Były to czynności, do których niemieccy żołnierze zmuszali więźniów z Różowego Trójkąta dla własnej przyjemności.

Wymuszony balet horroru: Historia Adriena
Zanim zagłębimy się w nowy rozdział tej historii, chciałbym poświęcić chwilę, aby podziękować. Jesteście niezwykłą, ciekawską i odważną społecznością. Dzięki Waszemu wsparciu możemy nadal wydobywać na światło dzienne zapomniane historie – te chwile, w których ludzkość zawiodła. Napiszcie w komentarzach, z jakiego miejsca na świecie oglądacie ten film. Francja, Belgia, Szwajcaria, Kanada, a może bardziej odległy kraj? Ważne jest dla nas, aby pamięć przekraczała oceany.

Trzymaj się mocno, zaraz zacznie grać muzyka, ale nie będziesz miał nastroju do tańca. Dzisiaj ich zabiję. Mój chłopcze, będziesz cierpiał. Część pierwsza: Obsada piekła i buty z satynowego pyłu. 24 grudnia 1944 roku śnieg spadł na ziemię, pokrywając błoto, zwłoki i drut kolczasty jednym, nieskazitelnie białym kocem. Było Boże Narodzenie.

Dla trzydziestu tysięcy mężczyzn, którzy zginęli w barakach, Boże Narodzenie oznaczało jedynie bardziej przenikliwe zimno i jeszcze mniejsze niż zwykle racje zupy. Jednak dla oficerów SS Boże Narodzenie było świętem świętym. Było to święto świateł, święto niemieckiej rodziny i okazja do hucznych uroczystości.Archival Photo Scanning

Adrien stał na baczność na placu apelowym przez dwie godziny. Nie czuł już stóp. Przed wojną miał 23 lata. Był jedną z wschodzących gwiazd Baletu Opery Paryskiej. Miał ciało stworzone do lotu, do wdzięku, do szybowania. Ile kilogramów ważył dzisiaj? Jego ciało było teraz tylko masą wody, wystającą spod szarej skóry pokrytej ranami i wszy.

Obsługiwane przez
GliaStudios
Nosił różowy trójkąt, symbol osób homoseksualnych, które Rzesza uważała za biologiczne błędy, które należało korygować poprzez pracę aż do śmierci. Apel się przedłużał. Komendant obozu nie szukał dziś pracowników do kamieniołomu. Szukał czegoś innego. Chodził wzdłuż szeregów, w towarzystwie swojego psa i dwóch innych oficerów, którzy cicho się śmiali.

Nie patrzyli na mięśnie, patrzyli na twarze, patrzyli na ręce. Zatrzymali się przed Adrienem. Dowódca, mężczyzna o okrągłej, różowej twarzy, która ostro kontrastowała z chudością więźniów, podniósł bat i uniósł podbródek Adriena. „No proszę, Francuz”. Zwrócił się do swojego zastępcy. „Ma delikatne, niemal kobiece rysy twarzy. Nie sądzisz, Hans?”.

Rikana, zastępca dowódcy, odpowiedziała: „To model 175, dowódco. Z natury jest to packa na muchy”.

Dowódca uśmiechnął się. „Doskonale. Czym zajmowałeś się w poprzednim życiu? Numer 112400. Byłeś fryzjerem, krawcem?”

Adrien zawahał się. Powiedzenie prawdy było niebezpieczne. Kłamstwo było jeszcze gorsze. „Byłem tancerzem, solistą w operze”.

Oczy dowódcy zabłysły przewrotnym blaskiem. „Wspaniała tancerka, opatrzność rozpieszcza nas dziś wieczorem”. Pstryknął palcami. „Wyjdź z szeregu”. Adrien zrobił chwiejny krok do przodu. Dołączyło do niego sześciu innych mężczyzn. Wszyscy nosili różowe trójkąty. Wszyscy byli szczupli, a przynajmniej tak twierdził, zanim obóz ich złamał.

Był tam polski skrzypek Marek, młody berliński aktor i inni chłopcy o delikatnych twarzach, których głód nadał chorobliwie anielski wygląd. „Słuchajcie mnie uważnie” – ogłosił komendant – „dzisiaj jest Sylwester. My, oficerowie, będziemy świętować zbliżające się zwycięstwo Rzeszy”. Ale impreza bez muzyki i rozrywki nie jest imprezą.

