Kiedyś poprosiłam męża o pięćdziesiąt złotych, bo chciałam kupić coś słodkiego do pracy. Zmierzył mnie z góry na dół i powiedział, że mamy w domu mąkę, jajka i cukier – jak chcę coś do kawy, to mogę sobie sama upiec, a wydawanie pieniędzy na takie „bzdury” jest bez sensu

Kiedy wychodziłam za mąż za Darka, byłam dojrzałą osobą. Miałam dwadzieścia osiem lat, pracowałam jako księgowa w dużej firmie, zarabiałam całkiem nieźle. Za wydatki narzeczonej, związane ze ślubem, zapłaciłam sama, nie wzięłam ani grosza od rodziców.

Darek pracował jako kurier w naszej firmie, właściwie to tak się poznaliśmy. Zarabiał dużo mniej ode mnie, ale zgodziłam się na jego propozycję, żebyśmy po ślubie mieli wspólny budżet, byliśmy przecież jedną rodziną. Chciałam być idealną żoną i dać mężowi poczucie, że to on jest głową rodziny, ale mój mąż okazał się dość despotyczny.

Darek zaczął odkładać większość naszych wspólnych dochodów „na czarną godzinę”. Oczywiście, wcześniej sama też trochę odkładałam, ale na co mieliśmy oszczędzać takie duże sumy, nie miałam pojęcia. Mieszkaliśmy we własnym mieszkaniu, które dostałam po babci. Miałam własny samochód, Darek jeździł służbowym autem. Nie było potrzeby, żeby oszczędzać większość naszych dochodów.

Już na początku naszego małżeństwa poczułam, jak to jest „prosić mężczyznę o pieniądze”. W pracy to ja naliczałam Darkowi pensję, ale w domu on przejmował moje pieniądze, wydzielając mi część na kieszonkowe. Czułam się bardzo upokorzona, prosząc męża o kilka złotych na rajstopy czy puder. Za każdym razem pytał mnie, po co mi ten lub inny element garderoby, skoro nie noszę go na co dzień. Dlatego kupowanie nowych ubrań właściwie nie wchodziło w grę! Któregoś dnia  powiedział nawet, że na zimę kobiecie wystarczy jedna para butów, więc nowe kupimy, kiedy te się zniszczą!

Kiedyś poprosiłam męża o pięćdziesiąt złotych, bo chciałam kupić coś słodkiego do pracy. Zmierzył mnie z góry na dół i powiedział, że mamy w domu mąkę, jajka i cukier – jak chcę coś do kawy, to mogę sobie sama upiec, a wydawanie pieniędzy na takie „bzdury” jest bez sensu.

W tym momencie zdałam sobie sprawę, że obok mnie jest człowiek, przy którym nigdy nie będę szczęśliwa! Teraz jeszcze pracuję i nieźle zarabiam, a kiedy będę w domu z dzieckiem, to nie tylko będę musiała zapomnieć o słodyczach, ale pewnie nawet o chlebie z masłem!

Tego wieczoru spakowałam jego rzeczy i poprosiłam, żeby się wyprowadził. Powiedziałam Darkowi, żeby sobie zachował te nasze wspólne oszczędności, niech je ma, skoro to dla niego najważniejsze. A ja jeszcze znajdę osobę, która pokocha mnie, a nie moje pieniądze!

Wiele osób dzieli się z nami swoimi historiami, aby dowiedzieć się, co inni o tym myślą. Jeśli masz swoją opinię lub sugestię dotyczącą tej historii, proszę napisz ją w komentarzach na Facebooku.    

-->