Mężczyzna zaginął w Parku Narodowym Glacier — 3 lata później MUMIA znaleziona w pobliżu OGNIA OBOZOWEGO.

Mężczyzna zaginął w Parku Narodowym Glacier — 3 lata później MUMIA znaleziona w pobliżu OGNIA OBOZOWEGO.

Idąc leśną ścieżką w odległym, górzystym terenie, rozkoszujesz się ciszą dzikiej przyrody, gdy nagle dostrzegasz mężczyznę siedzącego przy wygasłym ognisku.

Stoi nieruchomo, oparty o drzewo, z termosem w rękach, jakby po prostu zasnął po długiej wędrówce.

Wołasz go, ale nie ma odpowiedzi.

Podchodzisz bliżej i z przerażeniem zdajesz sobie sprawę, że ta osoba nie żyje.

Ale najgorsze dopiero przed nami.

Badanie wykaże, że nie zmarł wczoraj ani przedwczoraj.

Nie żyje od 3 lat.

A przez cały ten czas po prostu siedział tu, w lesie, czekając, aż ktoś go znajdzie.

Ta historia miała miejsce w Parku Narodowym Glacier w stanie Montana.

I nadal prześladuje wszystkich, którzy o tym słyszą.

Mark Wells urodził się i wychował na przedmieściach Denver w stanie Kolorado.

Był jedynym synem w rodzinie z klasy średniej, gdzie jego ojciec pracował jako nauczyciel, a matka prowadziła małą firmę księgową.

Od dzieciństwa Mark lubił wędrówki i wspinaczkę górską.

W liceum dołączył do klubu alpinistycznego, gdzie nauczył się podstawowych umiejętności przetrwania w dzikiej przyrodzie.

Po ukończeniu studiów wyższych na kierunku inżynieria mechaniczna Mark dołączył do dużej firmy energetycznej, gdzie zajmował się projektowaniem urządzeń przemysłowych.

Jego współpracownicy opisywali go jako spokojną, nieco powściągliwą osobę, która woli spędzać weekendy w górach niż w barach lub na imprezach.

Nie miał żadnych poważnych związków, chociaż spotykał się z kilkoma dziewczynami, ale żadna z tych relacji nie była długotrwała.

W wieku 34 lat Mark stał się doświadczonym turystą.

Jego osiągnięcia obejmowały kilkudniowe wędrówki w Górach Skalistych, wspinaczki o średnim stopniu trudności oraz wyprawy zimowe.

Zawsze dokładnie się przygotowywał, studiował trasy, sprawdzał swój sprzęt i zostawiał szczegółowy plan podróży swoim rodzicom lub współpracownikom.

Mark nie był poszukiwaczem przygód, który bez przygotowania rzucał się w nieznane.

Wręcz przeciwnie, był typem turysty, którego można by opisać jako paranoicznie ostrożnego.

Zawsze zabierał ze sobą zapasowe ubrania, dodatkowe jedzenie na 3 dni ponad planowany czas trwania wyprawy, telefon satelitarny, apteczkę pierwszej pomocy i race sygnalizacyjne.

Jego przyjaciele żartowali z jego plecaka, który ważył co najmniej 5 kg więcej niż plecaki innych turystów.

Na początku września 2014 roku Mark wziął tydzień urlopu.

Powiedział swoim współpracownikom, że jest zmęczony zgiełkiem miasta, ciągłym hałasem w biurze oraz presją terminów i projektów.

Chciał pojechać gdzieś, gdzie nie ma zasięgu komórkowego, gdzie nie docierają do niego e-maile od szefów, gdzie może po prostu siedzieć przy ognisku i patrzeć na gwiazdy.

Wybrał Park Narodowy Glacier w stanie Montana, miejsce znane ze swojego surowego piękna i oddalenia od cywilizacji.

