„Narzeczony zdradzał mnie z dwiema kochankami. Wydało się, gdy trafił do szpitala. Spotkałyśmy się przy jego łóżku”

„Dotarło do mnie, że byłam naiwna i ślepa. Wierzyłam w te częste delegacje, pracę po godzinach, w rozmowy z kontrahentami, w psujący się na okrągło samochód… Przecież kiedy to wszystko mówił – planował już, że odwiedzi brunetkę lub rudą”.
JOLA, 28 LAT / 06.02.2022 14:50
Załamana kobieta zdradzona przez narzeczonego

fot. Adobe Stock

Telefon ze szpitala zburzył cały mój świat. Wystarczyło kilkanaście sekund, żeby wszystko legło w gruzach, a moje plany na przyszłość zostały zrujnowane.
– Pani Jolanta? – zapytał kobiecy głos.
– Tak, to ja. O co chodzi?
– Znalazłam ten numer w telefonie pana Sylwestra – usłyszałam. Poczułam ukłucie niepokoju.
– Kim pani jest? – chciałam wiedzieć.
– Dzwonię ze szpitala. Przy pani imieniu był dopisek „Moja ukochana”.

Umierałam ze strachu o niego

Na te słowa straciłam na chwilę oddech. Szpital, Sylwek, ktoś czytał spis kontaktów w jego telefonie… Rzeczywiście tak mnie oznaczył i pochwalił się tym już na początku, kiedy zaczęliśmy się spotykać.
– Co mu jest? Żyje?! – spytałam bez tchu.

– Żyje, proszę się nie martwić – odparła kobieta, pewnie pielęgniarka. – Miał wypadek samochodowy.
W tej chwili jest nieprzytomny, pod narkozą, zaraz zostanie odwieziony na zabieg. Pani jest żoną?
– Zamierzamy się pobrać – przyznałam.
– Szkoda – westchnęła. – Przydałby się ktoś z rodziny, a w telefonie nie ma ani jednego takiego kontaktu. No nic, będę próbować dalej. A może pani ma jakieś namiary na jego rodziców lub rodzeństwo?
– Nie – ledwie mówiłam, tak byłam zdenerwowana. – Jego rodzice nie żyją. Wiem, że ma siostrę, ale nie znam jej numeru…
– Trudno, więc obdzwonię wszystkie pozostałe kobiety z listy – oznajmiła.
– Czy ja… – znów na chwilę straciłam zdolność oddychania. – Czy mogę dzisiaj przyjechać i go zobaczyć?
– Kiedy tylko odzyska przytomność, nie będzie chyba problemu. Skoro jest pani jego ukochaną… – w głosie pielęgniarki dosłyszałam jakby cień uśmiechu.

Popędziłam do szpitala, jakbym była kierowcą Formuły 1. Nawet jeśli nie mogłabym zobaczyć Sylwka, chciałam porozmawiać z lekarzem prowadzącym albo z ordynatorem. Wszystko jedno. Byle ktoś mi powiedział, w jakim Sylwek jest stanie. Boże, jak ja go kochałam! Pamiętam, jak zaczepił mnie na ulicy, tak po prostu.
– Ależ pani ma smutną minę… – powiedział z troską. – Taka piękna dziewczyna nie powinna być smutna.
Banalny tekst, po którym powinnam odpowiedzieć coś ostro i odejść, ale powiedział to tak naturalnie i był przy tym tak ujmujący, że uśmiechnęłam się mimo woli.
– Tylko proszę sobie nie myśleć, że zaczepiam każdą ładną kobietę na ulicy – zastrzegł się natychmiast. – Ale pani ma w sobie coś, co mnie do tego skłoniło.

Ja też nie miałam zwyczaju zawierać znajomości na ulicy. Ale ten wysoki brunet o ciepłych, piwnych oczach i szczerej twarzy ujął mnie od pierwszej chwili. Nie żałowałam, że namówił mnie na randkę.

To się zdarzyło rok temu. Sylwek był we mnie zakochany po uszy. Wprawdzie dużo pracował, wiec zdarzały się chwile, kiedy widywaliśmy się rzadziej, lecz to mogłam, czy raczej musiałam zaakceptować. Trudno mieć pretensje do mężczyzny, że jest pracowity i stara się zapewnić sobie oraz partnerce bezpieczeństwo materialne.

