— Gdzie się szlajasz, wariatko? Stoimy pod drzwiami już od godziny! — krzyczała ciotka Elena. Niespodziewany telefon przerwał poranny spokój i zakłócił ciszę w sypialni.

Ana stała przy oknie, zaciskając telefon w dłoni, a serce waliło jej jak młot. Głos ciotki Eleny dudnił w uchu, tak samo donośnie jak pukanie do drzwi starego mieszkania w Wiedniu.

— Ciociu, przysięgam, nie ma mnie tam! — powiedziała prawie błagalnie. — Mieszkam w Lyonie, już ci mówiłam.

Po drugiej stronie zapadła cisza, przerywana tylko oddechem zdenerwowanej Eleny.

— Nie wmawiaj mi bajek! — wybuchła w końcu. — Słyszę w twoim głosie echo, jak z tamtego korytarza!

Ana zamilkła. To było absurdalne. Ale znała dobrze ciotkę: potrafiła sobie wmówić wszystko i potem traktować to jak pewnik.

Niespodziewane rozwiązanie
Ana usiadła na brzegu łóżka i zaczęła gorączkowo myśleć. Znała parę w Wiedniu, starszych sąsiadów, którzy wciąż mieszkali obok jej dawnego mieszkania. W pośpiechu wysłała im wiadomość na WhatsApp:
„Moi krewni stoją pod drzwiami i myślą, że ja tam mieszkam. Moglibyście im otworzyć i powiedzieć prawdę?”

Po pięciu minutach telefon znowu zadzwonił. Tym razem to była sąsiadka, pani Schneider.

— Aniu, spokojnie. Wyszedł mój mąż i wyjaśnił twojej ciotce, że już dawno się wyprowadziłaś. Była trochę w szoku.

Ana westchnęła z ulgą. Ale zaraz potem ekran znowu rozbłysł — ciotka Elena.

— Więc to prawda? — głos miała niższy, bardziej zmęczony. — Naprawdę tam nie mieszkasz?

— Tak, mówiłam ci. Lyon, nowe życie, nowa praca… Ciociu, nie ukrywam tego, po prostu nie chciałam kłótni.

Po chwili usłyszała westchnienie.

— Wiesz, Aniu… może ja czasem przesadzam. Chciałam cię zobaczyć, tęsknię. Ale chyba nie umiem inaczej niż wymagać i narzekać.

Punkt zwrotny
Ana poczuła, jak coś w niej mięknie. Cały gniew, strach i frustracja z ostatnich dni ustąpiły miejsca zmęczeniu i smutkowi.

— Ciociu, ja też tęsknię, — powiedziała ciszej. — Ale ja muszę iść swoją drogą. I nie mogę ciągle słuchać, że robię coś źle.

Zapadła cisza, a potem… śmiech. Krótki, gorzki, ale jednak śmiech.

— Masz rację. Zawsze chciałam być dla ciebie jak druga matka, a wyszło odwrotnie. Może powinnam się nauczyć wreszcie słuchać, a nie rozkazywać.

Ana uśmiechnęła się przez łzy.

— Spróbujmy od nowa? — zaproponowała. — Bez wizyt niespodzianek, tylko z telefonem, kiedy obie mamy czas i ochotę.

— Dobrze, Aniu. Spróbujmy.

Zakończenie
Po rozłączeniu Ana długo siedziała w ciszy. Za oknem Lyon budził się do życia, a ona miała wrażenie, że zrzuciła z ramion wielki ciężar. Wiedziała, że jej ciotka się łatwo nie zmieni, ale pierwszy krok został zrobiony.

Telefon zawibrował jeszcze raz. Krótka wiadomość:
„Przepraszam. Następnym razem zadzwonię wcześniej. Przytulam. — Elena”

Ana odłożyła telefon na stół i uśmiechnęła się do siebie. Może wreszcie zaczynało się coś nowego — nie tylko w Lyonie, ale i w rodzinie.

-->