Kobiety pełniące funkcję strażniczek w obozie Stutthof rządziły z przerażającym sadyzmem – sprawiedliwość została wymierzona natychmiast po wyzwoleniu.

Kobiety pełniące funkcję strażniczek w obozie Stutthof rządziły z przerażającym sadyzmem – sprawiedliwość została wymierzona natychmiast po wyzwoleniu.

4 lipca 1946 r. 200 000 osób przybyło do Gdańska, aby być świadkami egzekucji byłych strażników obozu koncentracyjnego Stutthof. Na szczycie wzgórza Biskupia Górka kilka kobiet zostało zaprowadzonych na szubienicę. Były tam, aby umrzeć. Kobiety te zostały skazane za zbrodnie przeciwko ludzkości. Należały do najbardziej okrutnych strażniczek, które pracowały dla SS w systemie obozów koncentracyjnych. Wszystkie zostały skazane w procesach o zbrodnie wojenne i były znane jako potwory przemocy, które czerpały przyjemność z torturowania i zabijania.

Oto pełna historia egzekucji strażniczek w obozie koncentracyjnym Stutthof. Każda z kobiet przedstawionych w tym filmie dokumentalnym była znana ze swojej brutalności i okrucieństwa. Dołącz do nas już dziś, aby poznać tragiczny los tych kobiet.

Obóz koncentracyjny w Stutthofie został otwarty niemal natychmiast po rozpoczęciu II wojny światowej. Pierwsi więźniowie zostali tam wysłani, aby zbudować obóz i jego różne obiekty. Jednak w 1944 r. liczba więźniów w Stutthofie gwałtownie wzrosła. Większość nowo przybyłych stanowili więźniowie żydowscy przeniesieni z innych obozów, takich jak Auschwitz. Z największego obozu koncentracyjnego przeniesiono tam około 24 000 więźniów. Aby poradzić sobie z tym ogromnym napływem, wysłano nowy oddział strażników, z których wielu rekrutowano lokalnie..

Warunki przetrzymywania były tam przerażające. Obóz ten był niezwykle brutalny; tysiące więźniów padło ofiarą głodu i chorób. Epidemie, takie jak tyfus, spustoszyły obóz. Więźniowie pochodzili z wielu różnych krajów. Codziennie odbywały się egzekucje; więźniów rozstrzeliwano na strzelnicy. W Stutthofie używano również komór gazowych. Niektórzy więźniowie prawie utonęli w błocie lub zostali pobici na śmierć przez strażników. W sumie w obozie zginęło około 65 000 osób, z których wiele padło ofiarą śmiertelnej pracy przymusowej.

Wśród kobiet, które służyły w Stutthofie, była Ewa Paradies, która cieszyła się fatalną reputacją wśród więźniów. Urodziła się 17 grudnia 1920 r. w Lauenburgu w Republice Weimarskiej. Niewiele wiadomo o jej wczesnym życiu, ale uważa się, że była zagorzałą nazistką. W sierpniu 1944 r. przybyła do Stutthofu, aby przejść szkolenie jako strażniczka w obozie dla kobiet. Po ukończeniu szkolenia zasłynęła okrucieństwem. Często biła więźniów batem lub innymi narzędziami.

Świadek opisał incydent, w którym zmusiła grupę więźniarek do rozebrania się w mroźną zimę, a następnie oblała je lodowatą wodą. Jeśli kobiety się poruszały, Paradies biła je. Takie kary były powszechne w obozie. Później została na krótko przeniesiona do podobozu Bromberg-Wschód, po czym powróciła do obozu głównego. W kwietniu 1945 r. brała udział w konwojach ewakuacyjnych, ale uciekła podczas marszu śmierci. Próbowała się ukryć, ale ostatecznie została schwytana i postawiona przed sądem. Ewa Paradies została skazana na śmierć i stracona 4 lipca 1946 r. w wieku zaledwie 25 lat.

Wraz z nią stracono dziesięciu innych strażników i kapo. Wśród nich była Elisabeth Becker, urodzona 20 lipca 1923 r. w Neuteich koło Gdańska. Wraz z dojściem do władzy narodowych socjalistów wstąpiła do Ligi Niemieckich Dziewcząt (BDM), gdzie została indoktrynowana ideologią nazistowską. W 1944 r. odpowiedziała na wezwanie SS skierowane do kobiet przeznaczonych do obozów koncentracyjnych. W Stutthofie Becker aktywnie uczestniczyła w selekcjach. Każdego dnia decydowała, kto będzie żył, a kto trafi do komór gazowych. Chociaż pozostała tam tylko przez około cztery miesiące, podczas procesu przyznała się do wyselekcjonowania co najmniej 30 kobiet na śmierć. Pomimo apelów o łaskę skierowanych do prezydenta Polski, została powieszona w wieku 22 lat.

Inną znaną postacią była Jenny-Wanda Barkmann, urodzona w Hamburgu w 1922 roku. Pochodziła z ubogiej rodziny i marzyła o karierze modelki lub aktorki. W 1944 roku porzuciła karierę modelki i wstąpiła do SS. W obozie Stutthof zyskała przydomek „piękny duch” ze względu na swoją urodę i okrucieństwo. Była znana z brutalnych pobić i aktywnie uczestniczyła w selekcjach.

Po aresztowaniu w maju 1945 roku próbowała wprowadzić śledczych w błąd, twierdząc, że dobrze traktowała więźniów. Jednak zeznania świadków przedstawiały zupełnie inny obraz sytuacji. Podczas procesu nie okazała skruchy, flirtowała ze strażnikami i bardziej martwiła się o swoją fryzurę niż o los swoich ofiar. Kiedy ogłoszono wyrok śmierci, pozostała spokojna. Jej ostatnie słowa w sądzie brzmiały: „Życie jest przyjemnością, a przyjemność jest zazwyczaj ulotna”. Miała 24 lata, kiedy zginęła na szubienicy.

Gerda Steinhoff, kolejna skazana kobieta, urodziła się w Gdańsku w 1922 roku. Zanim została strażniczką, pracowała jako pokojówka i konduktorka pociągu. W 1944 roku trafiła do obozu koncentracyjnego Stutthof i szybko awansowała do rangi starszej strażniczki SS. Odznaczona przez reżim nazistowski za swoją pracę, była jednak uważana przez więźniów za sadystyczną oprawczynię. Również ona została stracona w wieku 24 lat za udział w selekcjach i zbrodniach przeciwko ludzkości.

Wreszcie była jeszcze Wanda Klaff, urodzona w Gdańsku w 1922 roku. Przed wojną pracowała w fabryce dżemów. W 1944 roku wstąpiła do SS. W podobozach Praust i Russoschin była odpowiedzialna za maltretowanie setek kobiet. W sądzie zachowywała się arogancko, a nawet chwaliła się swoją pracą: „Jestem bardzo inteligentna i bardzo oddana swojej pracy w obozach. Codziennie biję co najmniej dwie więźniarki”. Ona również została skazana na śmierć i stracona 4 lipca 1946 roku.

Te kobiety, często ledwie dwudziestoletnie, wykazywały szokującą skłonność do przemocy. Ich los na wzgórzu Biskupia Górka oznaczał koniec okresu niewyobrażalnego okrucieństwa, którego świadkiem była ogromna rzesza ludzi domagających się sprawiedliwości.

-->