Klara powoli rozchyliła pierwszy list. Papier był pożółkły, pachniał stęchlizną i czymś niepokojąco znajomym, jakby przechowywał w sobie łzy sprzed wielu lat. Słowa, drżące, ale pełne pasji, uderzyły w nią jak grom:
„Droga Elżbieto,
nie mogę już żyć w kłamstwie. Powtarzasz mi, że chłopiec jest mój, ale w głębi duszy wiem, że to nieprawda. Jeśli Tomasz kiedykolwiek się dowie, wszystko runie. Nie wiem, jak długo jeszcze wytrzymam twoje milczenie…”
Serce Klary zaczęło bić gwałtownie. „Chłopiec”? Tomasz? Chłód przeszył jej ciało. Z drżącymi dłońmi sięgnęła po kolejny list, potem następny. Fragmenty zaczynały układać się w spójną całość: historia zakazanej miłości, skrywanego romansu Elżbiety z mężczyzną z miasteczka, lata przed narodzinami Tomasza.



