraz nie próbowała pomóc córce – wybrała męża.

Zosi nie pozostało nic innego, jak wstać i wyjść, ale wcześniej zwróciła się do rodziców:

– Zawsze czułam, że kochacie mnie mniej niż Kaśkę, ale nigdy nie myślałam, że aż tak bardzo mnie nienawidzicie. Ja nie prosiłam się na świat. Przyszłam do was jak do rodziców, a odchodzę jako sierota. Nie bójcie się – nie będę wam już przeszkadzać.

Dziewczyna wyszła z domu cała we łzach. Nigdy już tam nie wróciła, nawet gdy matka ją o to prosiła. Za długo znosiła takie traktowanie. Teraz uwolniła się od ciężaru bycia niekochaną córką.

Wiele osób dzieli się z nami swoimi historiami, aby dowiedzieć się, co inni o tym myślą. Jeśli masz swoją opinię lub sugestię dotyczącą tej historii, proszę napisz ją w komentarzach na Facebooku.    

-->