Dotarłam do szpitala po kilkunastu minutach. Pobiegłam natychmiast do izby przyjęć, a stamtąd skierowano mnie na oddział. Sylwek leżał w sali za szybą, podłączony do kroplówek i przyrządów, jakie widuje się w filmach typu „Ostry dyżur”. Łzy same napłynęły mi do oczu. „Matko Boska – pomyślałam – żeby tylko nic poważnego mu się nie stało. Błagam.”

Oszukiwał nas wszystkie

Zaczęłam się modlić, po raz pierwszy od dawna. Usłyszałam, że ktoś idzie korytarzem. Nie zwróciłam na to uwagi – w końcu to szpital. Jednak po chwili ten ktoś zatrzymał się obok mnie. Uniosłam głowę: była to czarnowłosa dziewczyna mniej więcej w moim wieku. Również patrzyła na Sylwestra, a po policzkach spływały jej łzy. Stałyśmy przez minutę czy dwie w milczeniu.

 Pani jest siostrą? – spytałam wreszcie. Wprawdzie nie pasowała do opisu, jaki mi Sylwek kiedyś przedstawił, ale nietrudno przecież z blondynki stać się brunetką.
– Siostrą? – zmarszczyła brwi. – Ależ skąd! Myślałam, że to pani jest siostrą…
– Ja?! – zdumiałam się. – Sylwester to mój… – zawahałam się, bo nie każdemu trzeba się zwierzać ze swoim planów, lecz w końcu wydusiłam: – To mój narzeczony.
Wytrzeszczyła na mnie oczy. Były błękitne i naprawdę piękne, co musiałam docenić nawet w tej niewesołej sytuacji.
– Narzeczony? – wysyczała. – To niemożliwe. Bo to MÓJ narzeczony!

Zakręciło mi się w głowie. Poczułam się tak, jakbym dostała ciężkim narzędziem i obudziła się w innej rzeczywistości.
– Pani żartuje – powiedziałam drżącym głosem. – Przecież to niemożliwe.
– Co znaczy, że żartuję? – zirytowała się. – Uważa pani, że to jest miejsce do żartów?! I że sytuacja sprzyja dowcipkowaniu?
Rzeczywiście, nie wyglądała na rozbawioną. Raczej na wściekłą. Jednak i tak nie mogłam uwierzyć, w to co usłyszałam.
– Jeśli pani jest narzeczoną Sylwestra, to kim ja jestem? – spytałam.
– A skąd mam to wiedzieć? – wzruszyła ramionami. – Może jakąś wariatką?

Tego było za wiele! Już otworzyłam usta, żeby jej nagadać, gdy nagle usłyszałyśmy szybkie kroki i stanęła przy nas bardzo ładna, ruda dziewczyna o zielonych oczach.
– Pani jest siostrą Sylwestra? – zapytałyśmy z brunetką prawie jednocześnie. To było głupie. Sylwek mówił przecież, że ma siostrę blondynkę, lecz w takiej sytuacji człowiek nie myśli racjonalnie.

– Słucham?! – zdumiała się. – Siostrą?! Proszę sobie nie żartować!

Nie musiała więcej nic mówić. Zaczynałam się wszystkiego domyślać, ale nie chciałam jeszcze przyjąć tego do wiadomości. Patrzyłyśmy na siebie w osłupieniu i z pewną wrogością. W każdym razie tak na mnie spoglądały brunetka i ruda. Zapewne w moim wzroku nie było nic innego, kiedy ja przyglądałam się im.
– No tak. Trzy narzeczone jednego faceta – mruknęła wreszcie brunetka. – Coś się tu chyba w rachunkach nie zgadza…

Była chyba najbardziej z nas opanowana, a na pewno najprędzej zrozumiała sytuację. Nawet bardzo się nie zgadzało. Przyznam, że wciąż nie mogłam się otrząsnąć, wciąż nie dowierzałam, choć już do mnie docierała cała prawda. Spojrzałam na Sylwka, potem na te dwie dziewczyny.
– Powinnyśmy chyba poważnie porozmawiać – zauważyłam po namyśle.

– Chyba tak – odpowiedziała brunetka z lekkim westchnieniem. – Musimy ustalić, co jest nie tak z tymi naszymi rachunkami. Może pójdziemy na jakąś kawę? Tu niedaleko jest przyjemna włoska knajpka.

