W drodze do domu Elena czuła, że z każdym krokiem robi jej się lżej, choć w piersi tlił się chłodny ogień. Plan zaczynał nabierać kształtów. Nie zamierzała grać roli ofiary. Nie tym razem.
Kiedy wróciła, Marco był już w kuchni, gotował makaron, jakby nic się nie stało. Uśmiechnął się do niej, nalał jej kieliszek wina i zaczął opowiadać o „świetlanej przyszłości”, którą miał zapewnić nowy inwestor. Elena słuchała z łagodnym wyrazem twarzy, kiwała głową, ale w myślach wszystkie elementy układanki wskakiwały na swoje miejsce.
Następnego dnia wstała wcześnie. Zanim Marco się obudził, znów otworzyła laptopa i wysłała kilka krótkich, konkretnych wiadomości: do rodzinnego adwokata, zaufanego notariusza i księgowego, który pomagał im na początku działalności. Poprosiła o przygotowanie dokumentów wstrzymujących sprzedaż do czasu wyjaśnienia kwestii własności. Jednocześnie umówiła kolejne spotkanie z Antonio Ferreirą — tym razem bez Marco.
Podczas rozmowy przedstawiła dyrektorowi finansowemu pełną teczkę dowodów swoich inwestycji i wkładu w firmę: faktury, umowy, potwierdzenia. Antonio patrzył na nią uważnie, po czym powiedział:
— Jeśli to wszystko jest prawdziwe, pani mąż nie ma prawa sprzedać firmy bez pani pisemnej zgody.



