Latem 1995 roku trzy dziewczynki zaginęły z miejscowości Kamena, położonej niedaleko Moskwy w rejonie Ramensky. Zostały one ostatecznie odnalezione w piwnicy tadżyckiego pasterza: jedna z nich cudem przeżyła, dwie pozostałe nie żyły. To, co odkryli śledczy, zaszokowało nawet najbardziej doświadczonych z nich. Był to czas całkowitego chaosu. Upadek Związku Radzieckiego sprawił, że setki wsi i miasteczek zostały zapomniane na mapie Rosji, a życie w nich nagle się zatrzymało. Wieś Kamena była jednym z tych opuszczonych miejsc. Nie było pracy, nie było nadziei, a zamiast pełnej energii młodzieży pozostały tylko osoby starsze i nieliczni bezrobotni, którzy nie mieli gdzie się podziać. Lokalne kołchoz upadło w 1992 roku.
Budynki gospodarcze stały puste, a zwierzęta hodowlane już dawno zostały sprzedane lub wysłane na rzeź. Następnie, w 1994 roku, kiedy władze postanowiły spróbować ożywić rolnictwo, zaproszono grupę migrantów z Azji Środkowej w ramach programu taniej siły roboczej. Było ich około dziesięciu, Tadżyków i Uzbeków, wszyscy mówili bardzo łamaną rosyjszczyzną i mieszkali stłoczeni w zrujnowanym starym akademiku na obrzeżach wsi. Pracowali jako pasterze i złote rączki za grosze. Miejscowi traktowali ich z oczywistą podejrzliwością. Obcokrajowcy pozostawali obcokrajowcami, zwłaszcza w latach 90., dekadzie, w której każdy obcokrajowiec był postrzegany jako potencjalny bandyta lub złodziej.
Wśród nich wyróżniał się jeden mężczyzna: Said Nurulo. Tak właśnie przedstawił się mieszkańcom wsi. Miał około 35 lat, był wysoki i szczupły, miał ciemne cienie pod gęstymi brwiami i gęste czarne wąsy. Mówił urywkami, znając co najwyżej sto słów po rosyjsku, i przeważnie milczał. Podczas gdy inni migranci spędzali razem czas, chodząc do lokalnego sklepu lub pijąc herbatę na dziedzińcu akademika po pracy, Said trzymał się na dystans, nawet od swoich rodaków. Miesiąc po przyjeździe opuścił akademik i przeniósł się do opuszczonego domu na obrzeżach wsi. Była to stara szopa z zawalonym dachem, która nie była remontowana od dwudziestu lat. Właściciele zmarli w latach 80. i nie pozostawili spadkobierców.
Sąsiedzi wspominali, że na początku Said próbował dokonać prowizorycznych napraw domu. Widzieli, jak nosił deski i ciągnął kilka worków z materiałami, ale potem całkowicie zamilkł, jakby zniknął z powierzchni ziemi. Mieszkańcy wsi widzieli go tylko wczesnym rankiem, kiedy wychodził na farmę, aby wypasać krowy, i wracał dopiero o zachodzie słońca. W weekendy nie opuszczał domu. Zaczęły krążyć plotki: ludzie mówili, że w nocy światła w jego oknach pozostawały włączone i słychać było stłumione uderzenia. Stara Anna Pietrowna, która mieszkała trzy domy dalej, przysięgała, że słyszała krzyk, długi, wysoki krzyk kobiety, ale kiedy wyjrzała przez okno, ulica była pusta. W końcu przekonała się, że to tylko jej wyobraźnia.
