Clara stała jeszcze chwilę, patrząc wyzywająco na Marinę. W jej oczach była złość i poczucie wyższości, ale Marina ani drgnęła. Jej spojrzenie było twarde, głos spokojny, a sylwetka wyprostowana jak u kobiety, która dobrze zna swoją wartość.
— Za dużo sobie pozwalasz! – wybuchła Clara. – Jestem matką Michela, a ty… ty jesteś nikim!
— Naprawdę tak uważasz? – zapytała Marina chłodno. – A jednak to ja cię przyjmuję, częstuję herbatą i ciastkami. A ty odpłacasz mi pogardą i obelgami. Uważaj, Clara, bo zaczynasz przesadzać.
Clara prychnęła, poprawiła sweter i usiadła ciężko na krześle.
-->



