„Skandal za skandalem! Daniel Martyniuk znów wywołał BURZĘ – tym razem nie odpuści”

Drodzy widzowie, to, co dzieje się wokół Daniela Martyniuka, zaczyna przypominać nie film, ale prawdziwy dramat w odcinkach. Syn króla disco polo, Zenona Martyniuka, nie przestaje szokować. Skandale, afery, wybuchy gniewu i ataki na najbliższych – to już znamy. Ale tym razem sprawa poszła o krok dalej. Daniel uderzył nie tylko w swoją żonę i rodzinę, lecz także w przedstawicieli mediów. A jak wiemy – takie konflikty rzadko kończą się dobrze.

Dziennikarka, która przez lata broniła jego wizerunku, dziś publicznie mówi „dość”. Padają mocne słowa o zniesławieniu i możliwym pozwie sądowym. I pytanie brzmi: czy Daniel Martyniuk naprawdę przekroczył granicę, zza której nie będzie już powrotu? Czy to początek kolejnego medialno-prawnego koszmaru?

Żeby w pełni zrozumieć tę sytuację, musimy cofnąć się o kilka lat. Daniel Martyniuk od początku był postrzegany jako „ten trudny syn” wielkiej gwiazdy. Podczas gdy jego ojciec – Zenek – budował status legendy disco polo, występował na największych scenach i stał się ikoną muzyki rozrywkowej, jego jedyny syn zamiast sukcesów artystycznych wybierał kolejne kontrowersje.

Zaczęło się od drobnych wybryków, ale z czasem skandale stawały się coraz poważniejsze. Łamanie kwarantanny w czasie pandemii? Było. Procesy sądowe za prowadzenie samochodu mimo zakazu? Były. Publiczne awantury, agresywne nagrania w mediach społecznościowych, a nawet głośne kłótnie rodzinne transmitowane na żywo – to już właściwie codzienność.

I właśnie dlatego to, co wydarzyło się teraz, tak bardzo szokuje opinię publiczną. Bo Daniel nie atakuje już tylko swojej najbliższej rodziny. Nie atakuje już tylko żony Faustyny, z którą ma syna. Teraz uderzył w media i w dziennikarkę, która przez lata była mu… sprzymierzeńcem.

Zanim przeszedł do dziennikarki, Daniel ponownie rozpętał burzę w social mediach, wyciągając oskarżenia wobec swojej żony Faustyny. Powiedział wprost, że jej doktorat został „kupiony” i że to jej matka pisała za nią pracę.

Cytuję jego słowa:
„Wiecie jak się kupuje doktorat? Tak jak zrobiła to moja żoneczka. Mamusia napisała jej pracę. Mamusia zrobiła wszystko za nią.”

Ale na tym nie poprzestał. Zasugerował też, że „dwie doktorantki nie potrafią nawet mówić poprawnie po polsku”, i dodał, że prawdziwy doktor powinien znać trzy języki. Te wypowiedzi wywołały falę krytyki, bo to nie są słowa człowieka, który szuka dialogu, lecz kogoś, kto publicznie niszczy reputację swojej żony i całej jej rodziny.

Ale prawdziwa bomba wybuchła, kiedy Daniel Martyniuk uderzył w Martynę Rokitę – dziennikarkę „Super Expressu”. To właśnie ona jest autorką biografii Zenka Martyniuka. A więc mówimy o osobie, która od lat zna rodzinę, rozmawiała z nimi, pisała o nich i – jak sama przyznała – wielokrotnie starała się wybielać wizerunek Daniela.

I co zrobił Daniel? Zamieścił na Instagramie jej zdjęcia, szydząc z jej wyglądu. Pisał m.in.:
„Ile żelu trzeba było, żeby zrobić tę grzywkę? Rokita, co ci się stało, jakaś alergia? Jesteś strasznie opuchnięta.”

To był jawny, personalny atak. Atak nie tylko na profesjonalizm, ale i na wizerunek kobiety, która – jak sama później ujawniła – przez lata próbowała go chronić.

Martyna Rokita nie wytrzymała. W rozmowie z mediami przyznała, że od kilku dni dostaje od znajomych screeny z konta Daniela, gdzie jej zdjęcia pojawiały się obok dziwnych komentarzy. Ale najważniejsze padło później:
„Moi bliscy doradzają mi, żeby pozwać Daniela za zniesławienie. To nie pierwszy raz, kiedy bezpodstawnie mnie atakuje. Kilka lat temu również obrażał mnie w internecie. Nie pozwolę nikomu niszczyć mojego wizerunku. Jeśli to się nie skończy – spotkamy się w sądzie.”

To pierwszy raz, kiedy tak otwarcie padła zapowiedź pozwu wobec Daniela. A biorąc pod uwagę jego długą listę wcześniejszych problemów z prawem, perspektywa kolejnej rozprawy sądowej staje się coraz bardziej realna.

Najbardziej bolesne w tym wszystkim jest to, że Martyna Rokita przez lata starała się… bronić Daniela. Wprost przyznała, że z sympatii do jego rodziców – Zenka i Danuty – wielokrotnie tonowała jego skandale i w mediach przedstawiała go w łagodniejszym świetle, niż naprawdę zasługiwał. Chciała mu pomóc. Chciała go ratować przed publicznym linczem.

A jak Daniel jej się odwdzięczył? Publicznym upokorzeniem i kpinami z jej wyglądu. To nie tylko konflikt – to zdrada zaufania. I dlatego reakcja dziennikarki jest tak mocna.

Czy to oznacza, że Daniel wkrótce stanie przed sądem? Wszystko na to wskazuje. Martyniuk już wielokrotnie musiał odpowiadać przed wymiarem sprawiedliwości za swoje zachowania. Teraz jednak sprawa może być wyjątkowo trudna, bo atak na dziennikarkę, i to tak znaną, odbił się szerokim echem.

Pytanie, które zadają sobie wszyscy: dokąd zmierza życie Daniela Martyniuka? Czy to już równia pochyła, z której nie ma odwrotu? A może jego rodzice – Zenek i Danuta – w końcu podejmą radykalne działania, żeby powstrzymać syna, zanim będzie za późno?

-->