„Mąż odszedł do młodszej, ale ja nie pozostałam mu dłużna. Odpłaciłam mu się wyczyszczonym do zera kontem”

„Nie ukrywam, że mam ogromną satysfakcję, że udało mi się wreszcie zemścić na Stefanie. Odebrałam mu to, na czym zawsze najbardziej mu zależało. Pieniądze, dzięki którym miał władzę i wpływy”.

Ciekawe, czy Kamila dalej będzie tak chętna na romans z moim mężem, gdy zorientuje się, że jego oszczędności odpłynęły w siną dal, a doskonale niegdyś prosperujący biznes chyli się ku upadkowi?

Nie ukrywam, że mam ogromną satysfakcję, że udało mi się wreszcie zemścić na Stefanie. Odebrałam mu to, na czym zawsze najbardziej mu zależało. Pieniądze, dzięki którym miał władzę i wpływy.

Byliśmy małżeństwem ponad 30 lat

Małżeństwem byliśmy już ponad 30 lat.  Pobraliśmy się w wieku 24 lat – tuż po obronie dyplomu. Wydawało mi się, że to miłość od pierwszego wejrzenia, a Stefan jest moją przysłowiową drugą połówką jabłka, którą udało mi się odnaleźć w wielkim i nieprzyjaznym świecie. Czy tak było faktycznie? A gdzie tam. Ot, zaślepienie młodej, naiwnej i pełnej ideałów dziewczyny.

– Teraz przejrzałam na oczy. Stefan po prostu uznał, że jestem dobrą partią. Byłam młoda, całkiem ładna, a przede wszystkim pochodziłam z dość dobrze sytuowanej rodziny – tłumaczyłam ostatnio mojej przyjaciółce Iwonie, która pomogła mi zrealizować mój niecny plan zemsty.

– Tak, w końcu to twój ojciec pomógł wam rozkręcić pierwszy biznes. Bez jego pieniędzy i kontaktów jeszcze długo borykalibyście się z życiem. Raczej trudno byłoby wam od razu podbić rynek i założyć sieć doskonale prosperujących salonów samochodowych – Iwona była ze mną zgodna.

Wspólnie rozkręcaliśmy biznes od zera

Z mężem zaczynaliśmy od sprowadzania części zamiennych z Niemiec. To był początek lat 90-tych, gdy polski rynek powoli zaczęły zalewać używane auta sprowadzane na potęgę od naszych zachodnich sąsiadów. Coraz więcej ludzi marzyło o czymś większym i wygodniejszym niż wszechobecne fiaty 126p, czyli słynne maluchy.

A że bezrobocie w kraju szalało i przeciętnemu człowiekowi trudno było związać koniec z końcem, nikt nie myślał o  zakupach prosto z salonu. Wtedy sprowadzało się na potęgę 20-letnie lub nawet starsze BMW i Volkswageny, które w Niemczech często były przeznaczane na złom, a u nas uchodziły za prawdziwe cuda techniki.

Mój ojciec prowadził warsztat mechaniczny. Nie jakiś ogromny, ale był prawdziwym pasjonatem dłubania w silnikach, dlatego na klientów i zarobki nie narzekał.

– A może tak córcia zaczniecie sprowadzać używane części. Zapotrzebowanie cały czas rośnie, a ten twój Stefan ma dryg do samochodów. Na ciepłej posadce podrzędnego urzędnika raczej się nie dorobicie – przekonywał mnie, a my zaryzykowaliśmy.

Początki to były samodzielne wyjazdy na niemieckie giełdy i złomowiska. Z czasem zarejestrowaliśmy działalność i zaczęliśmy zarabiać naprawdę duże pieniądze. Wtedy wydawało mi się, że wygrałam los na loterii. Mieliśmy dobrze prosperującą firmę, szybko zbudowaliśmy elegancki dom na przedmieściach naszego powiatowego miasteczka i zaczęliśmy uchodzić ze jednych z najbogatszych ludzi w okolicy.

Nie nawiązałam więzi z dziećmi

W pierwszej ciąży praktycznie niemal do końca siedziałam w biurze, gdzie odbierałam telefony, umawiałam dostawców i negocjowałam umowy z klientami. Wydawało mi się, że to wszystko robię dla naszej rodziny.

Gdy urodził mi się Michał, szybko zatrudniłam nianię, która wspierała moją mamę w opiece nad wnukiem i wróciłam do pracy. Kolejną ciążę również spędziłam bardzo pracowicie.

– Czy ty, aby córeczko nie przesadzasz? Michał jest mały, Ania ma ledwie 3 miesiące, a ty już chcesz wrócić do pracy? Przecież Stefan dopilnuje biznesu. Musisz tyle pracować? – mama nie była zadowolona z mojej decyzji.

– Chcę zapewnić naszym dzieciom wszystko, co najlepsze. A widzisz, że czasy są niepewne, cały czas zmiany na rynku. Sprowadzanie części powoli przestaje być opłacalne. Teraz myślimy o założeniu salonu samochodowego. Polaków zaczyna być stać na nowe auta – tłumaczyłam jej.

