Elina na moment wstrzymała oddech, jakby powietrze na klatce schodowej nagle stało się zbyt ciężkie. Telefon był zimny w jej dłoni, a w słuchawce słychać było krótkie trzaski, po czym odezwał się głos Matthiasa — zbyt spokojny jak na kogoś, kto został przyłapany na gorącym uczynku.
— Elina, nie przesadzaj. To jakieś nieporozumienie. Porozmawiamy jutro — powiedział tonem człowieka, który powtarzał to zdanie dziesięć razy przed lustrem.
— Nie, Matthias. Rozmawiamy teraz. Pod moimi drzwiami stoi kobieta, która zapłaciła za moje mieszkanie, z „idealnymi” dokumentami. A ty mówisz mi, żebym nie przesadzała?
Katharina, trzymając telefon przy uchu, nerwowo przygryzła wargę. Starała się zachować neutralny wyraz twarzy, ale spod perfekcyjnej szminki widać było drżenie szczęki. W drugiej ręce ściskała teczkę z dokumentami, jakby była jedynym dowodem na to, że świat wciąż działa według jakichkolwiek zasad.
— Panie Matthiasie — wtrąciła — przelaliśmy całą kwotę. Mamy potwierdzenie z banku. Umowę kupna-sprzedaży. I pełnomocnictwo.
Elina wyciągnęła rękę.
— Proszę dać dokumenty.
Katharina zawahała się przez chwilę, po czym podała teczkę. Elina kartkowała papiery z chłodną, niemal techniczną precyzją, jakby sprawdzała własny puls. Były tam podpisy. Pieczątka. Nazwisko notariusza. Kopia pełnomocnictwa z jej „podpisem”… tylko że to nie był jej podpis. Był niemal idealny. Niemal.
Podniosła wzrok na Katharinę.
— Nie jest pani winna. Została pani wykorzystana. Ale proszę teraz zrozumieć jedno: mieszkanie nie jest na sprzedaż i nikt do niego nie wejdzie. Nawet „nabywcy”, dopóki nie przyjedzie policja.
— Policja? — zaprotestował Matthias w słuchawce. — To absurd. Nie trzeba robić afery.
— To nie ja robię aferę. To ty uruchomiłeś postępowanie karne — odpowiedziała Elina spokojnie. A potem zmieniła ton tak, by brzmiał jak decyzja, nie jak groźba: — Za pięć minut będą tu patrole. I mój prawnik. I żeby było jasne: na klatce są kamery. Jeśli to ty stoisz za tymi dokumentami, masz poważny problem.
Rozłączyła się. Krótko, bez wahania.
Z wnętrza mieszkania dobiegło krótkie szczeknięcie Freyi, jakby potwierdzała wyrok.
Elina zwróciła się do Kathariny.
— Proszę zadzwonić do banku i spróbować wstrzymać wszelkie przelewy, które jeszcze da się zatrzymać. Wiem, że to wygląda na spóźnione, ale czasem się udaje. A teraz proszę zostać tutaj, pod drzwiami, jako świadek. I nie odchodzić. Jeśli pani wyjdzie, jutro będzie znacznie trudniej udowodnić dobrą wiarę.
Katharina przełknęła ślinę.
— My… mamy syna. Sprzedaliśmy dom w Brunszwiku. Przyjechaliśmy tu po nowy początek.
— Wiem — powiedziała Elina, a w jej głosie pojawiło się coś, czego rano jeszcze tam nie było: współczucie. — Właśnie dlatego nie będę pani okłamywać. Jeśli padliście ofiarą oszustwa, nie pomoże udawanie „właścicieli”. Pomoże bycie ofiarami zgodnie z prawem, z pełną dokumentacją.
W tym momencie winda zatrzymała się z metalicznym dźwiękiem. Na korytarzu pojawił się mężczyzna w długiej kurtce, z teczką pod pachą i spojrzeniem kogoś, kto „wycenia” przestrzeń jak księgowy: Walter Krüger.
