Miałam nadzieję, że mój mąż zmieni się na starość, ale się myliłam

Aż wstyd opowiadać, co mi się przydarzyło na stare lata. Ale chcę się tym z kimś podzielićzwłaszcza że was nie znam, tak jest łatwiej. Teraz mam 55 lat, a mój mąż 60. Bogdan zostawił mnie po 30 latach wspólnego życia i zamieszkał z 35-letnią kobietą.

Wyszłam za mąż, kiedy miałam 25 lat – w tamtych czasach byłam już właściwie starą panną, bo wszystkie dziewczyny brały ślub w wieku 17-19 lat. Cóż, życie potoczyło mi się tak, że moją miłość poznałam dopiero w wieku 24 lat. Wcześniej głównie siedziałam w książkach i się uczyłam. Spotykaliśmy się z Bogdanem przez rok, a potem się pobraliśmy. Mój mąż chciał mieć dużo dzieci, więc urodziłam trzy córki i syna. Można powiedzieć, że całkowicie oddałam się macierzyństwu.

Mój mąż nie lubił siedzieć w domu, miał swoje sprawy, przyjaciół, też dziewczyny. Ale nigdy go za to nie obwiniałam. Rozumiałam, że taki już jest – kocha wolność. Może to był mój błąd.

Kiedy dzieci podrosły, syn był już na uniwersytecie, a najmłodsza córka w 8 klasie, Bogdan po raz pierwszy zostawił rodzinę. Pewnego wieczoru wrócił do domu i powiedział, że powinniśmy zamieszkać osobno, bo jest zmęczony takim życiem – „pełnym rodzinnych problemów”, jak wtedy mówił. Płakałam wtedy i błagałam, żeby nie odchodził. Ale mnie nie słuchał.

Przez całe życie nie przestanę dziękować rodzicom, którzy bardzo mnie wtedy wspierali i nie dali mi zginąć z czwórką dzieci! Mama przyjechała i robiła wszystko w domu, a ja pracowałam w tym czasie na dwóch etatach. Mój ojciec, mimo że był w wieku emerytalnym, pracował i całą pensję oddawał mi i dzieciom. A sami rodzice żyli z emerytury ojca i oszczędzali na wszystkim.

Ale sześć miesięcy później Bogdan wrócił do domu. Przyszedł jak gdyby nic się nie stało i po prostu znowu zaczął mieszkać z nami w domu. Był tak pewny siebie i samolubny, że nawet mnie nie przeprosił, to by było dla niego poniżające. Powiedział mi, że mieszkał sam, chociaż wiedziałam, że to nieprawda. Ludzie mówili co innego.

Musiałam wtedy zaakceptować sytuację taką, jaka jest i żyć dalej. Dlaczego tak bardzo siebie nie szanowałam? Odpowiem – chciałam, żeby dzieci miały ojca i pełną rodzinę.

I żyłam tak dalej, widząc romanse męża na boku. Rodzice zawsze mnie uczyli, że wszystko muszę znosić dla dobra dzieci, musiałam tak robić. Pocieszałam się wtedy nadzieją, że ​​mój Bogdan kiedyś się zmieni, że może się zestarzeje i będzie siedział spokojnie w domu.

Ale byłam w błędzie. Nie da się nikogo zmienićnie ma sensu nawet próbować. Mój mąż zajmuje teraz wysokie stanowisko w firmie rolniczej, prawie nigdy nie ma go w domu. Każde z dzieci żyje własnym życiem, a ja siedzę sama.

Niedawno Bogdan powiedział mi, że nigdy mnie nie kochał, żył ze mną z przyzwyczajenia. A potem dodał: „Mam kobietę, jest ze mną w ciąży, więc odchodzę”. Szczerze mówiąc, te słowa mnie nie zaskoczyły. Przez całe lata żyłam w takim stresie, że teraz to nie jest dla mnie żadna nowość. Myślę, że znowu wróci.

Powiedzcie, czy warto mu znowu wybaczyć? I żyć w fikcyjnej rodzinnej sielance? A może lepiej żebym żyła samotnie?

Wiele osób dzieli się z nami swoimi historiami, aby dowiedzieć się, co inni o tym myślą. Jeśli masz swoją opinię lub sugestię dotyczącą tej historii, proszę napisz ją w komentarzach na Facebooku.    

-->