Danuta Martyniuk ciężko pracuje fizycznie: Mam drogą torebkę. Nikomu nie ukradłam

Żonę Zenka Martyniuka zasmucają komentarze internautów na jej temat. W związku z tym postanowiła wyjaśnić kilka spraw. Zapewniła, że jest normalną żoną i matką. Kolekcjonuje drogie torebki, ponieważ ją na to stać. Nie obawia się ciężkiej pracy fizycznej. “Jeśli ktoś myśli, że tylko leżę i pachnę, to się grubo myli” – zapewniła.

Kiedy przed kilku laty Zenek Martyniuk stał się gwiazdą TVP, rozpoznawalność zdobyła również jego żona. Wielu internautów śledziło ich rodzinne perypetie – rozwód syna Daniela z żoną Eweliną oraz jego zmagania z nałogiem.

Danuta Martyniuk ciężko pracuje fizycznie: Mam drogą torebkę. Nikomu nie ukradłam
W tym czasie Danuta Martyniuk przeszła prawdziwą metamorfozę. Zrzuciła zbędne kilogramy i poddała się zabiegom upiększającym. Nie ukrywała, że impulsem do przemiany stały się uwagi, które znajdowała na swój temat w internecie.

Niestety czasami czytam komentarze na nasz temat i bardzo to przeżywam, zdarzało mi się nawet kilka razy popłakać. Zenek na mnie wtedy krzyczy i zakazuje czytania, bo on tego nie robi. Muszę się więc z tego śmiać, choć czasami trudno – przyznała w rozmowie z “Faktem”.

Zapewniła, że jest normalną osobą, kobietą taką, jakich wiele. Nie rozstaje się z różańcem, codziennie się modli, często na łonie natury. Nie zmieniła jej również popularność, jaką cieszy się jej mąż. Nawiązała przy tym do swoich wcześniejszych wypowiedzi na temat życia w luksusie.

Mnie to nie zmieniło, wciąż jestem normalną kobietą, bo tego nauczyli mnie rodzice. Jestem żoną przy mężu, matką przy rodzinie. Nie wywyższam się, nie zadzieram nosa, nauczono mnie skromności. A że mam drogą torebkę, nie jest niczym złym. Jeśli mnie stać i o niej marzę, to sobie kupię. Nie jestem pierwsza i ostatnia. Nikomu nie ukradłam, a czerwone dywany mnie nie interesują – zapewniła podczas rozmowy z “Faktem”.

Nie boi się ciężkiej pracy fizycznej. Przed laty pracowała jako pielęgniarka, zaś obecnie zajmuje się swoim ogrodem.

Jeśli ktoś myśli, że tylko leżę i pachnę, to się grubo myli. Mam co robić, a jak pielę nasze ogrody, to nie mam na sobie markowych rzeczy, a ubrudzone ręce i kolana. Pracy nauczono mnie w domu, a gdy wyszłam za Zenka, mieszkaliśmy z moimi rodzicami, bo u niego się wtedy nie przelewało. Nie mieliśmy ani pałaców, ani zbytków. To, co mamy dziś, to efekt naszej wspólnej pracy – przekonuje Danuta Martyniuk.

 

-->