Park zajmuje powierzchnię ponad 4000 kilometrów kwadratowych wzdłuż granicy z Kanadą, obejmując pasma górskie, jeziora polodowcowe, gęste lasy sosnowe i cedrowe, populacje niedźwiedzi grizzly i kozic górskich.

Nie jest to miejsce dla początkujących, ale dla Marka była to idealna trasa.

Zaplanował czterodniową wędrówkę szlakiem Hackleberry Lookout Trail, jedną z mniej popularnych tras w parku.

Szlak zaczynał się na wysokości około 1300 m n.p.m. i prowadził do wieży widokowej położonej na wysokości 2100 m n.p.m.

Całkowita długość trasy w obie strony wynosiła około 32 km.

Zgodnie z planem Mark miał wyruszyć na szlak rano 9 września, dotrzeć do wieży widokowej wieczorem drugiego dnia, spędzić tam noc, a następnie wrócić na parking przed południem 12 września.

Zostawił rodzicom szczegółowy plan trasy, wskazując miejsca planowanych noclegów oraz numer telefonu satelitarnego na wypadek sytuacji awaryjnej.

Powiedział, że jeśli nie skontaktuje się z nim do wieczora 13 września, oznacza to, że coś poszło nie tak.

9 września Mark zaparkował swój samochód, szarego Subaru Forester z 2012 roku, na parkingu przy początku szlaku.

Kamery monitorujące przy wejściu zarejestrowały jego przybycie o godz. 6:23 rano.

Był sam, wyglądał na spokojnego, metodycznie pakował plecak i sprawdzał zapięcia.

Włożył pomarańczową kurtkę, ciemnoniebieskie spodnie trekkingowe i szarą czapkę z daszkiem.

Na plecach miał plecak o pojemności 70 litrów.

Ostatni raz został zarejestrowany przez kamerę o godz. 6:41 rano.

gdy kierował się w stronę początku szlaku i zniknął wśród drzew.

Tego dnia pogoda była zmienna.

Rano świeciło słońce, a temperatura wynosiła około 15°, ale prognozy pogody ostrzegały przed możliwymi opadami wieczorem.

W górach pogoda zmienia się szybko i nieprzewidywalnie.

Deszcz może zacząć padać nagle, mgła może pojawić się w ciągu kilku minut, a widoczność może spaść do kilku metrów.

Jednak dla doświadczonego turysty nie stanowiło to żadnego problemu.

Mark wielokrotnie wyruszał na wędrówki w złych warunkach pogodowych i wiedział, jak rozbić namiot w deszczu, jak rozpalić ognisko w wilgotnych warunkach i jak utrzymać ciepło w nocy.

10 września, zgodnie z planem, Mark miał być mniej więcej w połowie drogi do wieży widokowej.

11. miał spędzić noc w wieży.

12. miał wrócić.

13 wieczorem miał skontaktować się z rodzicami.

Ale telefon nie zadzwonił.

Jego rodzice czekali do rana 14. dnia, myśląc, że być może wyczerpała mu się bateria w telefonie lub opóźnił się na szlaku.

Jednak gdy 14 dnia nadal nie było żadnego kontaktu, matka Marka zadzwoniła do biura parku narodowego.

Strażnicy potraktowali zgłoszenie poważnie.

Zaginięcia turystów w Parku Narodowym Glacier nie są rzadkością, ale zawsze budzą niepokój.

Park jest niebezpieczny.

Niedźwiedzie, pumy, strome klify, nagłe zmiany pogody, lawiny, obrywanie się skał.

Każdego roku kilka osób ginie lub odnosi poważne obrażenia.

Ranger Jacob Harrison, 52-letni mężczyzna z 30-letnim doświadczeniem w pracy w parku, kierował akcją poszukiwawczą.

Pierwszą rzeczą, jaką zrobili, było sprawdzenie parkingu.

Samochód Marka stał w tym samym miejscu, w którym go zostawił.

Samochód był zamknięty i nie było w nim nic podejrzanego.

Mark najwyraźniej zabrał ze sobą klucze.

