„Pragnąłem Ani całym sercem, aż nie dowiedziałem się o niej czegoś szokującego. Było mi wstyd, że zwiałem jak zwykły tchórz”

„Pocałowałem ją w policzek i powiedziałem, że zobaczymy się w poniedziałek w agencji. Tylko tyle. Po prostu… Byłem w szoku. Nie pamiętam, jak dotarłem do domu. Nie mogłem zasnąć. Cały weekend biłem się z myślami. Miałem do siebie żal. Zachowałem się jak gnojek. Stchórzyłem. Ale co miałem jej powiedzieć?”.
Kochanka wrobiła mnie w dziecko

fot. Adobe Stock, Photographee.eu

Siedzę w restauracji i czekam na nią. Jak zwykle punktualna, wchodzi, nie rozgląda się, tylko od razu zmierza do stolika. Tego samego co zawsze. Patrzę, jak idzie pewnym krokiem, wysoka, zgrabna, prześliczna. Widzę spojrzenia innych mężczyzn i wiem, że gdy tylko przy mnie usiądzie, zaczną mi zazdrościć.

Pierwszy raz zobaczyłem ją w windzie

Wjeżdżaliśmy na ostatnie piętro. Już wtedy zwróciłem uwagę na jej urodę i promienny uśmiech. Okazało się, że oboje zmierzamy do agencji reklamowej, która miała przygotować kampanię dla mojej firmy. Tego dnia byłem umówiony z szefem agencji. Miał mi przedstawić osobę odpowiedzialną za kontakty i wszelkie sprawy kampanii. I tu spotkała mnie przyjemna niespodzianka. Osobą tą była właśnie ona, dziewczyna z windy. Pomyślałem, że mam wielkie szczęście, bo od tej pory jako szef marketingu będę się z nią widywał często. Już następnego dnia rozpoczęliśmy prace nad kampanią. Kontaktowaliśmy się prawie codziennie – projekty, poprawki, kolejne pomysły…

Anna niepostrzeżenie wkroczyła do mojego życia. Szybko zdałem sobie sprawę, że telefonuję do niej częściej, niż powinienem, wpadam do agencji z każdym głupstwem, choć mógłbym wysłać tam któregoś ze współpracowników. Dziewczyna podobała mi się tak bardzo, że nie przestawałem o niej myśleć, nawet gdy wracałem do domu po 12 godzinach pracy. Próbowałem umówić się z nią na kawę, ale wymawiała się brakiem czasu. Pomyślałem, że może nie miesza spraw służbowych z życiem prywatnym, więc uknułem intrygę. Sprowokuję sytuację, dzięki której będę zmuszony odwdzięczyć się Annie i zaproszę ją na kolację.

Wymyślałem różne scenariusze

A to że niby niechcący zniszczę projekt i poproszę ją o pracę po godzinach lub że zostawię w taksówce materiały niezbędne na spotkanie z prezesem. Nie miałem jednak sumienia obarczać Anny dodatkową pracą, po to, by dała się zaprosić na dziękczynną na kolację. Byłoby to świństwo. Wiedziałem przecież, że dziewczyna spędza w agencji niemal 24 godziny na dobę. W naszych relacjach niewiele się więc zmieniło. Czas upływał, skończyliśmy reklamę jednego produktu, zaczęliśmy następnego. Pewnego dnia los przyszedł mi z pomocą.

Spełnił się jeden z wymyślonych kiedyś przeze mnie czarnych scenariuszy. Sytuacja była upiorna, ale niestety prawdziwa. Gdy wyjeżdżałem z firmy, zepsuł mi się samochód. Odstawiłem go do warsztatu, a godzinę później zadzwonił prezes i stwierdził, że dziś o dwudziestej chce mnie u siebie widzieć z projektem nowej kampanii. Materiały miałem zgrane na płycie, ale zostawiłem ją w zepsutym aucie. A warsztat był już zamknięty! Cała nadzieja w Annie. Zadzwoniłem do niej, ale już wyszła z biura. Złapałem ją w drodze do domu.

– Błagam cię, Aniu, to dla mnie sprawa życia i śmierci. Skompromituję się, mogę stracić pracę…

– Dobrze – odpowiedziała. – wrócę do agencji i skopiuję dokumenty, ale akurat dziś bardzo mi to nie na rękę. Muszę być w domu najpóźniej o 19.30. Spieszę się jak diabli, więc płytę zabiorę ze sobą. Przyjedź do mnie. Mieszkam w pobliżu twojej firmy, więc na pewno nie spóźnisz się na spotkanie z prezesem.

