Margarita zamknęła drzwi za teściową, starając się nie trzasnąć — ale drewno i tak wydało krótki, suchy dźwięk, jak strzał. W kuchni zapadła ciężka cisza. Tylko łyżka Olega uderzała o porcelanę — jadł dalej, jakby nic się nie wydarzyło.
— Mówisz poważnie? — zapytała cicho.
Oleg podniósł wzrok, szczerze zdziwiony.
— W jakim sensie? Mama chciała tylko pomóc.
— Pomóc to znaczy uprzedzić. Zapukać. Zapytć. Uszanować nasze ustalenia. A nie wparować i urządzać sobie tu własne królestwo.
Oleg odłożył łyżkę, krzywiąc się z niezadowoleniem.
— Znowu robisz dramat. Przecież to mama.
Te słowa przebiły ją jak igła.
— Tak, twoja mama. Ale to jest moje mieszkanie. Nasz dom. I mam prawo wiedzieć, kto tu dzisiaj jest.
W tej chwili drzwi sypialni uchyliły się — teściowa wróciła, opierając się o framugę.
— Wszystko słyszałam — powiedziała drżącym głosem. — I muszę stwierdzić: nie spodziewałam się takiej niewdzięczności.
Margarita na moment przymknęła oczy. Zebrać myśli. Nie wybuchnąć.
— Pani Wiktorio — powiedziała równo — nie jestem przeciwna wizytom. Ani waszym relacjom. Ale sprzeciwiam się wtargnięciom. Nie może pani zjawiać się tutaj tak, jakby pani tu mieszkała.
— Olezinku, słyszysz?! — zawołała teatralnie teściowa. — Oddałam mu lata życia! Wychowałam, doprowadziłam do czegoś! A ona wyrzuca mnie na bruk!
Oleg przetarł zmęczoną twarz dłonią.
— Marg, no serio… po co tak ostro? Mama chciała dobrze.
Margarita zrobiła krok do przodu i po raz pierwszy od dawna spojrzała mu prosto w oczy.
— A ty? Komu chciałeś dobrze? Jej? Czy nam?
Odwrócił wzrok. To był dla niej wystarczający sygnał.
— Proszę posłuchać — powiedziała stanowczo — nie zamierzam nikogo wyrzucać. Ale stawiam granice. Nie będzie pani tu mieszkać. Nie będzie przychodzić bez uprzedzenia. I nie będzie mnie pani poniżać w mojej własnej kuchni.
Twarz teściowej zrobiła się purpurowa.
— Ach tak?! W takim razie pakuję się i wychodzę! A ty, Oleg, zastanów się dobrze — z kim chcesz być. Z matką czy z…
— Z żoną — przerwała jej Margarita. Spokojnie. Bez drżenia. — Wyboru dokonał, kiedy się ze mną ożenił.
Zapadła gęsta, ołowiana cisza. Teściowa gwałtownie się odwróciła i z hałasem walizki ruszyła w kierunku korytarza.
Oleg siedział nieruchomo, jakby ktoś przybił go do krzesła.
— Mogłaś powiedzieć to łagodniej — mruknął w końcu.
Margarita uśmiechnęła się blado.
— Mogłam. Mogłam też milczeć. I ustępować. Ale wtedy przestałabym być sobą.
Podeszła do drzwi, otworzyła je szeroko — teściowa stała już tam, z podniesioną głową, dumna i urażona.
— Dobrego wieczoru — powiedziała Margarita.
Drzwi zamknęły się. Tym razem — cicho.
W mieszkaniu zrobiło się nienaturalnie spokojnie. Aż za spokojnie. Margarita odwróciła się — Oleg stał, nie wiedząc, co powiedzieć.
— Musimy porozmawiać — powiedziała cicho. — Ale teraz tylko we dwoje.
I po raz pierwszy od dawna poczuła, że to nie był koniec. To był początek. Jej granic. Jej głosu. Jej życia.



