Rzeźnik ze Stuttgartu: jego mięso było zbyt tanie-nikt nie pytał, skąd się wzięło (1968)

Nikt nie pytał, skąd pochodzi mięso. To był błąd. Stuttgart, Sklep mięsny Webera, od 1968 do 1974 A Heinrich Weber sprzedawał najdelikatniejsze mięso w mieście. Tanie, świeże, zawsze pod ręką.

Stare wdowy z bloku zniknęły. Od dawna nikt za nią nie tęsknił. Henryk pomagał im w zakupach, ubraniach, przychodził do ich mieszkań. Ufali mu.

To był jej ostatni błąd. Dziewięć zwłok w chłodni, jeszcze trzy nigdy nie odnaleziono. Ale rejestry sprzedaży wskazywały, że sprzedawał dużo mięsa, bardzo dużo. Skąd to się wzięło?

Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o prawdziwych sprawach karnych w Niemczech, zasubskrybuj nasz kanał. Nowe historie w każdą niedzielę.

Stuttgart, 1968. Dzielnica Cannstatt była dzielnicą robotniczą. Stare domy, wąskie uliczki, ludzie, którzy ciężko pracowali za niewielkie pieniądze, ludzie, którzy oszczędzali tam, gdzie mogli, zwłaszcza na jedzeniu.

W marcu 1968 roku otwarto nowy sklep mięsny Przy 47 Wilhelmstrasse. Sklep mięsny Weber Sp. z o. o. Właścicielem był Heinrich Weber.

Mężczyzna po czterdziestce o małym, średnim wzroście, mocnej budowie, jak powinien być rzeźnik. Brązowe włosy, przyjazna twarz, zawsze uśmiechnięta do klientów.

Heinrich pracował wcześniej w różnych sklepach mięsnych. W Kolonii, w Hamburgu, w Monachium, zawsze tylko kilka lat. Potem ruszył dalej. Nikt nie pytał dlaczego. Rzeźnicy często zmieniali miejsce pracy. To było w porządku.

Teraz Heinrich miał własną firmę, własny sklep mięsny. Był z tego dumny. Sklep był mały, ale czysty. Białe płytki, szklany blat, witryny chłodnicze do mięsa. Wszystko schludnie, wszystko profesjonalnie.

Ceny Heinricha były bezkonkurencyjne. Wołowina za trzy marki kilo, wieprzowina za dwie marki, jego domowa kiełbasa za tylko jedną markę pięćdziesiąt. Konkurenci sprzedali dwa razy więcej. Jak Henryk to zrobił? Klienci nie pytali, byli po prostu wdzięczni.

Jakość była doskonała. Mięso było delikatne, soczyste, świeże i smakowało lepiej niż drogie mięso z innych sklepów mięsnych. Klienci byli zachwyceni. Powiedzieli swoim sąsiadom, przyjaciołom, rodzinie.

Przez kilka miesięcy sklep mięsny Webera był najpopularniejszym sklepem w okolicy. Kolejki ustawiały się przy drzwiach każdego dnia, zwłaszcza w weekendy, zwłaszcza gdy Heinrich miał własne oferty specjalne.

Henryk był nie tylko dobrym rzeźnikiem, ale także dobrym sąsiadem. Pomagał starszym klientom w przenoszeniu ich zakupów. Rozmawiał z nimi, pytał o ich zdrowie, o ich rodziny. Pamiętał szczegóły, imiona, urodziny.

Kochały go starsze panie, zwłaszcza wdowy, samotne kobiety, których mężowie zmarli, których dzieci wyjechały, które nie miały nikogo innego. Henryk dał im uwagę, życzliwość, poczucie ważności.

Jedną z tych kobiet była 75-letnia pani Gertrude Schneider, wdowa od 10 lat. Żadnych dzieci. Mieszkała sama w małym mieszkaniu niedaleko sklepu mięsnego. Przychodziła w każdą sobotę, kupowała mały kawałek mięsa na tydzień.

Henryk zawsze traktował ją szczególnie dobrze, pomagał jej nosić. Czasami dawał jej dodatkową kiełbasę. Bezpłatnie. “Mały prezent dla stałego klienta” – powiedział. Pani Schneider była wzruszona. Wreszcie ktoś, kto był dla niej miły.

W lipcu 1968 roku Heinrich odwiedził Frau Schneider w domu. Wspomniała, że jej zlew był zatkany. Henryk zaoferował pomoc. Był obdarzony umiejętnościami. Mógł to naprawić. Oczywiście za darmo.

Pani Schneider wpuściła go, zaufała mu. Naprawiał zlew, rozmawiał z nią, pił kawę. To była miła wizyta. Potem Frau Schneider poczuła się mniej samotna.

Henryk wchodził częściej, zawsze pod jakimś pretekstem, na remont, w prezencie, tylko z przyjazną wizytą. Pani Schneider była zachwycona. W końcu znów miała Towarzystwo.

