„Przypadkiem dowiedziałam się, że mój ojciec nie jest moim ojcem. Mama twierdzi, że zdradziła go za jego zgodą”

„Mama wiele zrobiła i poświęciła, żebym pojawiła się na świecie. Tata zresztą też. Od początku wiedział, że nie jestem jego, a mimo to kochał mnie jak rodzoną córkę. Niewiele dzieci ma takie szczęście. A że oboje oszukiwali mnie przez tyle lat? Może to i nie w porządku, ale co mi dała prawda? Nic”.

Wszystko zaczęło się dwa tygodnie temu. Pojechałam z ojcem do babci. Mama wpadła w szał robienia domowych przetworów i wysłała nas na wieś po kolejną porcję owoców i warzyw. Wypakowaliśmy bagażnik po brzegi i ruszyliśmy do domu. Rozmawialiśmy, śmialiśmy się. I nagle z bocznej drogi wyjechał rowerzysta. Wpakował nam się prawie na maskę. By w niego nie uderzyć, tata gwałtownie skręcił kierownicą i samochód wylądował w rowie. Ja wyszłam z tego bez żadnych widocznych obrażeń, ale tata uderzył głową w kierownicę.

Wyglądało to naprawdę potwornie!

Na szczęście jakimś cudem zachowałam spokój i zadzwoniłam po pomoc. Kwadrans później karetka zabrała nas do szpitala. Na izbie przyjęć przeszliśmy badania. Mnie prawie od razu wypisano, tata został na obserwacji. Był bardzo niezadowolony.

– Po co te wszystkie ceregiele. Przecież nic mi nie jest. Mogę spokojnie wrócić do domu – kręcił nosem.

– Nawet o tym nie myśl! Przy urazie głowy to konieczność. Zresztą zaraz przyjedzie mama i przemówi ci do rozumu – ucięłam.

– No dobrze, już dobrze. Poleżę tu, ile będzie trzeba. Najważniejsze, córeczko, że ty jesteś cała i zdrowa. Gdyby coś ci się stało, nigdy bym sobie tego nie darował – oczy mu się zaszkliły.

– Tato, przecież to nie twoja wina, tylko rowerzysty. Nic nie mogłeś zrobić!

– Wiem, ale to i tak dla mnie bardzo trudne. Jesteś przecież moim słoneczkiem, największym szczęściem…

– A ty najlepszym tatą pod słońcem – zapewniłam i przytuliłam go.

Powiedziałam to naprawdę szczerze. Odkąd pamiętam, tata zawsze traktował mnie jak księżniczkę. Mama bywała surowa, wymagająca… A on? Sama łagodność i wyrozumiałość. Gdy coś nabroiłam, szłam najpierw do niego. Wiedziałam, że mi wybaczy i stanie w mojej obronie. Zarówno wtedy, gdy byłam małą dziewczynką, jak i teraz, kiedy już dorosłam i kończyłam studia. Mama dotarła do szpitala po dwóch godzinach. Nie mam pojęcia, jak jej się udało dojechać, bo z nerwów aż się cała trzęsła. Na zmianę płakała, całowała nas, dopytywała, jak się czujemy, i krzyczała na ojca, za to, że był nieostrożny. Uspokoiła się trochę, dopiero wtedy, gdy wytłumaczyliśmy jej z tatą, że nic nam nie grozi.

– Mnie już kazali iść do domu, a tata zostaje tylko na obserwacji. Zresztą, jak nie wierzysz, zobacz. Wszystko tu jest napisane – wręczyłam jej tabliczkę wiszącą na ramie łóżka.

– Rzeczywiście, nie wygląda to źle – odetchnęła z ulgą.

Gdy odwieszałam tabliczkę, sama zerknęłam na kartę choroby. Obok imienia i nazwiska widniała informacja o grupie krwi – „AB plus”.

W pierwszej chwili nie zareagowałam

Dopiero po kilku sekundach dotarł do mnie sens tego, co przeczytałam. Spojrzałam jeszcze raz i zamarłam. W szkole byłam niezła z biologii, cztery lata wcześniej zdawałam z niej nawet maturę. Dobrze więc pamiętałam teorię dziedziczenia grup krwi. Nie będę was zanudzać szczegółami, ale wynika z niej jasno, że osoba z grupą krwi „AB” nie może być rodzicem dziecka z grupą krwi „O”. A właśnie ja taką mam… Mój ojciec nie jest moim ojcem – dotarła do mnie przerażająca prawda. I nogi się pode mną ugięły.