W międzyczasie Said obserwował. Uważnie przyglądał się osobom spacerującym samotnie po ulicach wsi. Jego wzrok przyciągały zwłaszcza uczennice wracające do domu przez campo, skrót o długości około 400 metrów, położony między przystankiem autobusowym a wschodnią granicą wsi. Campo było duże i otoczone z obu stron pasem gęstego lasu. Zimą ludzie rzadko korzystali z tej ścieżki, ale jesienią i wiosną wszyscy mieszkańcy wsi z niej korzystali. Pod koniec października 1994 roku w Kamena zaginęła pierwsza dziewczyna. Nazywała się Lena Morozova i miała 18 lat. Była absolwentką lokalnej szkoły, pracowała jako sprzedawczyni w wiejskim sklepie i mieszkała z matką i młodszą siostrą. 9 października wyszła do pracy i nigdy nie wróciła. Tego samego wieczoru zaniepokojona matka powiadomiła sąsiadów i udała się do sklepu, gdzie poinformowano ją, że Lena wyszła o zwykłej porze, około godziny 18:00. Droga do domu zajmowała zwykle tylko około dwudziestu minut. Następnego dnia przybył lokalny policjant, porucznik Semyon Kovalev. Przesłuchał matkę, sąsiadów i współpracowników. Młoda kobieta została opisana jako cicha, bez chłopaka i bez konfliktów z rodzicami. Nie miała pieniędzy, aby uciec do Moskwy, ponieważ zawsze oddawała matce swoją pensję. Kovalev spisał zeznania, złożył zgłoszenie o zaginięciu w lokalnym komisariacie policji i sprawdził trasy autobusów, ale żaden z kierowców nie pamiętał jej. Po dwóch tygodniach poszukiwania zostały oficjalnie przerwane. Matka Leny do końca była przekonana, że jej córka żyje, mówiąc mieszkańcom wsi, że mogła uciec z kimś, ale jej puste spojrzenie zdradzało pewność, że stało się coś strasznego.
Zima minęła, a życie w Kamenie wróciło do normy. Said nadal zajmował się hodowlą bydła, rzadko pojawiając się we wsi, zawsze milczący i ponury. W lutym widziano go w sklepie, gdzie kupował chleb, konserwy i zapałki. Bez słowa wręczył pieniądze i odebrał resztę. Sprzedawca zauważył później, że miał bardzo brudne ręce, czarne paznokcie i wydzielał dziwny zapach, mieszankę wilgoci i ziemi. 12 marca 1995 r. zaginęła druga dziewczyna: 16-letnia Ira Sukalova, uczennica ostatniej klasy liceum. Była szczupłą blondynką, nosiła okulary i planowała studiować medycynę. Wracała z centrum powiatu po zajęciach przygotowujących do egzaminów z chemii. Wysiadła z autobusu w Kamenie wraz z dwoma innymi pasażerami, którzy skierowali się w stronę centrum wsi, podczas gdy ona skręciła w prawo, przez pole, w kierunku swojego domu na obrzeżach.
Nikt więcej jej nie widział. Jej rodzice zaczęli się niepokoić o godz. 20:00. Jej ojciec, Nikolai Sukalov, kierowca traktora, osobiście prześledził jej trasę z latarką, przeszukując pole i las, ale bezskutecznie. Następnego dnia grupa mieszkańców wsi przeszukiwała okolicę przez cały dzień. Znaleźli tylko jej torbę, porzuconą w trawie około 50 metrów od ścieżki. Były w niej jej podręczniki, zeszyty i kosmetyczka, ale brakowało paszportu i portfela. Śledczy, który przybył następnego dnia, powiedział radzie wsi, że prawdopodobnie doszło do przestępstwa i że powinni przygotować się na najgorsze. Rozpoczęto systematyczne przeszukiwanie wszystkich mężczyzn we wsi. Sprawdzono alibi i przeanalizowano rejestry karne. Podejrzewało się trzech lokalnych alkoholików, ale wszyscy mieli ważne alibi. Sprawdzono również migrantów, w tym Saida. Ledwo rozumiał pytania i odpowiadał jednosylabowo przez tłumacza. Zapytany, gdzie był w dniu zaginięcia, twierdził, że pracował przy krowach. Śledczy nie uznał go za podejrzanego, uważając go za nieco naiwnego obcokrajowca.