W sierpniu 1968 roku Frau Schneider zniknęła. Jej sąsiedzi zauważyli to tydzień później. Jej poczta się gromadziła. Jej okna pozostały zamknięte. Nikt nie odpowiedział, gdy zapukał.

Właściciel w końcu otworzył mieszkanie. Była pusta. Rzeczy pani Schneider wciąż tam były, jej ubrania, meble, ale ona sama odeszła.

Policja została poinformowana. Zbadali, zapytali sąsiadów. Nikt nic nie widział, nikt nic nie słyszał. Pani Schneider po prostu zniknęła.

Policja spekulowała, że mogła zamieszkać z krewnymi lub w domu opieki. Starzy ludzie czasami robili to bez ostrzeżenia, zwłaszcza jeśli nie mieli z kim rozmawiać.

Sprawa została przekazana do archiwum. Kolejna zaginiona osoba. Jeden z wielu. W mieście tak dużym jak Stuttgart ludzie ciągle znikali. Heinrich Weber nie przyszedł na pogrzeb. Nie było pogrzebu, ciała ani uroczystości. Pani Schneider właśnie wyszła. Zapomniany przez wszystkich oprócz Henryka.

W chłodni Heinricha leżał nowy zapas mięsa. Starannie zapakowane, oznakowane, gotowe do sprzedaży. Klienci zauważyli, że mięso w tym tygodniu było szczególnie smaczne, szczególnie delikatne. Kupili więcej niż zwykle. Henryk uśmiechał się, sprzedawał, dziękował swoim klientom. Nikt o niczym nie wiedział.

Kilka miesięcy później, w listopadzie 1968 roku, zniknęła kolejna stara kobieta. Frau Emma Bauer, 72 lata, Wdowa, Brak rodziny. Była także stałym klientem Heinricha. Odwiedzał ją także w domu, pomagał, był miły.

Ponownie nikt nie zauważył tego od razu. Ponownie właściciel w końcu otworzył mieszkanie. I znowu była pusta. Kobieta zniknęła.

Policja popełniła ten sam błąd. Zakładali naturalne wyjaśnienia. Starsi ludzie, samotni, zdezorientowani, być może zostali zabrani do domu opieki, gdzieś. Nikt nie nawiązał żadnego związku między tymi dwoma przypadkami. Dwie stare kobiety w dużym bloku. To był wypadek. Statystyk. Nic podejrzanego.

Heinrich Weber rozszerzył swoją działalność. Kupił większą chłodnię. Potrzebował więcej miejsca. Jego biznes szedł tak dobrze. Popyt był wysoki. Musiał być gotowy.

Mistrzowie, którzy zainstalowali chłodnię, nie zauważyli niczego niezwykłego. Była to konwencjonalna komercyjna chłodnia. Duży, zimny, idealny dla rzeźnika, który musiał przechowywać dużo mięsa.

W 1969 roku zniknęły jeszcze dwie stare kobiety. Pani Hildegarda Koch w marcu, Pani Erna Schmidt we wrześniu, obie wdowy, obie samotne, obie klientki Heinricha Webera. Wszyscy mu ufali, obaj wpuścili go do swoich apartamentów.

Policja powoli zaczęła dostrzegać wzór. Cztery Zaginione staruszki w ciągu półtora roku, wszystkie z tego samego bloku. To był więcej niż zbieg okoliczności. Ale co to było? Porwanie? Ale dlaczego? Stare biedne kobiety nie miały nic wartościowego. Nie ma motywu.

Śledztwo do niczego nie doprowadziło. Żadnych świadków, żadnych dowodów, żadnych zwłok. Kobiety po prostu zniknęły, jakby rozpłynęły się w powietrzu. Heinrich Weber nigdy nie był przesłuchiwany. Dlaczego powinien?

Był po prostu przyjaznym rzeźnikiem, szanowanym członkiem społeczeństwa, pomocnym sąsiadem. Nikt go nie podejrzewał. A Henryk nadal sprzedawał swoje mięso, a jego ceny pozostały niskie.

Jakość pozostała wysoka. Klienci przychodzili, kupowali. Nie zauważyli, że mięso ma szczególną konsystencję, szczególną delikatność. Myśleli, że Heinrich ma tylko talent, specjalną technikę, tajny przepis.

W pewnym sensie mieli rację. Heinrich miał tajny przepis, ale nie był to tajny przepis, który chcieli poznać.

W 1971 roku zniknęły cztery inne kobiety. Obraz stał się bardziej wyraźny. Wszyscy starzy, wszyscy samotni, wszyscy wdowy, wszyscy z Cannstatt, wszyscy klienci z różnych sklepów w okolicy. Ale policja nie znalazła wspólnego związku.

Henryk był ostrożny. Starannie wybierał swoje ofiary. Kobiety, za którymi nikt by nie tęsknił. Kobiety bez rodziny, bez przyjaciół, kobiety, które były niewidzialne, zapomniane przez społeczeństwo.

-->