– Co tak nagle pobladłaś córeczko? Źle się czujesz? – wyrwał mnie z zadumy zatroskany głos taty.

– Co? Nie… Wszystko w porządku… – zająknęłam się.

– Na pewno? Rzeczywiście wyglądasz jak śmierć! Może ty też powinnaś zostać na obserwacji? Zaraz porozmawiam z lekarzem – wtrąciła się mama.

– Naprawdę nie ma takiej potrzeby. Po prostu po tym wszystkim puściły mi nerwy i poczułam się potwornie wyczerpana. Najchętniej wróciłabym już do domu – tłumaczyłam.

Nie chciałam, żeby zadawali mi pytania, połapali się, że wcale nie o wypadek chodzi, że trapi mnie coś innego. W domu od razu powędrowałam do swojego pokoju. Zgasiłam światło i udawałam, że śpię, a tak naprawdę przepłakałam pół nocy. Mój szczęśliwy, uporządkowany świat runął. Nie wiedziałam, kim naprawdę jestem. Skoro nie spłodził mnie mężczyzna, którego przez całe życie uważałam za biologicznego ojca, to kto ? I jakim cudem znalazłam się w rodzinie? Adopcja? Raczej nie wchodziła w grę, bo jestem podobna do mamy jak dwie krople wody. Czyli co? Zdrada! Mama przespała się z jakimś facetem. Raz, może kilka razy. A gdy zorientowała się, że jest w ciąży, udało jej się wmówić tacie, że to jego dziecko. Musiała mu wmówić, bo przecież inaczej by mnie tak nie kochał i nie hołubił…

Tylko dlaczego to zrobiła?

Może nie miała innego wyjścia, bo tamten na wieść o dziecku ulotnił się w siną dal? A może w ogóle mu o mnie nie powiedziała, bo wolała zakończyć znajomość i zostać z tatą? I mój prawdziwy ojciec nawet nie wie o moim istnieniu! Na myśl, że mama mogła być tak podła, oszukała wszystkich dookoła, aż zatrzęsłam się ze złości. Tyle razy prawiła mi morały, gadała o uczciwości i prawości, a sama była fałszywa jak żmija! Chciałam nawet pobiec do niej do sypialni i wykrzyczeć jej prosto w twarz, co o niej myślę, zadać jej te wszystkie pytania, ale się powstrzymałam. Postanowiłam, że najpierw ochłonę, otrę łzy, nastroję się odpowiednio do rozmowy, a gdy tylko się obudzi, porządnie wezmę ją w obroty. Wiedziałam, że wywołam burzę, może nawet ją zranię, obrażę, ale prawdę mówiąc, miałam to gdzieś. Czułam, że nie dam rady żyć tak, jakbym o niczym nie wiedziała, że muszę wyjaśnić wszystko do końca. A potem zastanowić się, co dalej. Czy wyznać prawdę tacie i szukać swojego prawdziwego ojca? A może jednak nic mu nie mówić, by go nie zranić i nie stracić, a tamtego szukać w tajemnicy? Albo zrobić jeszcze inaczej. Jak?

Od kolejnej porcji pytań i wątpliwości rozbolała mnie głowa. Wreszcie doszłam do wniosku, że najpierw załatwię sprawę z mamą, a dopiero potem zajmę się… ojcami. Rano, gdy tylko usłyszałam, że mama zaczęła szykować śniadanie, zebrałam się w sobie i poszłam do kuchni. Akurat kroiła pomidory.

– Musimy poważnie porozmawiać – zaczęłam stanowczo.

– Teraz? Myślałam, że zaraz pojedziemy do szpitala. Tata już pewnie nie może się doczekać. I nas, i kanapek, bo to szpitalne jedzenie to… szkoda gadać – wzniosła oczy do góry.

– Ja właśnie w sprawie ojca. Martwię się o niego, mamo.