15 września grupa sześciu strażników i czterech wolontariuszy wyruszyła na szlak.

Zabrali ze sobą psa tropiącego i pozwolili mu obwąchać rzeczy Marka z samochodu.

Pies wyczuł zapach i poprowadził grupę wzdłuż tropu.

Po około 8 km pies zatrzymał się w miejscu, gdzie od głównego szlaku odchodziła ledwo zauważalna ścieżka zwierzęca, prowadząca z dala od trasy.

Ślad znikał tam na twardej, kamienistej ziemi.

Strażnicy przeczesali teren, ale nic nie znaleźli.

Nie ma śladów namiotu, ogniska ani opakowań po jedzeniu.

nic.

16 września sprowadzono helikopter.

Przelecieli nad całą planowaną trasą i okolicą w promieniu 10 km.

Szukali jasnych kolorów namiotów, plecaków i odzieży.

Mark miał na sobie pomarańczową kurtkę, która powinna była dobrze wyróżniać się na tle zielonego lasu, ale nic nie znaleźli.

Helikopter wykonał kilka przelotów.

Piloci używali lornetek, ale bezskutecznie.

Do 20 września akcja poszukiwawcza została rozszerzona.

Sprowadzono wolontariuszy z lokalnych klubów turystycznych i 70 osób przeczesało las, tworząc łańcuch.

Sprawdzili wszystkie znane miejsca biwakowe, punkty obserwacyjne i źródła wody.

Zeszli do kilku kanionów, w których Mark mógł teoretycznie spaść.

Sprawdzili okolice rzek i jezior, sądząc, że mógł utonąć.

Ale nie znaleźli ciała.

Nurkowie przeszukali dno kilku jezior w promieniu 15 km od szlaku.

Nic.

Rodzice Marka polecieli do Montany i zatrzymali się w hotelu w miejscowości Callispel, najbliższej osadzie położonej w pobliżu parku.

Było to małe miasteczko liczące około 23 000 mieszkańców.

Typowe amerykańskie miasteczko prowincjonalne z jedną główną ulicą, kościołem, supermarketem i kilkoma kawiarniami.

Wszyscy wiedzieli o zaginionym turystce.

Lokalne gazety pisały o akcji poszukiwawczej, a mieszkańcy dyskutowali o tym, co się wydarzyło.

Niektórzy zaoferowali swoją pomoc.

Inni dzielili się teoriami na temat tego, co mogło się wydarzyć.

Ojciec Marka, David Wells, człowiek powściągliwy i milczący, udzielił wywiadów lokalnej prasie.

Powiedział, że jego syn był doświadczonym turystą, zawsze ostrożnym, zawsze zostawiającym plan trasy i zawsze kontaktującym się na czas.

Coś się zdecydowanie wydarzyło.

W przeciwnym razie Mark znalazłby sposób, aby im o tym powiedzieć.

Jego matka, Elizabeth, siedziała obok męża podczas konferencji prasowych, milcząca, wpatrując się w podłogę i ściskając w dłoniach zdjęcie syna.

Na zdjęciu Mark uśmiechał się, stojąc nad górskim jeziorem i trzymając kijki trekkingowe.

The photo was taken a year ago during a hike in Yellowstone.

The police checked Mark’s bank cards.

The last transaction was made on September 8th at a supermarket in Callispel where he bought food for the hike.

The purchase amount was $12367.

Potem karty nie były używane.

Sprawdzili jego rozmowy telefoniczne.

Ostatni telefon wykonano 9 września o godz. 6:15 rano do jego rodziców.

Mark powiedział, że wyrusza na szlak, że wszystko jest w porządku i że skontaktuje się za 4 dni.

Po tym telefon nie był zarejestrowany w żadnej sieci.

Telefon satelitarny również milczał.

Albo był wyłączony, uszkodzony lub znajdował się w miejscu, gdzie nie było sygnału, co jest mało prawdopodobne w przypadku komunikacji satelitarnej.