– Aniu, uratowałaś moje nędzne cztery litery, jestem ci ogromnie wdzięczny – powiedziałem, gdy tylko wszedłem do mieszkania.

Ku mojemu zadowoleniu, nie zauważyłem w nim śladu mężczyzny.

– Chciałbym ci podziękować, dasz się zaprosić na kolację? – spytałem.

Wahała się przez moment, ale w końcu się zgodziła. Spotkaliśmy się w sobotę późnym popołudniem. Z żadną dziewczyną nie czułem się nigdy tak wspaniale jak z nią.

Umiała słuchać

Opowiedziałem jej pół swojego życia, ale o niej, niestety, nadal niewiele wiedziałem. Nie pomogło tu nawet włoskie wino. Po kolacji postanowiliśmy się przejść. Wyglądała tak pięknie w świetle latarni! Zapragnąłem ją do siebie przytulić, ale nie miałem odwagi. Gdyby tak można było potańczyć… Właśnie mijaliśmy klub.

– Może wejdziemy? Do rana jeszcze daleko – zaproponowałem.

– Ale ja nie tańczę… Co najwyżej możemy posłuchać muzyki i wypić drinka. Też nie chce mi się jeszcze wracać – popatrzyła na mnie wzrokiem, który wiele obiecywał.

Ania rzeczywiście nie dała się zaciągnąć na parkiet. Ponieważ było tak głośno, że nie mogliśmy rozmawiać, po chwili zaproponowałem, że odprowadzę ją do domu. Szliśmy objęci, oszałamiał mnie zapach jej włosów. Pragnąłem jej. Czułem, że nie jestem jej obojętny. Pod jej domem w końcu zebrałem się na odwagę i zapytałem:

– Może zaprosisz mnie na herbatę?

Wtedy zdarzyło się coś wstrząsającego. Ania schyliła się, podciągnęła nogawkę spodni i zapytała:

– Nadal jesteś spragniony?

Nie mogłem uwierzyć w to, co zobaczyłem – pod spodniami kryła się proteza. Stałem jak skamieniały. Powiedziała, że straciła nogę w wypadku. Dzięki nowoczesnej protezie i długiej rehabilitacji żyje prawie tak jak inni, ale prawie czyni wielką różnicę, jak to mówią w jednej z reklam. Pocałowałem ją w policzek i powiedziałem, że zobaczymy się w poniedziałek w agencji. Tylko tyle. Po prostu…

Byłem w szoku

Nie pamiętam, jak dotarłem do domu. Nie mogłem zasnąć. Cały weekend biłem się z myślami. Miałem do siebie żal. Zachowałem się jak gnojek. Stchórzyłem. Ale co miałem jej powiedzieć? Że współczuję? Że to przecież nie ma znaczenia? Bo że nie ma, doszedłem do wniosku po rozmowie z siostrą. Zawsze wiedziała, kiedy zadzwonić. Gdy usłyszała, co mi się przydarzyło, stwierdziła z wyrzutem:

– Dałeś ciała, Maciek. Dziewczyna pewnie się podłamała. Powinieneś ją przeprosić i zaprosić na kolejną kolację. Tylko najpierw dobrze zastanów się, czego pragniesz. Bo to nie jest laseczka na raz.

– Ale Anna to wspaniała dziewczyna. Lepsza od innych – zaprotestowałem.

Broniłem jej jak lew, najpierw przed siostrą, potem przed własnymi rodzicami. Nie byli zachwyceni moim życiowym wyborem, przekonywali, że popełniam błąd. Dopóki nie poznali Ani osobiście. Najpierw jednak musiałem o nią zawalczyć. Namówić, by mi zaufała. Na szczęście przyjęła moje przeprosiny i dała się zaprosić na kolejną kolację. Zaczęliśmy się spotykać. Długo nie chciała uwierzyć, że naprawdę jest dla mnie najważniejsza. Najtrudniej było ją przekonać, że to prawdziwa miłość, a nie pożądanie czy chęć myślenia o sobie lepiej. Dziś obchodzimy trzecią rocznicę ślubu. Jak co roku umówiliśmy się na kolację w restauracji, a potem pójdziemy do klubu… potańczyć. Tak! Ania ze mną tańczy. W dodatku wychodzi jej to świetnie. Nie ma rzeczy, której nie jest w stanie osiągnąć, jeśli tylko tego chce.

Wiele osób dzieli się z nami swoimi historiami, aby dowiedzieć się, co inni o tym myślą. Jeśli masz swoją opinię lub sugestię dotyczącą tej historii, proszę napisz ją w komentarzach na Facebooku.    

-->