Turyści zniknęli na Alasce-ciała znaleziono 6 lat później w lodowej szczelinie w dziwnych okolicznościach…

W lipcu 2011 roku 28-letnia nauczycielka ze Szkoły Podstawowej Emily Carter wyruszyła na swoją ostatnią wędrówkę. Zniknęła na szlaku Appalachów w Great Smoky Mountains, jednym z najbardziej zaludnionych i niebezpiecznych obszarów we wschodnich Stanach Zjednoczonych. Trzy dni później, kiedy Emily nie wróciła, jej przyjaciele zadzwonili na policję.

Grupy poszukiwawcze znalazły jej namiot, śpiwór i plecak zawieszone na gałęzi drzewa – zbyt wysoko, by mogła je tam powiesić. Psy straciły ślad w pobliżu dużego głazu. W tym czasie nikt nie wiedział, że jej ciało będzie wisiało kilka mil dalej, na grubym łańcuchu, przywiązanym do starego dębu w sercu gór.

20 lipca 2011 roku, około godziny 7:00, 28-letnia Emily Carter opuściła swoje mieszkanie w Charlotte w Północnej Karolinie. Miała przy sobie plecak w Kolorze mchu, a w bagażniku jej niebieskiej Hondy Civic był nowy namiot, śpiwór, mapa terenu i termos z kawą. Dla niej ta podróż oznaczała ucieczkę od pracy, od hałasu, od siebie. Po rozstaniu i miesiącach bezsenności potrzebowała ciszy, którą może zapewnić tylko Las.

Zaplanowała trzydniową wędrówkę szlakiem Appalachów, odcinkiem biegnącym przez Great Smoky Mountains. Trasa była dobrze znana i popularna, ale ze względu na różnice wysokości i gęstość lasu uznano ją za trudną nawet dla doświadczonych turystów. Emily przygotowała się wcześniej. Sporządziła harmonogram, sprawdziła prognozę pogody i oznaczyła miejsca noclegowe na mapie.

Przed wyjazdem zadzwoniła do swojej najlepszej przyjaciółki Jessiki. Cichy głos w telefonie był spokojny. “Jadę tylko przez 3 dni. Chcę się rozłączyć ” – powiedziała. “Jesteś sam, prawda?- zapytała Jessica. “Tak, jestem, ale to tylko krótka jazda. Nic mi nie będzie””

Około 9:00 rano podjechała do stacji benzynowej w pobliżu miasta Gatlinburg, na skraju Parku Narodowego. Kamera Monitorująca zarejestrowała, jak tankuje, kupuje butelkę wody i torbę orzechów. Kasjerka wspominała później, że młoda kobieta była przyjazna i spokojna i nie wykazywała żadnych oznak niepokoju. To była ostatnia płyta, na której widziano ją żywą.

Droga prowadząca na początek trasy prowadziła w górę przez mgłę i świerkowe zbocza. Później inny podróżnik, Mężczyzna W Średnim Wieku z Wirginii, powiedział, że widział Emily około godziny 11 przy stoisku informacyjnym. Stała tam z mapą, patrzyła na chmury ślizgające się po zboczu wzgórza i mówiła: “wygląda na to, że pada deszcz.”Odpowiedział, że po południu wszystko się wyjaśni i nigdy więcej jej nie widział.

Do południa chmury naprawdę się zagęściły, a w górach przez chwilę padał deszcz. Dwóch turystów, którzy szli dolną częścią szlaku, powiedziało później, że spotkali kobietę w jasnoszarym płaszczu, która szła szybko i pewnie. Jeden z nich zapamiętał jej spokojny, równy krok bez paniki i zmęczenia.

Emily miała pojawić się tego samego wieczoru. Planowała napisać krótką wiadomość, gdy znajdzie miejsce na nocleg, ale sygnał w okolicy był słaby, a jej telefon, jak się później okazało, wyłączył się w ciągu dnia. Następnego ranka jej przyjaciółka wysyła jej pierwszą wiadomość i nie otrzymuje odpowiedzi. Emily nie wróciła do domu w niedzielę wieczorem.

Jej szkoła, w której uczyła, zauważyła jej nieobecność w poniedziałek. Jej koledzy próbowali się z nią skontaktować, ale bezskutecznie. Na początku Jessica myślała, że utknęła w górach z powodu pogody. Ale w miarę upływu dnia jej niepokój zamienił się w niepokój.

24 lipca dzwoni na policję. Oficer dyżurny pyta, kiedy powinna wrócić jej przyjaciółka i słyszy: “w niedzielę. Zawsze jest punktualna. Jeśli się nie pojawiła, coś się stało””

Tego wieczoru Patrol sprawdza parking na początku szlaku. Zaparkowano tam niebieską Hondę Sedan, jakby gospodyni wyszła na chwilę. Wewnątrz był portfel, aparat fotograficzny, butelka wody i złożona kurtka. Okna były zamknięte i nie było śladu włamania ani Walki. Wszystko wyglądało na zbyt spokojne.

