Mój narzeczony odwołał nasze wesele. Przebaczyć czy się rozwieść? To pytanie nie daje mi spokoju

Nie płakałam. Wrzałam z gniewu! Mój chłopak nie przyszedł na własne wesele i wysłał mi SMS-a: „Nie mogę, radź sobie bez tego”. Bez czego? Bez wesela? Przez trzy miesiące wszystko starannie przygotowywaliśmy, a on teraz dopiero zrozumiał, że nie może?

Byliśmy razem przez 4 lata. Do Nowego Roku czekałam, czy zrobi mi oświadczyny. Ale nic. Tak samo do Urodzin. I do naszej 4. rocznicy. Potem zaczęłam dawać subtelne sygnały, ale on milczał. Wreszcie zapytałam go bezpośrednio.

Wtedy opowiedział mi o swoich żonatych znajomych, którzy po ślubie stali się nieszczęśliwi i przekonali go, by nigdy się nie żenić.

Wtedy przypomniałam mu, że wspólne życie trwa już dwa lata, które mieszkamy razem. Ale nie chciał nawet myśleć o takim kroku.

Wtedy zrozumiałam, że trzeba działać. Zaczęłam jeszcze bardziej dbać o siebie, czekałam na niego w domu z obiadem, w czystym mieszkaniu. Ale plan nie zadziałał. Wtedy zastosowałam podstęp – pewnego dnia mój chłopak zastał mnie z łzami w oczach nad magazynem.

Zaczęłam mówić, że nigdy nie będę przymierzać tak pięknej sukni panny młodej. Na co mój chłopak zaproponował mi pójście do salonu ślubnego.

Wtedy postanowiłam poruszyć temat dzieci. On bardzo ich pragnął. A ja odmówiłam mu, mówiąc, że dzieci powinny rodzić się w małżeństwie. I to zadziałało – miesiąc później powiedziałam to upragnione „tak”.

Jego przyjaciele żartowali sobie z niego, że za chwilę będzie żałować i to jego najgorsza decyzja. Byłam na nich wściekła, bo rozumiałam, że trzeba działać szybko, zanim się rozmyśli. A on bał się jeszcze bardziej.

Jak zawsze, tradycyjnie, przed ślubem spędziliśmy noc osobno. Pojechałam do mamy. Ale rano, stojąc w sukni, z fryzurą i makijażem, dostałam tego SMS-a. Natychmiast mu odpowiedziałam, że to normalne, że się stresuje, ale przejdziemy przez to razem i wszystko będzie dobrze. Nie odpowiadał i nie odbierał telefonu. Potem napisał, że nie przyjdzie i nie odejmie w Urzędzie Stanu Cywilnego, jeśli ja się pojawię. Dzwoniłam do ludzi i odwołałam wesele, płakałam.

Płakałam i piłam. I tak cały dzień. Moje przyjaciółki i mama ledwie mnie uspokoiły, i zasnęłam. Rano obudziłam się, a sukni już nie było, nikt o tym nie wspominał, nikt z rodziny nie pisał.

Długo dochodziłam do siebie, ale mama była przy mnie. Po dwóch dniach przyszedł ON. Mój narzeczony lub już były narzeczony. Stał na kolanach i prosił o wybaczenie, prosił, żeby być razem. Mówił, że ślubu nie będzie, ale mnie kocha i chce, żeby wszystko wróciło do normy. A ja miała w sobie złość i ból.

Po prostu stałam cicho i patrzyłam na niego. A potem wręczyłam mu pierścionek i zrobiłam krok do tyłu, zamykając mu drzwi przed nosem.

Teraz jestem zła i go nienawidzę, ale czy jestem gotowa się rozwieść? Czy warto mu w ogóle wybaczyć po tym wszystkim? Czy będziemy mogli żyć razem jak wcześniej, patrząc na to, że porzucił mnie w dniu własnego ślubu…

Wiele osób dzieli się z nami swoimi historiami, aby dowiedzieć się, co inni o tym myślą. Jeśli masz swoją opinię lub sugestię dotyczącą tej historii, proszę napisz ją w komentarzach na Facebooku.    

-->