Poszłam do niego następnego dnia. Był już oczywiście przytomny, a na mój widok uśmiechnął się promiennie.
– Jak się cieszę, że przyszłaś! – zawołał. Był w całkiem niezłej formie. Zresztą lekarz powiedział mi wcześniej, że Sylwek wyjdzie najdalej za dwa tygodnie, a za miesiąc będzie już biegał jak młody jelonek.
– Też się cieszę, że cię widzę – uśmiechnęłam się z pewnym przymusem. – Nawet nie masz pojęcia, jak się wystraszyłam. Już myślałam, że cię stracę…
– Ale nie straciłaś! – zauważył wesoło. Był taki, jak zawsze – pogodny, zadowolony z życia, wręcz zaraźliwie optymistyczny. Prezentował całym sobą to wszystko, co sprawiło, że tak bardzo go pokochałam. Jednak teraz patrzyłam na niego inaczej. I wciąż się uśmiechając, myślałam o tym, jak łatwo mu było mnie oszukiwać, podobnie zresztą jak Monikę i Beatę.

Dotarło też do mnie z całą mocą, jak dawałam mu się zwodzić. Jak wierzyłam we wszystko, co mówi. W te częste delegacje, pracę po godzinach, w rozmowy z kontrahentami, w psujący się na okrągło samochód… Przecież kiedy to wszystko mówił – planował już, że odwiedzi brunetkę lub rudą.

W pierwszej chwili miałam ochotę strzelić go w twarz, ale przypomniałam sobie, co ustaliłyśmy dzień wcześniej. Losowałyśmy przecież, która ma towarzyszyć Sylwkowi w nieszczęściu i padło na mnie.
– Skąd w tobie tyle radości? – spytałam.
– To dlatego, że ciebie widzę.

W jego głosie i oczach było tyle szczerości, że poczułam to znajome uczucie przy sercu. Kochany Sylwek optymista… Naprawdę potrafił oczarować dziewczynę, zawrócić jej w głowie. Trzeba uczciwie przyznać: w tamtej chwili poczułam, że targają mną klasycznie sprzeczne uczucia. Z jednej strony chciałam wierzyć w jego miłość do mnie, chciałam się czuć wyjątkowa, a z drugiej – to przecież nie miało sensu. Ten facet był zwykłym oszustem…

– Słuchaj – powiedział niepewnie. – Spotkałaś może moją siostrę? Podobno była tutaj. Lekarz mówił o jakichś… ehm… dwóch kobietach, które mnie odwiedziły.
– Nie – potrząsnęłam głową i udałam, że się schylam, aby poprawić foliowy pokrowiec na bucie, bo nie chciałam, żeby w tej chwili patrzył mi w oczy. – Nikogo nie spotkałam. Byłam tu wczoraj sama, ale musiałam szybko iść, bo miałam popołudniową zmianę. Pewnie się minęłyśmy.

Wydawało mi się, że dostrzegłam na jego twarzy cień ulgi. Pielęgniarka, tak jak prosiłyśmy, nie powiedziała mu, że dodzwoniła się tylko do kochanek.

Zemsta była słodka

Sylwester wyszedł ze szpitala szybciej, niż zapowiadał lekarz, bo już po ośmiu dniach. Goiło się na nim wszystko jak na psie. Taki był z niego życiowy farciarz. Na dzień przed wypisem siedzieliśmy na krzesłach w korytarzu, a on trzymał mnie za rękę. Czułam ciepło jego ciała – i rodzącą się w nim namiętność. Musiał być w naprawdę niezłym stanie, skoro szeptał mi do ucha nasze ulubione pikantne słówka.
– Jak tylko trochę wydobrzeję, zrobimy sobie prawdziwy maraton – zapowiedział. Podziwiałam jego żywotność i także czułam podniecenie na myśl o tym, co będzie, kiedy wreszcie spotkamy się u mnie.

