— „Ja tu jestem panem, a ty tylko służącą” — uderzył mężczyzna pięścią w stół. W milczeniu podałam mu dokumenty rozwodowe oraz wypis z mojego mieszkania…

— „Ja tu jestem panem, a ty tylko służącą” — uderzył mężczyzna pięścią w stół. W milczeniu podałam mu dokumenty rozwodowe oraz wypis z mojego mieszkania…

— Gdzie do cholery są czyste koszule? — zirytowany głos Pawła zagłuszył szum wody.
Westchnęłam i zakręciłam kran.

W drzwiach łazienki stał mój mąż: w jednej ręce zmięta koszula, w drugiej nadgryziona kanapka. Okruszki spadały na świeżo umytą podłogę, ale zupełnie go to nie obchodziło.

— W szafie, na drugiej półce — odpowiedziałam spokojnie. — Tam, gdzie zawsze leżą.

Przewrócił oczami, mrucząc coś o „chaosie” i porządku w głowie, po czym wszedł do sypialni i szarpnął jedną z idealnie wyprasowanych koszul. Druga natychmiast zsunęła się na podłogę.

— Wypierz tę i szybko nakryj do stołu. Marek zaraz przyjdzie, mamy spotkanie.

„Spotkanie” oznaczało tanie piwo i głośne rozmowy o wymyślonych interesach. Od kilku miesięcy Paweł próbował zarabiać na odsprzedaży podejrzanych części samochodowych i nazywał siebie strategiem.

Ja pracowałam z domu jako graficzka i w rzeczywistości utrzymywałam nas oboje, ale w jego oczach było to tylko „hobby na kieszonkowe”.

Po pół godzinie zadzwonił dzwonek. W drzwiach stanął Marek — głośny, w brudnych butach, z ciężkim zapachem oleju i gumy, który natychmiast wypełnił mieszkanie. Nawet nie pomyślał, żeby się rozebrać.

— Daj spokój, nie przesadzaj — machnął ręką Paweł. — Później posprzątasz. I tak siedzisz w domu.

Te słowa zawsze bolały. Moje terminy, nieprzespane noce i zmęczenie dla niego nie istniały.

Poszłam do kuchni, zostawiając ich samych. Po godzinie rozległ się głośny huk. Wbiegłam do pokoju i zamarłam.

Drzwi balkonowe były szeroko otwarte. Na środku mojego zielonego azylu — z fotelem i roślinami — stali obaj wśród rozbitych donic. Mój duży fikus leżał na podłodze, złamany na pół.

— Tu będzie magazyn — wyjaśnił rzeczowo Paweł. — Marek potrzebuje miejsca na towar. Ta przestrzeń się marnuje.

Coś we mnie pękło.

— Wynoście się — powiedziałam cicho.

Marek prychnął, a Paweł zrobił gwałtowny krok w moją stronę.

— Nie rób mi wstydu. Lepiej przynieś jeszcze piwo. Rozmawiamy o poważnych sprawach.

— Nie będzie tu żadnego magazynu. To moje mieszkanie i moja przestrzeń.

Zaczerwienił się i nachylił groźnie.

— Zapomniałaś, kto jest tu mężczyzną? Ja o wszystkim decyduję.

Wyszliśmy do salonu. Paweł uderzył pięścią w stół.

— Ja jestem panem, a ty tylko służącą. Zapamiętaj to. Twoim zadaniem jest mnie wspierać i siedzieć cicho.

Nic nie odpowiedziałam. Po prostu wyjęłam wcześniej przygotowane dokumenty i położyłam je przed nim.

**Ciąg dalszy trochę niżej w pierwszym komentarzu*

-->