— Och, panie, jak dobrze, że obie tu jesteście — powiedział z uśmiechem. — Widzę, że pojawiły się… emocje.
Elina spojrzała na niego jak na wadliwy przedmiot.
— Jakie emocje, Walter? Może mi pan wyjaśnić, jak udało się panu sprzedać mieszkanie, w którym mieszkam, bez choćby jednej rozmowy ze mną?
Uśmiech pozostał, ale napiął się w kącikach.
— Działałem na podstawie pełnomocnictwa. Wszystko było zgodne z prawem. Pani mąż—
— Były mąż — poprawiła Elina. — A pełnomocnictwo jest fałszywe.
Walter teatralnie wzruszył ramionami.
— Jeśli tak pani twierdzi, ma pani do tego prawo. Ale kupujący są tutaj. Zapłacili. Są procedury, rozumie pani.
Elina zrobiła krok w jego stronę. Bez agresji, ale wystarczająco, by nagle przypomniał sobie, że nie jest w swoim biurze.
— Doskonale rozumiem procedury. Na przykład tę, w której policja bada fałszerstwo dokumentów. Tę, w której notariusz odpowiada za poświadczenie. I tę, w której agent nieruchomości traci licencję za udział w oszustwie.
Walter mrugnął. Raz. Potem drugi raz, szybciej.
Drzwi sąsiedniego mieszkania uchyliły się. Starsza kobieta o siwych włosach wychyliła głowę na korytarz.
— Panno Elino, znowu jakieś zamieszanie? — zapytała z aż nazbyt żywą ciekawością.
Elina odwróciła się do niej.
— Pani Irmgard, proszę zostać u siebie. Gdy przyjedzie policja, mogą panią poprosić o potwierdzenie, kto tu mieszka. To ważne.
Staruszka kiwnęła głową z zadowoleniem, ucieszona z powierzonej roli, i ostrożnie zamknęła drzwi.
Z zewnątrz dobiegł dźwięk syreny — jeszcze daleki, ale wyraźny. Katharina oparła się o ścianę, jakby ugięły się pod nią nogi. Walter poprawił teczkę, jakby chciał schować się za papierami.
Elina wyjęła telefon i otworzyła aplikację kamer. Na ekranie pojawiło się nagranie z wczoraj: Matthias na klatce schodowej, z kluczem w ręku, wchodzący do mieszkania i wychodzący po kilku minutach z kopertą. Data i godzina były czytelne. Odwróciła ekran w stronę Waltera.
— Poznajesz go?
Walter zwilżył usta.
— Proszę pani, ja… ja tylko pośredniczę.
— Nie. Pan podpisuje. Pan sprawdza. Pan bierze prowizję — powiedziała Elina. — A teraz zostaje pan tutaj, aż przyjedzie patrol.
Kroki policjantów rozległy się na schodach. Syrena ucichła. Korytarz, który do tej pory przypominał scenę teatralną, nagle stał się przestrzenią proceduralną. Do przodu wyszedł funkcjonariusz w mundurze.
— Dobry wieczór. Kto zgłosił sprawę?
Elina podniosła rękę bez pośpiechu.
— Ja. Jestem właścicielką tego mieszkania. I mam uzasadnione podejrzenie, że ktoś sfałszował dokumenty, by je „sprzedać”.
Funkcjonariusz spojrzał kolejno na Elinę, Katharinę i Waltera. Potem powiedział spokojnie:
— Dobrze. Zaczynamy od dokumentów i zeznań. I nikt nigdzie nie idzie, dopóki nie wyjaśnimy sprawy.
Po raz pierwszy tego dnia Elina poczuła, że coś zaczyna się układać. To jeszcze nie było dobrze. Jeszcze nie było rozwiązane. Ale był to początek uczciwego końca.
A kiedy jej telefon znów zawibrował i na ekranie pojawiło się imię „Matthias”, Elina nie poczuła już ani złości, ani strachu. Tylko ostrą, klarowną ciszę.
— Teraz, kochanie, odpowie ci państwo — mruknęła i podała telefon policjantowi.



