Strażak, który po chwili był na miejscu wypadku syna Sylwii Peretti, zabrał głos: “Widziałem niejeden wypadek, ale w tej skali, jeszcze nie”

Wypadek, do którego doszło w Krakowie odbił się głośnym echem. Zaskakujące jest nie tylko to, z jaką prędkością poruszało się auto, ale też to, że na miejscu zginęli i kierowca, i trzech pasażerów. Nie pomogła natychmiastowa reakcja straży pożarnej.

Sylwia Peretti straciła syna. 24-letni Patryk zginął w wypadku samochodowym w nocy z 14 na 15 lipca. O zajściu jest głośno w mediach nie tylko dlatego, że jedną z ofiar jest syn celebrytki. Sami strażacy przyznają, że rzadko kiedy są świadkami tak drastycznych wypadków na drodze.

Wyjazdy do wypadków to nasza praca codzienna. Tu jednak od początku wiedzieliśmy, że samochód wypadł z jezdni, leży na dachu i nikt z niego nie wychodzi. W takich sytuacjach trzeba spodziewać się wszystkiego – przekazał Wirtualnej Polsce mł. kpt. Hubert Ciepły.

Chłopcy zadziałali bardzo dobrze. To była noc, centrum, ale na miejscu byliśmy już po czterech minutach – podkreślił.

Syn Sylwii Peretti nie żyje

Kierujący stracił panowanie nad autem, po czym pojazd uderzył w sygnalizację świetlną i lampę uliczną. Następnie samochód dachował na bulwar Czerwieński i walnął w betonowy murek. Kierowca i trzech pasażerów zginęło na miejscu. Wszyscy mieli od 20 do 24 lat.

Strażacy byli na miejscu już po kilku minutach. Akcję ratunkową utrudniał jednak fakt, że było ciemno i do auta nie dało się dojechać. Musieli więc pieszo dostać się do pojazdu, niosąc potrzebny sprzęt. Już otrzymując zgłoszenie, wiedzieli, że z poturbowanego auta nie wychodził żaden człowiek. W takich sytuacjach można spodziewać się najgorszego.

Sylwia Peretti już wcześniej drżała o syna

To się zdarza naprawdę rzadko, że na miejscu giną cztery osoby. Widziałem niejeden poważny wypadek drogowy, ale w tej skali, osobiście w trakcie mojej pracy, jeszcze nie – mówił w rozmowie z Wirtualną Polską rzecznik małopolskiej straży pożarnej.

Bezpośrednią przyczyną tragedii mogło być przekroczenie dozwolonej prędkości. Auto jechało z prędkością 140 km/h, podczas gdy w mieście nie powinno przekraczać się 50 km/h. Co więcej, w miejscu, gdzie doszło do wypadku, były prowadzone roboty drogowe, dlatego ograniczenie prędkości było jeszcze wyższe i wynosiło 40 km/h.

Sylwia Peretti nie zabrała jeszcze głosu po śmierci syna. Internauci przypomnieli za to jej archiwalny wywiad, w którym przyznała, że Patryk zamiast wyszaleć się na torze wyścigowym, “śmiga po mieście”. Celebrytka nie ukrywa, że w przeszłości popełniała podobne błędy, a prawo jazdy straciła, mając prawie 100 (!) punktów karnych.

Strażak, który po chwili był na miejscu wypadku syna Sylwii Peretti, zabrał głos: "Widziałem niejeden wypadek, ale w tej skali, jeszcze nie"
Sylwia Peretti z synem (Instagram)
Strażak, który po chwili był na miejscu wypadku syna Sylwii Peretti, zabrał głos: "Widziałem niejeden wypadek, ale w tej skali, jeszcze nie"
Sylwia Peretti z synem (Instagram)
Wiele osób dzieli się z nami swoimi historiami, aby dowiedzieć się, co inni o tym myślą. Jeśli masz swoją opinię lub sugestię dotyczącą tej historii, proszę napisz ją w komentarzach na Facebooku.    

-->