„Maryjo, przyjdź, choćby w jednym pantofelku”. Niezwykła historia położnej z Auschwitz!

Niewiele wiemy o życiu słynnej położnej „przed” i „po” Auschwitz. Zmienia to książka „O mojej cioci Stanisławie Leszczyńskiej” autorstwa Marii Stachurskiej, pierwsza pełna biografia ikony położnictwa.

Stanisława Leszczyńska, słynna położna z Auschwitz, która sprzeciwiła się Mengelemu to postać, której nikomu nie trzeba przedstawiać. Tym bardziej odkąd powstał film „Położna”, do którego scenariusz napisała i wyreżyserowała Maria Stachurska, stryjeczna wnuczka Leszczyńskiej.

Wiemy wiele o odwadze tej wyjątkowej położnej – w obozowym piekle przyjęła ponad 3 tys. porodów. Heroizm, o którym sama niechętnie mówiła, naturalnie wychodzi na pierwszy plan opowieści o Leszczyńskiej. Niewiele wiemy natomiast o jej życiu „przed” i „po” Auschwitz – jak wyglądała jej rodzina czy o tym, dlaczego w ogóle została położną. Zmienia to książka „O mojej cioci Stanisławie Leszczyńskiej” autorstwa Marii Stachurskiej, pierwsza pełna biografia ikony położnictwa.

„Położna”. Biografia Stanisławy Leszczyńskiej

Stachurska opowiada nie tylko o najważniejszych momentach z życia Leszczyńskiej, heroicznej postawie w czasie wojny, lecz także o życiu codziennym, sposobie bycia, emocjach i pasjach.

Zaczyna od szczegółowego opowiedzenia rodzinnej historii Leszczyńskiej. Pisze o jej rodzicach, o tym, jak się poznali, o egzotycznej (jak na tamte czasy) przeprowadzce do Rio de Janeiro i o powrocie do Polski. Opowiada o rodzeństwie Stanisławy i relacjach z nim, o tym, na jakie wartości stawiali w wychowaniu rodzice przyszłej bohaterki.

Stachurska szeroko pisze też o rodzinie męża Stanisławy, Bronisława. W tej, powiedzmy genealogicznej, części biografii, widać jej skrupulatną pracę. Obficie cytuje odnalezione dokumenty, z precyzją sprawdza nawet drobiazgi. To stanowi wielką wartość publikacji. Nie wspominając już o wspaniałych rodzinnych fotografiach, których nie brak w publikacji.

„Maryjo, przybywaj w jednym pantofelku”

Stachurska pisze też o podjęciu nauki w Szkole Położniczej, na którą Stanisława zdecydowała się, będąc już przecież matką kilkorga dzieci. Zostawienie ich i wyjazd do innego miasta na studia może na pierwszy rzut oka wydawać się postępowym, jeśli nie feministycznym krokiem. Stachurska dorzuca do tego garść informacji, które rzucają na decyzję nowe światło.

Gdy Stasia odbierała dyplom, obiecała Maryi, że jeśli straci choć jedno dziecko, przestanie wykonywać zawód. Pracowała 38 lat. Nie zmarło żadne odbierane przez nią dziecko.

Stanisława nie zdecydowała się na pracę w szpitalu, przychodziła do porodów domowych. Wzywano ją nierzadko nocą. Odrywała się od obowiązków albo wyskakiwała spod pierzyny i biegła. By nie obudzić męża i pozostałych domowników, nie paliła lampki, tylko naprędce narzucała coś po ciemku, a butów szukała na kolanach. Czasem biegła w jednym, byleby zdążyć do rodzącej. Stąd jej akt strzelisty: „Maryjo, Matko Boża, przybywaj choćby w jednym pantofelku, ale jak najprędzej”.

W Auschwitz Leszczyńska dawała nadzieję

Stachurska pisze o życiu Leszczyńskich podczas wojny i zaangażowaniu w walkę przeciw okupantowi (16-letni syn Heniek z ojcem jedzie w 1939 r. do Warszawy, by zasilić szeregi ochotniczej straży pożarnej, Bronisław senior udziela się w powstaniu). Szczegółowo opowiada o przyczynach, dla których Stanisława z córką Sylwią znalazły się w Auschwitz. Dowiadujemy się o konspiracyjnej działalności Bronisława juniora, potem Stacha i Sylwii, a w końcu zaangażowaniu całej rodziny.