– Rób, jak uważasz. Ale ja sądzę, że powinnaś nieco przystopować. Ten czas już nie wróci, a teraz dzieci powinny mieć mamę obok siebie. Nie zauważyłaś, że Michaś wyciąga ręce w moją stronę, a ciebie traktuje niemal jak obcą? – powiedziała niemal ze złością. – Zastanów się, czy warto.

– Warto, warto. W zamian będzie miał wszystko, co najlepsze – odpowiedziałam i poszłam do łazienki szykować się na ważne spotkanie handlowe.

Teraz wiem, że mama miała rację

Oboje ze Stefanem zatraciliśmy się w pracy. Zarabianie pieniędzy stało się naszym sposobem na życie, a dzieci stanowiły jedynie dodatek. Ani ja, ani on nie zbudowaliśmy z nimi większej więzi. Teraz są dorosłe i żyją własnymi sprawami, a ja żałuję, że tak naprawdę przegapiłam ich dzieciństwo. Ostatnio Ania otwarcie powiedziała mi, że chce być inną matką niż ja.

– Idę na urlop macierzyński i być może nie wrócę przez kilka kolejnych lat do pracy. Tomek zarabia przyzwoicie, mamy duże mieszkanie. Wolę poświęcić czas córce, żeby miała wspomnienia z dzieciństwa inne niż ciągłe czekanie na wiecznie zajętą mamę – jej słowa naprawdę ubodły mnie w serce, ale doskonale wiem, że ma rację.

Dałam jej i jej bratu doskonałe wykształcenie, prywatne kursy językowe, mnóstwo dodatkowych zajęć, dobre studia, mieszkanie i duże wsparcie finansowe na start w dorosłość. Nie dostała jednak naszego ciepła, uwagi i zwyczajnych rodzinnych chwil, które po latach wspomina się z sentymentem.

– To był mój błąd. W domu rozmawialiśmy prawie wyłącznie o firmie, rozwoju i kolejnych inwestycjach. Dziecięce problemy wydawały się nam nieważne na tle kolejnego kontraktu do podpisania – tłumaczyłam Iwonie przy kieliszku wina.

– Starałaś się. Chciałaś, żeby dzieci miały wszystko, czego potrzebują. Zresztą twój mąż nigdy za bardzo ci nie pomagał. Musiałaś nauczyć się przy nim, by być twardą – przyjaciółka zawsze stara się mnie pocieszyć.

Stefan zaczął mnie zdradzać

Rzeczywiście. Wbrew pozorom i obrazkom szczęśliwego małżeństwa budowanym na potrzeby otoczenia, ze Stefanem nigdy nie miałam łatwo. Gdy tylko dorobiliśmy się dużych pieniędzy, zauważyłam, że przestaję wystarczać mojemu mężowi. Przez lata cała firma aż huczała, że pan prezes lubuje się w młodych i zgrabnych blondynkach z dużym biustem, które konsekwentnie zatrudnia na swoje asystentki.

Dlaczego przymykałam na to oko? Nie wiem. Chyba długo nie chciałam w to wierzyć. Wydawało mi się, że to jedynie plotki rozsiewane przez ludzi, którzy zwyczajnie zazdroszczą nam sukcesu. Kolejne delegacje, weekendowe szkolenia czy kilkudniowe wyjazdy na negocjacje handlowe w towarzystwie Kasi, Asi, Basi, Zosi i nie wiadomo kogo jeszcze tłumaczyłam koniecznością robienia interesów.

– Na tym to wszystko polega. Trudno rozwijać ogólnopolską sieć salonów samochodowych nie opuszczając własnego domu czy miasta – powiedziałam kiedyś ze złością mamie, która próbowała otworzyć mi oczy i pokazać, że Stefan jawnie mnie zdradza.

– Dziecko, ja już mam swoje lata i doskonale wiem, co się dzieje. Agnieszka, przecież całe miasto aż huczy o zamiłowaniu Stefana do młodych kobiet. Wiem, że to brutalnie zabrzmi, ale ponoć nie odpuści żadnej młodej dziewczynie, która pojawia się w jego sekretariacie – mówiła. – Czy ty już zupełnie nic nie widzisz? Zrób z tym porządek! Jakby ojciec żył, na pewno nie pozwoliłby na coś takiego – dodała.

Mąż odszedł do młodszej

Kiedy wreszcie przejrzałam na oczy? O wiele, wiele lat za późno. Pewnego dnia Stefan po prostu się spakował i zwyczajnie odszedł z domu.

– Poznałem kogoś. Kamila jest cudowna i wreszcie czuję, że trafiłem na kobietę swojego życia. Ona już nie chce być tą drugą, a ja mam dość ciągnięcia tej naszej farsy. Już od lat nic nas nie łączy – powiedział, zbierając swoje rzeczy.

– Przecież jesteśmy rodziną, mamy dom, firmę – udało mi się jedynie wydukać.