Kamena wpadła w panikę. Dwa zaginięcia w ciągu sześciu miesięcy były czymś niespotykanym od czasów wojny. Rodzice nie pozwalali już dzieciom wychodzić same z domu. W maju policja ogłosiła odkrycie szczątków niezidentyfikowanej kobiety w lesie oddalonym o 30 kilometrów, ale matka Leny Morozovej nie rozpoznała w nich swojej córki. Śledztwo utknęło w martwym punkcie: brak tropów, brak świadków, brak dowodów. Krążyły teorie o handlu ludźmi do miasta lub działaniach lokalnego maniaka. Tymczasem w odizolowanym starym domu rozgrywała się przerażająca rzeczywistość. Pod podłogą kuchni Said Nurulo stworzył prawdziwe podziemne więzienie. Była to piwnica o wymiarach 3 na 4 metry, z tak niskim sufitem, że nie można było stać prosto. Wzmocnił ściany deskami, zainstalował kratę z żelaznych prętów i zamontował ciężki zamek.
W środku znajdował się tylko stary materac, wiadro i miska. Nie było wentylacji ani światła, a wejście było zamaskowane dywanikiem i starą skrzynią. To właśnie tam zabierał swoje ofiary. Jego metoda była metodycznie okrutna: zapamiętywał trasy i harmonogramy dziewcząt, a następnie czekał na odpowiedni moment o zmierzchu. Miejsce ataku było zawsze to samo, pośrodku pola, gdzie ciemność uniemożliwiała dostrzeżenie go z drogi. Wyskakiwał z lasu, chwytał ofiarę od tyłu, zakneblował jej usta i zaciągał ją do krzaków. Said był bardzo silnym mężczyzną, przyzwyczajonym do ciężkiej pracy. Wiązował dziewczyny, zakneblował je szmatami, a następnie niósł je 500 lub 600 metrów do swojego domu. Sąsiedzi, składający się z osób starszych, które wcześnie kładły się spać, niczego nie zauważali.
W domu prowadził je po wąskich drewnianych schodach do piwnicy i zamykał klapę. Następnego ranka wychodził do pracy, jakby nic się nie stało. W piwnicy ofiary budziły się w całkowitej ciemności, zimnie i zapachu pleśni. Tylko cienkie smugi światła przenikały od czasu do czasu przez szczeliny w deskach sufitowych. Śledztwo wykazało później, że Lena Morozova spędziła w tej piwnicy ponad miesiąc. Said schodził tam każdego wieczoru po pracy, aby przynieść jej skromny posiłek i zaspokajać swoje pragnienia. Osłabiona głodem, zimnem i strachem, nie była już w stanie stawiać oporu. Systematycznie ją gwałcił i bił, jeśli błagała lub płakała zbyt głośno. Wielokrotnie powtarzał jej łamaną rosyjszczyzną, że teraz należy do niego. Lena dwukrotnie próbowała uciec. Za pierwszym razem, tydzień po porwaniu, próbowała odepchnąć Saida, gdy schodził do kanału, ale on złapał ją za nogę i pobił tak mocno, że przez kilka dni nie mogła wstać. Za drugim razem użyła starego gwoździa, aby podważyć deskę ze ściany, pracując w nocy, ale Said usłyszał hałas. Zszedł na dół i związał jej ręce za plecami na dwa dni.
Pod koniec listopada Lena była złamana zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Pewnego wieczoru Said wrócił do domu pijany po zakupie wódki we wsi. Zaczął ją bić bez powodu, mamrocząc coś pod nosem, a następnie chwycił ją za gardło. Lena próbowała podrapać mu twarz i krzyczeć, ale po kilku minutach przestała się ruszać. Said wrócił na górę, doszedł do siebie, zdał sobie sprawę, że ona nie żyje, i czekał do rana, aby owinąć jej ciało plandeką. Zabrał ją do wąwozu za pasem lasu, 200 metrów od domu, miejsca wykorzystywanego jako nielegalne wysypisko śmieci. Wykopał płytki grób, umieścił w nim ciało i przykrył je płytami betonowymi. Po powrocie do domu posprzątał piwnicę, spalił materac i zastąpił go nowym.