To miał być upojny wieczór i wspaniała noc. Oczywiście Sylwester zapowiedział, że nie jest jeszcze w pełni formy, jednak zapewnił, że da z siebie wszystko. Przywitałam go w szlafroczku, który lubił najbardziej i dostrzegłam, że zrobiło to na nim wielkie wrażenie. Ledwie wszedł – objął mnie i zaczął namiętnie całować.
– Poczekaj – szepnęłam, kiedy na moment się od tego oderwał. – Przecież nie będziemy się kochać w przedpokoju.
Weszliśmy dalej. Oczy mu zalśniły, kiedy zobaczył świece, wino i dwa nakrycia. W powietrzu unosił się zapach jego ulubionego drzewa sandałowego, dochodzący z maleńkiego kominka do aromaterapii.
– Cudownie – szepnął. – Ależ się za tobą stęskniłem… – i wyciągnął do mnie ręce.
– Poczekaj – odsunęłam je z uśmiechem. – Muszę się jeszcze przebrać…
– Ale wyglądasz przecież oszałamiająco. – zaprotestował natychmiast.
– Będzie jeszcze ciekawiej – obiecałam. Wróciłam po chwili. Z zadowoleniem ujrzałam w jego oczach prawdziwą żądzę. Miałam na sobie seksowne body i pończoszki. Chciał coś powiedzieć, ale zamilkł nagle z otwartymi ustami, bo tuż za mną ukazała się ruda Monika, ubrana równie frywolnie. Usiadłam na kanapie naprzeciw Sylwka, a Monika zajęła miejsce obok mnie.

Znów chciał coś powiedzieć, jednak nie zdążył, bo z sypialni wyszła niemal naga czarnowłosa Beata. Usiadła na fotelu, nieco z boku; założyła nogę na nogę. Zdawałam sobie sprawę, że wszystkie wyglądamy jak senne marzenie faceta, który lata wcześniej wylądował na bezludnej wyspie, i z prawdziwą satysfakcją obserwowałam reakcję naszego „narzeczonego”.
– Ja… jak to? – wydusił z siebie po chwili milczenia. – Ccc… co to ma znaczyć?
– Dziewczyny, byłam wczoraj w markecie – powiedziała Beata, zupełnie jakby go nie słyszała. – Znalazłam świetny komplet noży, podobno są ostre jak brzytwa.
– Naprawdę? – zainteresowała się natychmiast Monika. – Myślisz, że wystarczająco ostre, żeby wypruć nimi flaki?
– Kochana, wypruć flaki można nawet widelcem – wtrąciłam. – Tyle że wtedy trzeba się bardziej namęczyć. No i dla posiadacza flaków jest to bardziej bolesne…
– Dziewczyny… – jęknął przerażony Sylwester. – Ccc… co się tutaj dzieje?
– To co dziewczyny. Zabawimy się? – spytała Beata i dopiero wtedy spojrzałyśmy na zielonego ze strachu Sylwestra.

Wyglądał żałośnie. Dotarło do niego, co się dzieje, i chyba naprawdę myślał, że chcemy mu coś zrobić. O to nam chodziło.
– W… wszystko wam wwwy… wytłumaczę – wybełkotał. – To nie jest tak, jak…
– Kiedyś oglądałam taki program – powiedziała Beata, znów zupełnie na niego nie zwracając uwagi. – Facet zwodził trzy kobiety. A może cztery? Nieważne. W każdym razie załatwiły go tak, że przykleiły mu przyrodzenie do brzucha specjalnym cementowym klejem. Chirurdzy musieli go potem ratować. Ale stanęły przed sądem. I chociaż je skazali na jakieś śmieszne kary, to tak sobie myślę, że dla byle śmiecia nie warto pakować się w kłopoty.
– Masz rację – poparłyśmy ją zgodnie z Moniką, a ja po chwili dodałam: – Ale tak czy inaczej, śmieci nie należy trzymać w domu, w dodatku w salonie…
Nie trzeba było nic więcej mówić. Sylwester zerwał się z miejsca jak oparzony i wybiegł z pokoju. Po chwili trzasnęły drzwi mieszkania. A my usiadłyśmy do kolacji.

Nie, nie zostałyśmy przyjaciółkami. Życie to nie film. Niby tutaj też wszystko może się zdarzyć, ale bez przesady. Sylwester upokorzył nas i zranił. Dobrze, że dostał nauczkę. Ale przede wszystkim każda z nas otrzymała lekcję na całe życie. Zaufanie do najbardziej uroczych mężczyzn musi mieć swoje granice. Bo nigdy nie wiadomo, czy taki gostek nie jest tak naprawdę cwanym egoistą.

Wiele osób dzieli się z nami swoimi historiami, aby dowiedzieć się, co inni o tym myślą. Jeśli masz swoją opinię lub sugestię dotyczącą tej historii, proszę napisz ją w komentarzach na Facebooku.    

-->