– Daj spokój. Dzieci już dawno na swoim, a my tylko się mijamy w salonie.  Możesz na razie zostać w domu, a potem pomyślimy, co z nim zrobić. Pewnie sprzedamy i podzielimy się pieniędzmi – dodał zatrzaskując za sobą drzwi i zmierzając w stronę naszego garażu.

Kamila była studentką zatrudnioną do działu marketingu. Wysoka brunetka z długimi tipsami i makijażem, którego nie powstydziłaby się gwiazda sceny. Do tego obwieszona drogą biżuterię i szpanująca torebkami z metkami znanych projektantów. No tak, to stąd zwyczajna pracownica, nie zarabiająca kokosów, miała pieniądze na wszystkie te ubrania, kosmetyki i drogie gadżety. Od mojego męża.

Zaplanowałam słodką zemstę

Wtedy coś jakby we mnie wstąpiło. Spędziłam całe życie, żeby rozwijać naszą firmę i budować rodzinę, a ten nie dość, że od lat mną poniewiera, zdradzając na lewo i prawo, to teraz bezczelnie mówi, że spotkał kobietę swojego życia. Jasne, już wierzę, że młodziutka laska zapałała uczuciem do mężczyzny, który spokojnie mógłby być niemal jej dziadkiem.

Wiem, że to nie wygląd przesądza o wartości człowieka, ale Stefan w ostatnich latach bardzo się podstarzał. Wyraźne zakola, piwny brzuszek i zmarszczki na czole były doskonale widoczne nawet na tle drogich garniturów, ręcznie robionych butów i gadżetów, do których miał zamiłowanie niczym rozpieszczony nastolatek.

Czarę goryczy przelał telefon od męża, który stwierdził, że wszystko zawdzięczam jemu.

– Przecież ty nie założyłabyś salonów samochodowych. Jasne, pałętałaś się po biurze, ale to były zadania, które mogłaby robić każda przeciętna sekretarka za najniższą krajową. Cały sukces to moja zasługa, dlatego powinnaś się cieszyć, że jestem uczciwy i chcę oddać ci połowę domu. Nawet dopłacę, żebyś mogła żyć na niezłym poziomie, bo jesteś matką moich dzieci – powiedział z arogancją w głosie.

To właśnie wtedy postanowiłam się na nim zemścić. A jak to mogłam zrobić? Oczywiście, odbierając mu to, co kocha najbardziej. Nie, jasne, że nie Kamilę. Ona szybko mu się znudzi i poszuka sobie młodszej lub ładniejszej. Chodzi o pieniądze. To one są dla niego najważniejsze i dzięki nim może podrywać kolejne głupiutkie dziewczyny.

Wyczyściłam wszystkie konta do 0 i zaciągnęłam kredyt pod zastaw firmy
Stefan zapomniał o pewnym szczególe. Pierwszą firmę pomógł nam założyć mój ojciec, który bardzo nalegał na to, aby była zapisana na mnie. Z czasem nasza działalność bardzo się rozrosła i zmieniła, ale to nadal ja oficjalnie byłam jej główną właścicielką, a on jedynie pełnomocnikiem.

– Teraz wykorzystam swoją przewagę. Koniec z traktowaniem mnie jak starej głupiej żony, którą mogłaby zastąpić każda sekretarka – mówiłam do mojej przyjaciółki. – Stefan pożałuje, że nie docenił przeciwnika.

– Tak, pomogę ci. Twój mąż zasłużył na słodką zemstę. Za lata zdrad, o których wszyscy wiedzieli i wytykali cię za plecami palcami. Nigdy ci tego nie mówiłam, ale już nie mogłam znieść, że pozwalasz się tak traktować – Iwona była równie zacięta jak ja.

I co zrobiłam? Skorzystałam z czasu, gdy mój mąż był zajęty romansowaniem ze swoją młodą dziunią. Wyczyściłam wszystkie firmowe konta. Powypłacałam pieniądze, resztę przelałam na  rachunki otworzone w rajach podatkowych. Do tego zaciągnęłam ogromny kredyt pod zastaw naszego salonu, a pieniądze z niego również przelałam na moje ukryte konto.

Teraz pławię się w luksusie

Wyjechałam na długie wakacje, a Stefan niech mnie szuka. Adres ma tylko Iwona. Z dziećmi i wnukami niedługo się skontaktuję, ale jeszcze muszę poczekać. Teraz mogliby stanąć po stronie ojca. Mężowi został dom, samochody i mnóstwo prywatnych rzeczy. Tylko, że niedługo komornik powinien wejść mu i na ten majątek. Czy mam wyrzuty sumienia? A gdzie tam, należało mu się.

Przecież na pewno coś mu zostanie. Spokojnie może przejść na emeryturę i być szczęśliwy ze swoją nową miłością. Tylko czy Kamila z nim zostanie, gdy dowie się, że jej partner jest spłukany? Szczerze w to wątpię.

Wiele osób dzieli się z nami swoimi historiami, aby dowiedzieć się, co inni o tym myślą. Jeśli masz swoją opinię lub sugestię dotyczącą tej historii, proszę napisz ją w komentarzach na Facebooku.    

-->