W tamtej sali, ciężkiej od gęstej ciszy

W tamtej sali, ciężkiej od gęstej ciszy, każdy oddech odbijał się od grubych ścian jak echo. Ja, Veronica Lupu, ledwie utrzymywałam się prosto na krześle. Kolana miałam miękkie, a jednak jakaś nieznana siła trzymała mnie wyprostowaną. Mój wzrok wędrował raz na sędzię, raz na kartkę w jej dłoni — tam był cały prawdziwy świat mojego dziecka.

— „To jest zeznanie Paula, lat dziewięć, syna stron” — powiedziała sędzia głosem głębokim, lecz pewnym, takim, przed którym nie ma się gdzie schować.

Călin odchrząknął, jakby to była zwykła formalność, którą zaraz odhaczy. Oana zwilżyła usta koniuszkiem języka i położyła dłoń na jego przedramieniu — gest kobiety, która wierzy, że wygrała jeszcze zanim ogłoszono wynik.

Sędzia zaczęła czytać

-->