Zabrałam męża i syna, po czym wyszłam z domu rodziców. Potem już nigdy więcej nie rozmawialiśmy.

Byłam najstarszym dzieckiem z czwórki rodzeństwa. Jak to często bywa w takich rodzinach, zajmowałam się młodszym rodzeństwem, gotowałam dla nich, pomagałam w lekcjach, a czasem nawet chodziłam na wywiadówki. Moi rodzice nie dbali o mnie, po prostu dyktowali mi, jak mam żyć, kogo kochać, co robić i tak dalej.

Bardzo dużo płakałam z wyczerpania, a ojciec jeszcze za to na mnie krzyczał. Na każdym kroku podcinali mi skrzydła. Oczywiście nie miałam przyjaciół, bo zwyczajnie nie miałam czasu, żeby się z kimś spotykać, grać w gry, czy chodzić w jakiekolwiek miejsca.

Moją ostatnią nadzieją było dostanie się na studia w innym mieście, ale i tu rodzice zdecydowali za mnie. Kazali mi złożyć dokumenty do szkoły kulinarnej, żebym mogła „gotować dla całej rodziny”.

Równolegle z nauką pracowałam w restauracji jako pomocnik kucharza. Ojciec namawiał mnie, żebym kradła stamtąd jedzenie, a kiedy nie chciałam tego robić, zmuszał mnie, żebym chociaż podjadała w pracy. Zawsze zabierał moje wynagrodzenie, a matka nigdy się temu nie przeciwstawiła.

Kiedy dostałam kolejną wypłatę, wsiadłam do pierwszego pociągu, tak jak stałam, bez niczego, tylko dokumenty i kilka złotych w kieszeni. Chciałam uciec od piekła, w którym się wychowałam. Znalazłam się w małym miasteczku, gdzie znalazłam miejsce do spania za symboliczną kwotę.

Mieszkałam z miłą starszą panią, która nie chciała brać ode mnie pieniędzy, oczekiwała jedynie pomocy w domu i w robieniu zakupów – nie był to dla mnie problem. W ciągu miesiąca znalazłam pracę w lokalnej restauracji, na początku zmywałam naczynia, ale potem zauważono mój talent i zaczęłam pracować jako kucharka.

Po roku mieszkania tam poznałam mojego przyszłego męża, Marcela. Był skromnym, ale bardzo ambitnym facetem z wielką perspektywą. Rodzice ani razu nie próbowali się ze mną skontaktować, a ja o swoje dziecko walczyłabym z całym światem.

Nasz syn Iwan był Andriejem. W tym czasie nie mogłem już dłużej odkładać ojców na później. Czy nie mieli prostego instynktu ojcowskiego? Czy nawet nie pomyśleli o mnie jako o osobie? Marcel wiedział o mnie wszystko. Jakoś całą noc spędziliśmy w kuchni.

Rozmawialiśmy o moich rodzicach, a on zachęcał mnie do spotkania z nimi. Dwa dni później kupiłam prezenty dla wszystkich i całą naszą rodziną wyjechaliśmy do mojego rodzinnego miasta. Kiedy znalazłam się przed domem rodzinnym, kolana mi się ugięły, ale Marcel był przy mnie, służąc jako wsparcie. Weszłam do domu, a za mną Marcel i Tymek.

Moi rodzice nie zwracali uwagi ani na mojego męża, ani syna, zaczęli na mnie krzyczeć, że jestem niewdzięczna i nie pomagam im w żaden sposób. Zobaczyłam, że jeden z moich braci siedzi na wózku inwalidzkim.

Od sąsiadów dowiedziałem się później, że moi bracia mieli wypadek samochodowy, a siostra się wyprowadziła. Możecie mnie winić, ale wzięłam wszystkie prezenty i skierowałem się do wyjścia, starając się nie patrzeć na rodziców. Potem już nigdy więcej nie rozmawialiśmy.

Wiele osób dzieli się z nami swoimi historiami, aby dowiedzieć się, co inni o tym myślą. Jeśli masz swoją opinię lub sugestię dotyczącą tej historii, proszę napisz ją w komentarzach na Facebooku.    

-->