Nastolatek zaginął w Waszyngtonie-po 2 latach znaleziono go związanego w opuszczonym bunkrze

W październiku 2018 roku, w odległym lesie w pobliżu opuszczonego kamieniołomu na północ od Skyom, prywatny detektyw Matthew Riggs natknął się na betonowe drzwi w połowie drogi na szczyt porośniętego jeżynami wzgórza.

W środku panowała cisza, która od razu dała do zrozumienia, że to miejsce nie zostało opuszczone.

Było ukryte.

Gdy platformy oświetliły daleki kąt, wiązka spadła na metalowe łóżko, na którym coś leżało nieruchomo.

Kilka sekund później dostrzegł sylwetkę-wychudzone ciało przywiązane do ramy grubymi kablami.

Mężczyzna wciąż żył, ale ledwo oddychał.

To był 18-letni Oscar Grant, który zaginął dwa lata temu podczas jednodniowej wycieczki Szlakiem Seren Loop Lake.

I tym razem stało się jasne, że się nie zgubił.

Został tu zatrzymany.

15 sierpnia 2016 r., o świcie, 18-letni Oscar Grant Z Bellevue po raz ostatni stanął na progu domu swoich rodziców.

Według jego matki Patricii chłopiec był zebrany i skupiony, jakby przygotowywał się do prawdziwej wyprawy, a nie zwykłego popołudniowego spaceru.

Rodzice zabrali go na przystanek miejskiego toru, który prowadził do Skycombe, podnóża Gór Kaskadowych, znanego punktu startowego setek turystów.

Przypomnieli sobie, że szybko wysiadł z samochodu, poprawił paski plecaka w drodze i jak zawsze obiecał zadzwonić, kiedy wróci.

Oscar interesował się geocachingiem, odkąd był nastolatkiem.

Jego ojciec wspominał, że chłopiec spędzał wieczory studiując stare mapy, współrzędne i notatki nieznanych użytkowników o skrytkach ukrytych w lesie.

To ze względu na swoje hobby wybrał trasę Seren Loop Lake, popularną pętlę na północny wschód od Skyom, ale ze złożonymi bocznymi odgałęzieniami, które przyciągały bardziej doświadczonych poszukiwaczy.

 

Na jednym z forów kilku użytkowników dyskutowało o rzekomo ukrytych, dawno zapomnianych pieniądzach.

Oscar był mocno zaangażowany w tę dyskusję, a jego rodzice przypomnieli sobie, że przygotowywał się do sprawdzenia miejsca, którego nie było na oficjalnych mapach.

Według kierowcy autobusu, który tego ranka był w pracy, około godziny 10:00 podrzucił chłopca na ścieżkę z niewielkim odchyleniem od trasy.

Miejsce zwyczajne.

Posypany żwirem parking, stoisko informacyjne, początek ścieżki biegnącej w górę wśród świerków.

Kierowca nie zauważył niczego niezwykłego, powiedział tylko, że mężczyzna poruszał się pewnie, jakby znał trasę na pamięć.

To był ostatni potwierdzony moment, w którym Oscar był widziany żywy.

Według linii lotniczej miał wrócić wieczornym lotem.

Ale autobus, który przybył do Bellevue po dziewiątej wieczorem, był pusty.

Rodzice czekali prawie godzinę, aby się połączyć, ale telefon chłopca natychmiast przełączył się na pocztę głosową.

 

Patricia Grant powiedziała później śledczym, że nawet wtedy czuła się zaniepokojona, ponieważ jej syn ciągle zgłaszał opóźnienia.

Cisza przez telefon przez całą noc i brak wiadomości sprawiły, że rodzice zadzwonili późnym popołudniem do biura szeryfa hrabstwa King.

Pierwszej nocy patrolowcy wyszli na ulicę tylko z latarkami do prostego przeszukania.

Oficjalne przeszukanie na dużą skalę rozpoczęło się o świcie.

Zespół Rangersów, wolontariusze z Seattle mountain rescue group, opiekunowie psów, w sumie kilkadziesiąt osób, przeszli całą główną trasę, w tym boczne ścieżki prowadzące do punktów widokowych.

Powiedzieli, że Warunki w połowie sierpnia były standardowe.

Wysokie sosny, wąskie obszary z kamieniami i gęstym podszytem.

Ale nie znaleźli śladu obecności chłopca.

Ponadto nic nie znaleziono na parkingu w pobliżu szlaku.

Wiele zwykłych śladów turystów, ale nie było plecaka Oscara ani jego lekkiej syntetycznej kurtki, którą zawsze zabierał ze sobą w góry.

Strażnicy zauważyli kolejny szczegół.

Dziennik odwiedzających, który leżał w szklanym pudełku na początku trasy, nie zawierał wpisu z jego nazwiskiem.