– Ja też. Ale to na szczęście bardzo twardy i silny mężczyzna. Wszystko przeżyje. Między innymi dlatego za niego wyszłam – uśmiechnęła się.

 Wiadomość, że nie jestem jego córką, też przeżył – rzuciłam niby od niechcenia; nóż wypadł mamie z ręki.

– Słucham? Co ty wygadujesz? Skąd ci do głowy takie bzdury przychodzą? W szpitalu koniecznie musi zbadać cię lekarz, bo ten wypadek ci…

– Błagam, mamo, tylko nie zaprzeczaj. Szkoda czasu. Genetyki nie da się oszukać – przerwałam i pokrótce streściłam jej teorię dziedziczenia grup krwi; poczerwieniała.

– E tam, pewnie coś źle odczytałaś, albo pielęgniarka się pomyliła przy wypisywaniu karty chorobowej. To się często zdarza – próbowała mnie zbyć, ale byłam nieugięta.

– Nie sądzę. Zresztą, jak pojedziemy do szpitala, to sprawdzimy. No więc? Dalej będziesz łgać, czy odpowiesz na moje pytania? – naciskałam.

– Nie dzisiaj. Nie chcę o tym rozmawiać. To trudne… – bąknęła.

– Ale ja chcę. Mam, do cholery, prawo wiedzieć, kim jestem! Dość już tych kłamstw i tajemnic! – tupnęłam nogą.

Zastanawiała się przez dłuższą chwilę

– No dobrze. Może rzeczywiście nie ma co odkładać tej rozmowy na później. Co chcesz wiedzieć? – zapytała.

– To chyba proste: z kim zdradzałaś tatę. Bo że to zrobiłaś, jestem pewna. Inaczej nie byłoby mnie na świecie.

– To nieważne – machnęła ręką.

Aż podskoczyłam.

– Nieważne? Chyba żartujesz! To przecież mój biologiczny ojciec! Nie przyszło ci do głowy, że kiedy prawda wyjdzie na jaw, będę chciała go poznać?! – wściekałam się dalej.

– To niemożliwe. Nawet nie pamiętam, jak miał na imię, nie wiem, gdzie mieszka. Poznaliśmy się na wyjazdowym szkoleniu. Po zakończeniu zajęć poszliśmy coś wypić i stało się. Ale to nie była żadna miłość. Spędziłam z nim tylko jedną, jedyną noc. A potem rozjechaliśmy się każde w swoją stronę – tłumaczyła z trudem.

– O, to miałaś pecha. Skok w bok i od razu ciąża. Wybacz, ale nie wierzę. Pewnie zdradzałaś tatę na lewo i prawo, a on naiwny myślał, że jest jedynym mężczyzną w twoim życiu! Jak mogłaś?! On tak cię kocha! Wszystko by dla ciebie zrobił. A ty… Ty… – zamilkłam, bo z emocji zabrakło mi słów.

– Ja też go kocham! Nie wyobrażam sobie bez niego życia!

– Poważnie? To dlaczego poszłaś do łóżka z innym facetem? Alkohol niczego nie tłumaczy – aż kipiałam.

Mama spojrzała na mnie ze smutkiem i schowała twarz w dłoniach. Po chwili jednak podniosła głowę.

– Nie. Zrobiłam to, bo tata mnie o to poprosił – wykrztusiła.

Aż przysiadłam z wrażenia

– Kto cię poprosił? Tata? – myślałam, że źle zrozumiałam.

– Tak.

– To absurd! Tata kazał ci zabawiać się z innym facetem?! Wybacz, ale mogłaś wymyślić coś bardziej prawdopodobnego – zdenerwowałam się.

– Jak nie wierzysz, to go zapytaj – mama patrzyła mi prosto w oczy; wiedziałam, że nie kłamie.

– A dlaczego niby miał to zrobić? – wykrztusiłam z trudem.

– Bo tata nie może mieć dzieci. Powiedział mi o tym, zanim się pobraliśmy. Obojgu nam wydawało się, że wystarczy nasza miłość. Ale po pewnym czasie bardzo zapragnęliśmy dziecka… No i tata wymyślił rozwiązanie…

– O Jezu… A nie mogliście tego załatwić jakoś inaczej?