Zatrzymał się, delektując się efektem swoich słów. „Będziecie naszymi gośćmi. Będziecie grać, tańczyć, a jeśli dobrze nas zabawicie, będziecie jeść. Prawdziwe jedzenie, pieczenie, ciasto”. W grupie rozległ się szmer. Słowo „jeść”. Brzmiało głośniej niż jakakolwiek groźba. Za kawałek ciasta człowiek z zasadami sprzedałby swoją duszę.

„Ale bądźcie ostrożni!” – dodał komendant, ściszając głos. „Dzisiaj jesteśmy wśród mężczyzn. Nasze żony zostały w domu. Potrzebujemy więc damy do towarzystwa”. Wskazał batem na Adriena. „Ty, tancerzu, będziesz królową balu. Zabierz ją pod prysznic, umyj ją i przynieś skrzynię z kostiumami. Tę, którą dostaliśmy z teatru w Monachium”.

Adrien poczuł, jak ogarnia go fala mdłości. Jęknął. To nie był koncert, tylko maskarada, publiczne upokorzenie, zorganizowane dla sadystycznej przyjemności pijanych dżentelmenów. Zaprowadzono ich do łaźni dla personelu. Gorąca woda spływała po ich wychudzonych ciałach. Było to boskie uczucie, ale jednocześnie zapowiedź horroru.

Następnie przyniesiono ubrania – nie czyste mundury, ale sukienki, aksamitne suknie, jedwabne sukienki, peruki, przesadny makijaż, skradzione kostiumy teatralne. „Hej, dziewczyny!” – krzyknął strażnik, rzucając przed Adriena czerwoną suknię wieczorową bez zielonego wykończenia. „Ubierzcie się ładnie dla dowódcy. Jeśli któraś z was nie będzie wyglądać przekonująco, przed północą znajdzie się za drutem kolczastym”.

Adrien przyjrzał się sukience. Przyjrzał się swoim zrogowaciałym dłoniom, nogom pokrytym siniakami. Musiał przebrać się za kobietę. Musiał stać się karykaturą kobiety, aby zabawiać swoich oprawców. Było to całkowite zaprzeczenie jego tożsamości, jego sztuki, jego człowieczeństwa. Spotkał wzrok Marka, skrzypka, który przyciskał swój instrument do piersi jak żałosną tarczę.

Marek płakał w milczeniu. Adrien wziął suknię. Nie miał wyboru. Musiał tańczyć, aby przeżyć. Zaczął ją zakładać. Zimny materiał przesuwał się po jego skórze. Walce miały się właśnie rozpocząć. W następnej części będziemy świadkami groteskowej przemiany. Zobaczymy tych wychudzonych mężczyzn zmuszonych do nakładania makijażu, ćwiczenia kroków walca z krwawiącymi stopami pod czujnym okiem strażników, podczas gdy sala balowa jest przygotowywana.

Napięcie rośnie. Wiedzą, że jeden zły ruch oznacza natychmiastową egzekucję. Powiedz mi, jak daleko posunąłbyś się dla kawałka chleba? Czy miałbyś siłę, by zatańczyć z diabłem? Jest coś bardziej przerażającego niż nagość w obozie koncentracyjnym, a jest to przebranie. Nagość obnaża nędzę ciała, ale kostium kpi z tej nędzy.

W aneksie z zimnymi prysznicami Adrien i jego sześciu nieszczęsnych towarzyszy przeszło halucynacyjną przemianę. Pod szyderczymi spojrzeniami trzech strażników SS zaczął ubierać się jakby na premierę w Operze Garnier. Z tą różnicą, że tutaj garderoby pachniały pleśnią i chlorem, a kostiumografowie nosili pistolety przy paskach.

Adrien trzymał czerwoną suknię w drżących dłoniach. Była to taftowa suknia balowa, prawdopodobnie skradziona zamożnej Żydówce przed jej deportacją. Założył ją. Zimny materiał opadał na jego wydatne kędzierzawe włosy. Suknia została uszyta dla kobiety o zmysłowej figurze. Na nim wisiała żałośnie, podkreślając tragiczny brak ciała.

Jego obojczyki, ostre jak ostrza brzytwy, wystawały spod kołnierzyka. „Wciągnij brzuch!” – krzyknął strażnik, rzucając skórzany pasek innemu więźniowi. „Musimy uzyskać ładną sylwetkę, więc zacisnęmy pasek”. Adrien stłumił krzyk. Nacisk na żebra, osłabione miesiącami niedoboru wapnia, był nie do zniesienia.

-->