Pod koniec września akcja poszukiwawcza została odwołana.

Strażnicy wyjaśnili jego rodzicom, że dalsze poszukiwania są bezcelowe bez konkretnych informacji o jego lokalizacji.

Park jest ogromny.

Teren jest trudny do pokonania.

Mark może znajdować się w dowolnym miejscu w promieniu 50 km od ostatniej znanej lokalizacji.

Być może zgubił drogę, zbłądził, miał wypadek lub spadł z klifu w miejscu, które nie było widoczne z powietrza.

Być może został zaatakowany przez niedźwiedzia, a jego ciało zostało zaciągnięte do lasu, gdzie nie można go było znaleźć.

Być może wpadł do szczeliny lub jaskini.

Było wiele teorii, ale brakowało faktów.

Sprawa Marka Wellsa została zaklasyfikowana jako zaginięcie.

Jego rodzice nie zgodzili się z tym i kontynuowali własne poszukiwania.

Zatrudnili prywatnych detektywów, zamieścili ogłoszenia w lokalnych gazetach i na forach turystycznych oraz zaoferowali nagrody za informacje.

Ale lata mijały i nie było żadnych wiadomości.

Rok 2015 minął bez zmian.

Tak samo jak rok 2016.

Jego rodzice starzeli się i pogodzili się z myślą, że być może nigdy nie dowiedzą się, co stało się z ich synem.

They clung to the faint hope that someday his body would be found and they could give him a proper burial.

August 2017 was hot and dry.

Montana had not seen rain for several weeks and temperatures remained above 30° C which is unusual for this region.

W kilku hrabstwach szalały pożary lasów.

W powietrzu unosił się dym, a widoczność pogorszyła się.

Park Narodowy Glacier został tymczasowo zamknięty dla odwiedzających ze względu na zwiększone zagrożenie pożarowe, ale niektóre szlaki pozostały otwarte dla doświadczonych turystów posiadających specjalne zezwolenia.

23 sierpnia grupa czterech rowerzystów górskich otrzymała pozwolenie na jazdę po jednym ze szlaków.

W skład grupy wchodzili Thomas Kendrick (38 lat), instruktor kolarstwa z Seattle, jego żona Sarah (35 lat), nauczycielka, oraz ich przyjaciele Michael i Jennifer Rogers (oboje 32 lata), którzy pracowali jako programiści w firmie technologicznej.

Planowali pokonać trasę o długości około 50 km, nocując w namiotach.

Około godziny 15:00, kiedy grupa była mniej więcej w połowie trasy, Michael zauważył, że tylne koło jego roweru traci powietrze.

Zatrzymali się, żeby to sprawdzić.

Znaleźli przebicie i postanowili załatać oponę.

Podczas gdy Michael był zajęty naprawą, pozostali postanowili rozprostować nogi i pospacerować po okolicy.

Thomas dostrzegł niewielką ścieżkę prowadzącą do lasu, prostopadłą do głównej drogi.

Postanowił pójść i sprawdzić, co tam jest.

Po przejściu około 100 m ścieżka doprowadziła do niewielkiej polanki między drzewami.

Na polanie znajdowało się stare palenisko.

Kamienie ułożone w okrąg.

Resztki spalonych gałęzi, popiół.

Ognisko wyglądało na opuszczone, dawno nieużywane.

Jednak to, co Thomas zobaczył potem, sprawiło, że zatrzymał się i zesztywniał.

Mężczyzna siedział pod drzewem po przeciwnej stronie polany.

Opierał się plecami o pień, wyciągnął nogi przed siebie, a ręce położył na kolanach.

W jednej ręce trzymał termos.

Głowa mu opadła na klatkę piersiową, jakby spał.

Miał na sobie pomarańczową kurtkę, ciemne spodnie i buty turystyczne.

Thomas zawołał go, pytając, czy wszystko w porządku.

The man did not answer.

Thomas came closer and called out again.

Silence.