– Jak?

– No nie wiem. Sztuczne zapłodnienie albo coś… Adopcja?

– Córeczko, to były inne czasy. O in vitro głównie się czytało, nie było banków nasienia. A adopcji nie chcieliśmy… I taka, że tak powiem, naturalna metoda była najpewniejsza.

– I ty się zgodziłaś?

– Nie było to łatwe. Ale kochałam twojego ojca nad życie i chciałam, żeby był szczęśliwy. Zresztą sama marzyłam o macierzyństwie.

– A tata? Nigdy nie był zazdrosny?

– Nie wiem, może był. Ale ani razu mi tego nie okazał. A gdy dowiedział się, że jestem w ciąży, cieszył się jak wariat. Nie pytał, gdzie, z kim, kiedy. Wiem, że to brzmi nieprawdopodobnie, ale tak właśnie było. Zachowywał się jak przyszły ojciec. Woził mnie na badania, kiedy miewałam zachcianki, biegał w nocy do sklepu po śledzie i lody, czatował pod szpitalem, gdy się rodziłaś. A kiedy już pojawiłaś się na świecie, powiedział ze łzami w oczach, że większe szczęście nie mogło go spotkać. Dla niego zawsze byłaś księżniczką i ukochanym słoneczkiem.

Poczułam łzy pod powiekami

– Wczoraj też to od niego usłyszałam – przyznałam, czym prędzej odwracając twarz w stronę okna.

– Widzisz? Zapomnij więc o tej przeklętej grupie krwi. Mężczyzna, który leży w szpitalu, jest twoim tatą. Teraz pewnie bardzo zdenerwowanym, bo zastanawia się, dlaczego jeszcze nie przyjechałyśmy. Więc jak, zbieramy się? – wpatrywała się we mnie.

– A możesz na razie pojechać sama?

– Mogę. Ale ty też przyjedziesz? – w jej oczach dostrzegłam niepokój.

– Zjawię się. Spokojnie. Potrzebuję tylko troszkę czasu – odparłam.

Gdy zostałam sama, usiadłam w fotelu i po raz drugi tej doby zatopiłam się w myślach. Było mi głupio, że tak oczerniłam mamę. Zarzuciłam jej podłą zdradę, a okazało się, że prawda jest zupełnie inna. Musiałam to sobie wytłumaczyć: kochali się, ale nie mogli mieć dzieci, bo tata… To zdanie powtarzałam w myślach kilka razy, aż złość, którą czułam, ulotniła się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Zastąpił ją podziw. Mama wiele zrobiła i poświęciła, żebym pojawiła się na świecie. Tata zresztą też. Od początku wiedział, że nie jestem jego, a mimo to kochał mnie jak rodzoną córkę. Niewiele dzieci ma takie szczęście. A że oboje oszukiwali mnie przez tyle lat? Może to i nie w porządku, ale co mi dała prawda? Nic. Owszem, spłodził mnie jakiś tam inny facet, ale na tym jego rola się skończyła. Po co więc miałam o nim wiedzieć? A teraz o nim myśleć? Nie na darmo mówi się, że nie jest ojcem ten, który spłodził, ale ten, który wychował.

– Co ty tu jeszcze robisz, Majka? Musisz iść do taty! – mruknęłam pod nosem i wybiegłam z mieszkania.

Pół godziny później byłam już w szpitalu. Gdy weszłam do sali, tata wbił we mnie uważne spojrzenie. Dostrzegłam w nim miłość i niepokój.

– Możesz mi przypomnieć, kim dla ciebie jestem? – podchodząc bliżej, zrobiłam niewinną minkę, jak kiedyś, gdy byłam dzieckiem.

– Największym szczęściem i słoneczkiem – wykrztusił.

– A ty dla mnie najlepszym tatą na świecie! Oboje, i ty, i mama, jesteście dla mnie najlepsi! – uśmiechnęłam się od ucha do ucha. I byłam naprawdę szczera.

Wiele osób dzieli się z nami swoimi historiami, aby dowiedzieć się, co inni o tym myślą. Jeśli masz swoją opinię lub sugestię dotyczącą tej historii, proszę napisz ją w komentarzach na Facebooku.    

-->