Mój brat przyprowadził kobietę do domu i ogłosił ją nową gospodynią. Ale szybko postawiłam ją na miejscu.
— Nie obchodzi mnie, co myślisz! To jest mój dom. Mój! A ty sprowadziłeś obcą kobietę i uznałeś, że teraz ona tu rządzi?!
— Sofia, nie krzycz, dziecko usłyszy… — Tomasz spojrzał na korytarz. — On wszystko rozumie.
— A kto w ogóle pytał go o zdanie? — Sofia wskazała na pokój, z którego dobiegały dźwięki bajek. — Kto pozwolił mu tu być? Uprzedziłeś mnie chociaż?
Izabela stała przy zlewie tyłem do nich, powoli wycierając filiżankę. Nie sprzeczała się, ale i nie odchodziła, jakby każde jej ruchy były przemyślane.
— Sofia, proszę, porozmawiajmy spokojnie… — zaczął Tomasz.
— Nie! — przerwała mu ostro. — Ty o nic nie prosisz. Ty milczysz, kiedy wszystko tutaj przewracają: moje rzeczy są wyrzucane, szafy przestawiane, moje ubrania zamieniane na ich! Tak rozwiązujesz problemy?
— Mówiłem ci, że i tak zostaną z nami, — mruknął. — To nie było nagłe.
— Powiedziałeś „na kilka dni”, — Sofia zacisnęła pięści. — A teraz ona rządzi jak u siebie! Uważasz to za normalne?
Izabela się odwróciła.
— Może przestańmy urządzać sceny w kuchni? Jesteśmy dorosłymi ludźmi. Jeśli masz pretensje, możemy je omówić spokojnie.
— Spokojnie? — Sofia gorzko się zaśmiała. — Weszłaś tutaj i zaczęłaś robić, co chciałaś. A ja mam milczeć?
— To twój brat wszystko zdecydował, — podniosła brew Izabela. — Czy uważasz, że sam nie potrafi podejmować decyzji?
Sofia spojrzała na Tomasza — on znów wbił wzrok w podłogę.
— Po prostu go wykorzystałaś, bo ma dach nad głową, — wyszeptała Sofia. — Tylko tyle.
— To już jest niegrzeczne, — odpowiedziała spokojnie Izabela. — Jeśli chcesz tu zostać, naucz się rozmawiać bez obrażania.
Zapadła ciężka cisza.
— Może powinnaś się wyprowadzić? — powiedział nagle Tomasz, nie podnosząc wzroku. — I tak jesteś wiecznie niezadowolona.
Sofia zamarła.
— Co powiedziałeś?
— Po prostu… jesteś cały czas zła. Może lepiej będzie ci osobno…
Sofia patrzyła na niego, jakby cały jej świat właśnie runął.
— Czyli wyrzucasz mnie z mojego mieszkania, Tomek?
— Nie wyrzucam… Ja tylko…
— Mama by cię nie poznała, — powiedziała cicho.
— Nie zaczynaj o mamie, — burknął.
— Kto się tobą opiekował? Kto kupował jedzenie, kiedy miesiącami nie miałeś pieniędzy? Ja? Czy ona?
— Nigdy o nic nie prosiłem…
— Oczywiście, zawsze milczysz. I pozwalasz innym robić wszystko za ciebie. A teraz znalazłeś kogoś, kto mnie zastąpi i myślisz, że się poddam?
— Dość, — wtrąciła się Izabela. — Nie musimy słuchać twoich histerii. Porozmawiamy, kiedy się uspokoisz.
Sofia chwyciła nagle swoją ulubioną filiżankę ze stołu — starą, z odpryskującym rysunkiem bzu — i z całej siły rzuciła ją do kosza na śmieci. Rozległ się głośny trzask…
Kontynuacja w pierwszym komentarzu pod zdjęciem ???