He came up close and leaned over to look at his face.

Wtedy zdał sobie sprawę, że coś jest bardzo nie tak.

Skóra na jego twarzy była ciemna, prawie czarna, napięta na kościach.

Miał zamknięte oczy i zapadnięte policzki.

Jego usta były zaciśnięte, odsłaniając zęby.

Jego włosy były suche, łamliwe i częściowo wypadły.

Ręce trzymające termos były suche jak patyki, a palce skręcone.

To nie było żywe ciało.

To była mumia.

Thomas cofnął się i krzyknął.

Sarah i Jennifer pobiegły na miejsce zdarzenia.

Zobaczyli ciało i również się cofnęli.

Michael zadzwonił do strażników leśnych przez telefon satelitarny.

Grupa oddaliła się od polany i czekała na głównym szlaku.

Dwie godziny później przybyli strażnicy, dowodzeni przez tego samego Jacoba Harrisona, który trzy lata wcześniej kierował poszukiwaniami Marka.

Harrison zbadał miejsce zdarzenia.

Ciało rzeczywiście siedziało przy drzewie w tej samej pozycji, jaką opisał Thomas, zmumifikowane, zakonserwowane przez suche powietrze i chłodne noce.

W górach proces rozkładu przebiega wolniej, zwłaszcza jeśli ciało znajduje się w miejscu chronionym przed opadami atmosferycznymi.

Harrison natychmiast zdał sobie sprawę, że nie była to zwykła śmierć spowodowana hipotermią lub urazem.

Po pierwsze, miejsce to znajdowało się około 6 km od najbliższego oficjalnego szlaku.

Ten człowiek nie mógł tu trafić przez przypadek.

Po drugie, pozycja ciała była zbyt spokojna, zbyt uporządkowana.

Osoby, które umierają z powodu hipotermii, zwykle zwijają się w kłębek, próbując się ogrzać, lub leżą w chaotycznej pozycji.

Ten mężczyzna siedział tak, jakby odpoczywał.

Po trzecie, wokół niego nie było żadnych rzeczy osobistych.

No backpack, no tent, no sleeping bag, nothing except a thermos in his hand.

Forensic experts arrived at the scene the next day.

They cordined off the clearing and began collecting evidence.

They photographed the body from all angles, filmed it on video, and took measurements.

Only then did they carefully remove the body from the tree and place it on a stretcher.

When the body was moved, a strange detail was discovered.

On the tree against which the dead man was leaning at a height of about 1 meter 20 from the ground, there were traces of a metal cable or chain.

The bark was torn off and the wood was worn as if something heavy and metal had been rubbing against the trunk for a long time.

An examination of the body revealed even more disturbing details.

[snorts] There were deep marks on the wrists and ankles, hematomas, old but clearly visible.

Such marks are left by handcuffs or metal shackles that a person has worn for a long time and tried to remove.

On the back between the shoulder blades and on the lower back there were marks also from a metal cable or chain.

Obraz był wyraźny.

Ta osoba została przywiązana do drzewa i nie mogła się ruszyć ani uciec.

W pobliżu ciała eksperci medycyny sądowej znaleźli metalową pętlę pokrytą warstwą opadłych igieł sosnowych i liści.

Pętla została wykonana ze stalowej linki o średnicy około 8 mm, wyposażonej w zamek, który można było otworzyć wyłącznie za pomocą klucza.

Do pętli przyspawano kawałek łańcucha o długości około 2 m.

Drugi koniec łańcucha zakończony był kolejną kłódką, która sądząc po śladach na drzewie, była przymocowana do pnia.

Okazało się, że mężczyzna był przykuty łańcuchem do drzewa, a jego zakres ruchu był ograniczony do 2 metrów.

Dalsze badania tego obszaru ujawniły pozostałości prymitywnego obozowiska.

Kilka metrów od ogniska znaleźli miejsce, w którym najwyraźniej stał namiot.