Najważniejszym jednak wątkiem opowieści jest naturalnie działalność w Auschwitz. Autorka obficie cytuje wspomnienia: „Była dla więźniarek wsparciem, ponieważ w warunkach obozowych wprowadzała namiastkę normalności dzięki pielęgnowaniu drobnych rytuałów, na ogół związanych z wiarą. Dawała innym nadzieję”.

Rodzącą boli, boi się. A ona przychodzi z anielskim spokojem, cierpliwością. W jednej z relacji czytamy: „Przestałam się bać. Ręce miała malutkie, delikatne, ruchy łagodne, spokojne, a przy tym sprawne i szybkie. Poród stał się czymś zupełnie innym, niż oczekiwałam. Nie wiem nawet, jak długo trwał”.

Chrzciła dzieci z wody, od razu po urodzeniu, każde – niezależnie od tego, czy mama była chrześcijanką czy żydówką. Dla niej nie było różnicy. Ratowała każde dziecko.

Piwo z Mengelem

Wiara była fundamentalną wartością w życiu Leszczyńskiej. W obozie pomagała przetrwać. Robiła różańce z resztek suchego chleba. Odmawiała je po pracy, z pacjentkami. A często w trakcie porodów. Nie tylko modliła się wspólnie z więźniarkami, ale i organizowała nabożeństwa. A nawet coś w rodzaju świąt – odkładała jedzenie z paczek żywnościowych od rodziny i robiła maleńkie kanapeczki, którymi dzieliła się ze wszystkimi na bloku. Jak już nic nie mogła zrobić, śpiewała. To też wnosiło iskierkę nadziei.

Sprzeciwiła się rozkazowi Mengelego, a jednocześnie cieszyła się jego poważaniem. Stachurska przytacza anegdotkę o tym, jak to Anioł Śmierci z Auschwitz chciał, by Leszczyńska po pracy – skoro dużo zarobiła – postawiła mu piwo. A ona zawadiacko, a nawet nieco bezczelnie, odpowiedziała, że jeśli już, to mogą napić się razem.

Cuda Stanisławy Leszczyńskiej w Auschwitz

W Auschwitz służyła do końca. Więźniarki wspominają jej posługę jako cudowną. Przyjmowała porody w koszmarnych warunkach, a dzieci rodziły się żywe, zdrowe. Mało tego – położnice nawet nie miały gorączki!

W kategorii cudu można chyba postrzegać i to, jak odnosił się do niej Mengele. Najmłodszy syn Stasi po latach wspominał: „Może to mało ważne, ale z tego wielkiego bandyty potrafiła uczynić przymilnego lisa, który odnosił się do niej z wielkim szacunkiem”.

Cudów dokonywała i po wojnie. Choć w większości przyjmowane przez nią porody przebiegały bez komplikacji, zdarzały się też szalenie trudne, kiedy zagrożone było życie matki i dziecka, jak ten wspominany przez Annę Woźnicką. Wezwana do porodu lekarka, wychodząc już po szczęśliwym rozwiązaniu, powiedziała do męża położnicy: „(…) Bogu niech pan dziękuje za to, co się stało, bo gdy zbadałam żonę, to już wiedziałam na pewno, że (…) żona w krwotoku umrze. Ponieważ jednak stało się inaczej, wychodzę stąd głupsza, niż przyszłam”.

Stachurska pisząc biografię swojej ciotki wykonała tytaniczną pracę, co stanowi wielką wartość publikacji. Znajdziemy tu relacje synów Stanisławy, wypowiedzi rodziny, współwięźniarek, liczne zdjęcia, a na końcu raport z Auschwitz.

Wiele osób dzieli się z nami swoimi historiami, aby dowiedzieć się, co inni o tym myślą. Jeśli masz swoją opinię lub sugestię dotyczącą tej historii, proszę napisz ją w komentarzach na Facebooku.    

-->