Nie była to obowiązkowa procedura, ale większość doświadczonych turystów, w tym sam Oscar, według jego przyjaciół, zawsze zostawiała nagranie.

Tego dnia pudełko było puste, co powodowało niepewność co do tego, gdzie poszło po zejściu na ląd.

Trzeciego dnia poszukiwań wezwano wsparcie lotnicze.

Lokalny śmigłowiec wykonał kilka lotów nad doliną i skalistymi półkami, gdzie najczęściej zdarzały się wypadki.

Ale gęste korony świerków i cykuty pokrywały ziemię prawie solidnym baldachimem, tak że z powietrza nie można było zobaczyć niczego poza lasem kurczącym się pod własnym ciężarem.

Węch psa również okazał się bezużyteczny.

Szlak gubił się na żwirowym terenie, gdzie co godzinę przechodziło Wiele osób.

Czwartego dnia poszukiwań sytuacja stała się napięta.

Kilku ochotników zbadało dno wąskiego potoku, gdzie turyści często się gubią, ale nie znaleźli żadnych rzeczy osobistych.

Dwóch strażników zgłosiło, że przeszli przez stary opuszczony wąwóz osuwiskowy, o którym wiadomo, że był miejscem, w którym wcześniej dochodziło do zaginięć ludzi, ale nie było też ubrań ani śladów walki.

Naukowcy zauważyli w raporcie, że nic nie wskazywało na atak dzikich zwierząt.

Na miękkiej glebie nie znaleziono śladów niedźwiedzi ani pum.

Nie znaleziono również śladów upadku ze skał, fragmentów sprzętu, podartej tkaniny ani porysowanych kamieni.

 

Wieczorem Siódmego Dnia poszukiwań kierownik operacji poinformował, że cały teren wokół trasy został przeczesany w promieniu kilku kilometrów.

doliny, obszary o stromych wzniesieniach i kamiennych półkach.

Było to jedno z największych poszukiwań sezonu, a mimo to nie było ani jednej wskazówki, która wskazywałaby kierunek chłopca po 10:00.

 

Przyjaciele i koledzy z klasy Oscara wspominali, że był zdyscyplinowanym młodym mężczyzną, nie miał złych nawyków, unikał konfliktów i nie miał problemów w szkole ani w domu.

Policja natychmiast odrzuciła wersję dobrowolnego zaginięcia.

Tego dnia nie miał żadnych transakcji finansowych ani podejrzanych kontaktów telefonicznych.

W mediach społecznościowych nie ma nic, co wskazywałoby na zamiar odejścia i nie powrotu.

Dwa tygodnie później aktywne poszukiwania zostały ograniczone.

Ochotnicy wypadli z sił, a strażnicy już mechanicznie powtarzali trasy.

Pozostały tylko zwykłe grupy, które od czasu do czasu spacerowały ścieżkami w weekendy.

Rodzice Oscara nadal przynosili pocztówki ze zdjęciami i opisami ubrań syna.

Według Patricii każdy powrót do domu bez wiadomości był cięższy niż poprzedni.

Minął kolejny miesiąc.

Śledztwo zostało oficjalnie przekwalifikowane na nierozwiązaną sprawę.

 

Materiały szeryfa mówią, że zbadano wszystkie możliwe obszary i przesłuchano świadków.

Nie pojawił się żaden nowy trop, który mógłby wyjaśnić, dokąd poszedł 18-latek, który w biały dzień wszedł do lasu z plecakiem za plecami i nigdy nie wrócił.

Tymczasem w lesie, kilka mil od jego zwykłej trasy, panowała cisza, podobnie jak w Sierpniowy poranek, kiedy ktoś lub coś nie dawało Oscar Grant spokoju.

Minęły dokładnie dwa lata, odkąd Oscar Grant wysiadł z autobusu na początku szlaku i zanurzył się w gęstym cedrowym powietrzu Gór Kaskadowych.

Dla jego rodziny czas nie posunął się naprzód.

Jest gdzieś pomiędzy nadzieją a nieopisanym zmęczeniem.

Patricia Grant przyznała, że każdy Sierpień był dla nich sprawdzianem.

 

 

Ona i Daniel przychodzili na szlak Seren Loop Lake wczesnym rankiem, kiedy jezioro było jeszcze zasłonięte mgłą, i szli te same kilometry, przyklejając nowe pocztówki na starych, które zostały zmyte przez deszcz.

Odbyli już dwie takie wycieczki i za każdym razem wracali do domu z uczuciem narastającej pustki.

W sierpniowe dni 2018 roku wydawało im się, że sprawa w końcu utknęła w martwym punkcie.

Przez długi czas nikt z policji nie dzwonił.

Żaden z obiecanych nie widział podobnej osoby.

-->