Nie było śladów samego namiotu, ale trawa była przygnieciona, a ziemia zdeptana.

W pobliżu znaleźli kilka pustych puszek zakopanych w ziemi.

Puszki nie miały etykiet i były mocno zardzewiałe.

Znaleźli również pozostałości liny, która mogła służyć do mocowania namiotu.

W krzakach znaleźli plastikową butelkę po wodzie, wyblakłą od słońca.

I kolejne znalezisko, metalowy karabinek alpinistyczny, również zardzewiały.

Jednak najdziwniejszy znalezisko odkryto około 10 metrów od drzewa, do którego przywiązano ciało.

Tam znaleźli kolejny łańcuch przymocowany do innego drzewa.

Łańcuch był krótszy, miał około metra długości i kończył się metalową obrożą z zamkiem.

Obroża była pusta, ale ślady na korze drzewa wskazywały, że była używana przez długi czas.

Ktoś lub coś zostało przywiązane do tego drzewa obok pierwszej ofiary.

Identyfikacja ciała zajęła kilka dni.

Dokumentacja dentystyczna potwierdziła, że był to Mark Wells, który zaginął 3 lata wcześniej.

Jego rodzice zostali powiadomieni o tym odkryciu.

Jego ojciec przyszedł do kostnicy, aby zidentyfikować jego rzeczy osobiste.

Pomarańczowa kurtka, ciemne spodnie, buty.

Wszystkie one należą do Marka.

Termos również należał do niego i miał logo biura podróży, w którym Mark kupił swój sprzęt.

Badanie lekarskie wykazało, że przyczyną śmierci było odwodnienie i wyczerpanie.

Mark zmarł z głodu i pragnienia.

W jego żołądku nie było jedzenia, a narządy wewnętrzne wykazywały oznaki długotrwałego głodowania.

Na podstawie stanu ciała eksperci ustalili przybliżoną datę śmierci na połowę lub koniec września 2014 r.

tj. 1–2 tygodnie po jego zniknięciu.

Okazało się, że Mark spędził od tygodnia do 10 dni w niewoli, przywiązany do drzewa, bez jedzenia i wody, w chłodnej wrześniowej pogodzie.

W nocy temperatura w górach spadała do zera, a w ciągu dnia wzrastała do 10–15°.

Osoba w takiej sytuacji mogłaby przeżyć maksymalnie 10 dni, jeśli nie umarłaby wcześniej z powodu hipotermii.

Ślady na jego ciele wskazywały, że Mark próbował się uwolnić.

Siniaki na jego nadgarstkach i kostkach były wynikiem ciągłych prób uwolnienia się z więzów.

Jego skóra była otarta do krwi i doszło do infekcji, ale jego ciało było zbyt słabe, aby z nią walczyć.

Badanie psychologiczne przeprowadzone pośmiertnie na podstawie stanu ciała i okoliczności sugerowało, że Mark był świadomy swojej sytuacji aż do samego końca.

Nie był w stanie śpiączki ani nieprzytomny.

Wiedział, że umiera i nie może nic na to poradzić.

Policja rozpoczęła śledztwo w sprawie tego zdarzenia jako morderstwa.

Sprawę przydzielono detektyw Lindzie Macdonald, 48-letniej kobiecie z 20-letnim doświadczeniem w wydziale ds. poważnych przestępstw.

Linda was known for her thoroughess and unwillingness to close cases without fully understanding all the circumstances.

Przybyła na miejsce zdarzenia, zbadała polanę, obejrzała zdjęcia i przesłuchała motocyklistów, którzy znaleźli ciało.

Pierwsze pytanie brzmiało: „Kto mógł to zrobić i dlaczego?”. Mark był zwykłym inżynierem, nie miał wrogów, długów ani kryminalnej przeszłości.

Jego życie było uporządkowane i nudne.

Praca, wędrówki, dom, rodzice, brak konfliktów, brak podejrzanych znajomych.

Sprawdzili jego współpracowników, przyjaciół i byłe dziewczyny.