W raporcie oficer napisał: “samochód nie został porzucony, ale pozostawiony. Brakuje kluczy. Nie znaleziono żadnych oznak manipulacji. Prawdopodobnie gospodyni poszła trasą i nie wróciła”.

Następnego ranka pierwsza grupa ratowników miała wyruszyć w drogę, ale to byłaby inna historia. Ponieważ w chwili, gdy o świcie mgła opadła na stoki Great Smoky Mountains, nikt jeszcze nie zdał sobie sprawy, że Emily Carter nie tylko się zgubiła. Jej trasa, harmonogram, a nawet mapa, którą narysowała rękami, znikną wraz z nią, a pozostanie tylko cisza w górach, gdzie nie słychać już kroków.

25 lipca 2011 r.we wczesnych godzinach porannych nad Great Smoky Mountains rozproszyła się gęsta mgła. Góry oddychały wilgocią i wszystko wokół wydawało się zamarzać. Nawet ptaki milczały. Tego ranka na posterunku policji w Sevierville zadzwonił telefon. Głos młodej kobiety brzmiał drżąco i pośpiesznie.

“Moja przyjaciółka nie wróciła z wędrówki. Nazywa się Emily Carter. W rzeczywistości powinna była wrócić do domu wczoraj””

To była Jessica Pearson. To był drugi raz, kiedy zadzwoniła. Oficer dyżurny odpowiedział monotonnym, prawie obojętnym tonem.

“Najpierw poczekaj kolejny dzień. Może po prostu się spóźniła. Ludzie często tracą odbiór w górach””

Ale głos Jessiki był uparty. Znała Emily, znała jej nawyk zgłaszania każdego szczegółu. Nigdy nie zniknęła bez słowa. Urzędnik zanotował imię i datę oraz krótko skomentował swojego kolegę:

“Kolejny taki przypadek z turystą podróżującym samotnie. Sprawdzimy to jutro”.

Ale następnego dnia dyrektor szkoły, w której pracowała Emily, zadzwonił na komisariat. Nauczycielka nie przyszła do pracy, nie zostawiając wiadomości. Dopiero wtedy sprawa uzyskała status możliwego zaginięcia. Tego samego dnia, 26 lipca, do parku przybyła pierwsza grupa poszukiwawcza. Sześciu ratowników z psami, dwóch leśników i pracownik Departamentu szeryfa.

Zaczęli od ścieżki, którą Jessica powiedziała, że Emily miała iść. Deszcz poprzedniego dnia pozostawił kałuże i ciężki zapach wilgotnego mchu. Między świerkami wisiała mgła, a dźwięk ich kroków tonął w wilgotnym powietrzu. Na pierwszej mili drogi znaleźli tylko małe ślady stóp, pomarszczone prześcieradła i kawałek plastiku z opakowania żywności. Jeden z psów na krótko wziął ślad, ale zgubił go w pobliżu powalonego drzewa.

Po południu ratownicy dotarli do miejsca, w którym szlak dzielił się na dwa kierunki: Maple Falls Creek i old hunting lodge. Wybrali pierwszą trasę. Kilkaset metrów od rozwidlenia pies znów się zaalarmował, szczekał i zatrzymał się w pobliżu drzewa.

Na grubej gałęzi drzewa na wysokości około 2 metrów wisiał plecak w Kolorze mchu. Nie został natychmiast zauważony. Zlewał się z korą. Jeden z ratowników podniósł słup i ostrożnie, aby nie uszkodzić śladów, usunął go. W środku znajdowały się rzeczy Emily: apteczka, latarka, mały notatnik, Jedzenie i dokumenty. Wszystko wyglądało na czyste, suche i starannie zapakowane. Nie było oznak walki ani pośpiechu.

Kilka kroków od drzewa zobaczyli coś jeszcze dziwniejszego. Na ziemi, pod zakrzywionym pniem, leżał złożony namiot i śpiwór. Obaj byli schludni, jakby byli przygotowani do inspekcji. Ale miejsce, w którym leżeli, było całkowicie nieodpowiednie dla obozu. Łagodne zbocze, korzenie wystające z ziemi i stromy wąwóz w pobliżu. Nawet doświadczony podróżnik nie wybrałby go na nocleg.

Lider zespołu, oficer Matthew Harris, napisał w swoim raporcie: “przedmioty nie pasują do zachowania osoby planującej wakacje. To wygląda jak zainscenizowane wydarzenie””

Nakazał przeszukanie w promieniu pół mili. Wieczorem dolinę pokrył deszcz. Psy pracowały do zmierzchu i wydawały się tracić orientację. W końcu jeden z nich wziął krótki szlak, cienką linię zapachu, która prowadziła na północ w głąb lasu. Ratownicy podążali za nią przez około godzinę, aż pies nagle zatrzymał się w pobliżu dużego głazu pokrytego mchem i dzikim bluszczem. Kręcił się w kółko, jęczał i osiadał na podłodze, jakby stracił orientację.

-->