Gdy weszliśmy do mieszkania jego matki, Emily przywitała nas szerokim uśmiechem i chłodnym spojrzeniem, które przeskanowało mnie od stóp do głów. Już po sekundzie wiedziałam: zostałam oceniona i sklasyfikowana.
— Ach, więc to ty jesteś Sofia! — powiedziała tonem, jakby ogłaszała nową sztukę w teatrze. — Tak miło cię poznać!
— Mi również, — odpowiedziałam uprzejmie. — Lukas dużo o tobie mówił.
Usiadła naprzeciwko, założyła nogę na nogę i natychmiast przejęła kontrolę nad rozmową. Opowieści o Francji, jachtach, kolacjach z ambasadorami i pokazach mody. Słuchałam z uśmiechem – mniej więcej takim, jaki mam, gdy czytam instrukcję od tostera.
— A ty, Sofia, gdzie pracujesz? — zapytała z lekką nutą wyższości.
Zrobiłam pauzę i udałam lekkie zakłopotanie.
— W biurze. Pomagam przy projektach. Czasem muszę rozmawiać z radą nadzorczą, ale to nic ciekawego.
Emily prawie zakrztusiła się winem.
— Z… radą nadzorczą?
— Tak, — odpowiedziałam spokojnie. — Duża firma, sporo formalności.
Lukas chrząknął, a w pokoju zapadła cisza.
— Zresztą, może znasz okolice, w których mamy biuro, — dodałam po chwili. — Nasz francuski partner ma siedzibę w Nicei, na bulwarze Victora Hugo.
Emily wypuściła widelec z ręki.
— Partner?
— Helios Tech Group, — powiedziałam naturalnie. — Ja nadzoruję strategię dla rynku Unii Europejskiej.
Jej oczy rozszerzyły się. Lukas zasłonił twarz dłonią.
Po chwili milczenia Emily uśmiechnęła się wymuszenie.
— Chyba trochę cię nie doceniłam, Sofia.
— Zdarza się, — uśmiechnęłam się łagodnie. — Ale dobrze czasem się pomylić, prawda?
Od tej chwili siedziała cichsza. Nie chwaliła się już luksusami, tylko zaczęła dopytywać o moją pracę. A przy deserze… poprosiła mnie o przepis.
Gdy wyszliśmy, Lukas milczał. Dopiero w samochodzie odetchnął głęboko:
— Zrobiłaś to specjalnie, prawda?
— Nie, — odpowiedziałam spokojnie. — Po prostu byłam sobą.
Zaśmiał się pierwszy raz tego wieczoru.
— To była najlepsza kolacja w moim życiu.
— Dziwne, — mruknęłam. — Bo gotowała twoja siostra.