Wszyscy mieli alibi na czas jego zniknięcia.

Nikt nie miał motywu, aby zabić Marka.

Nikt nawet nie miał z nim konfliktu.

Druga wersja była przypadkowym atakiem, szaleńcem lub socjopatą mieszkającym w lesie, który schwytał Marka i trzymał go w niewoli.

Jednak ta wersja również budziła wątpliwości.

Dlaczego Mark? Był doświadczonym turystą, silnym fizycznie, mało prawdopodobnym, aby łatwo uległ atakowi.

Szlak, którym szedł, nie był całkowicie opuszczony.

Inni wędrowcy również z niego korzystali.

Gdyby w parku grasował maniak, powinny być inne ofiary.

Jednak sprawdzenie wykazało, że w ciągu ostatnich 10 lat nie odnotowano ani jednego przypadku porwania lub morderstwa turystów w Parku Glacier.

Zdarzały się wypadki, ataki niedźwiedzi, upadki z klifów, ale nie było celowych morderstw.

Trzecia wersja głosiła, że Mark spotkał kogoś na szlaku, wdał się z tą osobą w konflikt, a sytuacja wymknęła się spod kontroli.

Może był świadkiem przestępstwa.

Może przypadkowo natknął się na czyjś zapas narkotyków lub skradzionego mienia.

W 2014 r. policja sprawdziła bazy danych dotyczące przestępców działających w regionie.

W pobliżu parku znaleźli kilka osób z kryminalną przeszłością.

Sprawdzili ich alibi, miejsca zamieszkania i historię podróży.

Nic nie łączyło ich z zaginięciem Marka.

Linda Macdonald wróciła do miejsca, w którym znaleziono ciało.

Przeanalizowała mapy i próbowała zrozumieć logistykę przestępstwa.

Polana znajdowała się 6 km od oficjalnego szlaku, w odległym miejscu, gdzie nie docierają turyści.

Aby przetransportować ofiarę w to miejsce, musieliby albo zmusić ją do marszu, albo nieść ją.

Mark ważył około 85 kg plus 20 kg plecak.

Przenoszenie takiego ciężaru przez 6 km po nierównym terenie jest prawie niemożliwe dla jednej osoby.

Więc albo było kilku przestępców, albo Mark został zmuszony do samodzielnego spaceru pod groźbą broni.

Ale jeśli był prowadzony na muszce, po co przywiązywać go do drzewa? Po co zostawiać go na śmierć głodową? Zazwyczaj mordercy chcą szybko pozbyć się swoich ofiar.

Strzał, cios, zepchnięcie z klifu.

Ale tutaj sytuacja wyglądała inaczej.

Ktoś chciał, żeby Mark umierał powoli.

Chcieli, żeby zdał sobie sprawę ze swojej bezradności.

Wskazywało to na sadystyczne motywy, chęć zadawania cierpienia, a nie tylko zabijania.

Sprawdzili placówki psychiatryczne w promieniu 500 km.

Szukali pacjentów z sadystycznymi skłonnościami, którzy mogli uciec lub zostać wypisani z kliniki na krótko przed zniknięciem Marka.

Znaleźli trzy osoby, które spełniały kryteria.

Sprawdzili ich miejsce pobytu we wrześniu 2014 roku.

Wszyscy trzej mieli alibi potwierdzone dokumentami i zeznaniami świadków.

Detektyw Macdonald zauważył drugi łańcuch znaleziony na polanie.

Łańcuch z obrożą przymocowany do innego drzewa.

Oznaczało to, że na polanie były dwie ofiary lub przynajmniej dwa stworzenia związane w pobliżu.

Jednym z nich był Mark.

Kto lub co było drugie? Sprawdzili bazy danych osób zaginionych w całym kraju za okres od 2013 do 2015 roku.

Szukali osób zaginionych w Montanie i sąsiednich stanach, które pasowałyby do czasu i miejsca.

-->