Anna poczuła, jak zimny dreszcz przebiega jej po plecach. Ciąża dopiero się zaczynała, ale instynkt podpowiadał jej, że jeśli teraz nie zareaguje, jej dziecko będzie dorastać w domu bez spokoju i szacunku. Oparła się o stół i zebrała całą swoją odwagę.
Wieczorem, gdy Ilona po raz kolejny weszła do kuchni i z dezaprobatą spojrzała na zupę, Anna wzięła głęboki oddech.
— Ilono, musimy porozmawiać — powiedziała stanowczo, pierwszy raz patrząc jej prosto w oczy.
Teściowa zmrużyła oczy i skrzyżowała ramiona.
— O czym niby? Że znowu przesoliłaś albo czegoś nie dodałaś?
Anna zacisnęła pięści.
— Nie. O tym, że to moje mieszkanie. I że ja i Tomek potrzebujemy prywatności. Teraz bardziej niż kiedykolwiek.
— Bardziej? Co masz na myśli? — zapytała Ilona podejrzliwie.
Anna odruchowo położyła rękę na brzuchu i lekko się uśmiechnęła.
— Spodziewam się dziecka.
Zapadła cisza, której ciężar można było niemal dotknąć. Ilona kilkakrotnie mrugnęła, jakby nie dowierzała.
— Tym bardziej potrzebujecie mnie! Dziecka nie wychowa się ot tak, po swojemu. Ja wiem, co to znaczy, trójkę dzieci wychowałam.
— Możliwe, ale to nasze dziecko. Moje i Tomka — odpowiedziała Anna, a jej głos nabierał coraz większej pewności. — To my musimy popełniać błędy, uczyć się i iść własną drogą. Nie pod stałą kontrolą.
W tej chwili wszedł Tomek. Od razu wyczuł napięcie.
— Co się dzieje? — zapytał.
Anna nie zawahała się.
— Powiedz swojej mamie, że spodziewamy się dziecka i że chcę mieć spokój we własnym domu.
Oczy Tomka rozszerzyły się ze zdziwienia, po czym rozbłysły radością. Ale kiedy spojrzał na matkę, nagle znalazł się pomiędzy dwoma światami.
— Tomku — odezwała się Ilona — powiedz żonie, że mnie potrzebujecie. Sami nie dacie rady!
Tym razem Anna nie czekała na odpowiedź męża. Chwyciła walizkę teściowej, wciąż częściowo rozpakowaną, i przesunęła ją do drzwi.
— Ilono, przez dwa miesiące znosiłam to wszystko. Milczałam, zaciskałam zęby. Ale teraz nie chodzi już tylko o mnie. Chodzi o moje dziecko. I nie pozwolę, by ktokolwiek, nawet ty, decydował za mnie.
Ilona patrzyła na nią z niedowierzaniem. Tomek, widząc determinację żony, położył rękę na ramieniu matki.
— Mamo, Anna ma rację. To nasze życie. Musisz odejść.
Łzy napłynęły do oczu Ilony, ale nie mogła nic odpowiedzieć. Zebrała swoje rzeczy i wyszła, a drzwi zamknęły się za nią z głuchym echem, które jednocześnie było ciężkie i wyzwalające.
Anna opadła na ścianę, drżąc. Tomek objął ją mocno.
— Przepraszam, że pozwoliłem, by to zaszło tak daleko. Obiecuję, że od teraz będziemy tylko my.
Anna po raz pierwszy od dawna się uśmiechnęła. Czuła, że odzyskała kontrolę nad własnym życiem. A kiedy przyłożyła dłoń do brzucha i poczuła bijące serce maleństwa, wiedziała, że ta walka była konieczna — o ich przyszłość.



