„Byłam pijana i zdradziłam męża na jego imprezie firmowej. Gdybym wtedy wiedziała to, co wiem teraz”

„Wiem tylko, że obudziłam się w obcym łóżku obok mężczyzny, którego w ogóle nie znałam. To był dla mnie szok. Nigdy wcześniej nie zdradziłam Maćka i na pewno nie zrobiłabym tego świadomie”.

Spędziłam cztery godziny w galerii handlowej, teraz padam z nóg. Marzę tylko o tym, żeby przysiąść gdzieś i odpocząć. Na szczęście w cukierni na półpiętrze właśnie zwalnia się stolik, dopadam go
z westchnieniem ulgi. Po chwili kelnerka stawia przede mną filiżankę z kawą i wuzetkę. W myślach robię przegląd zakupów: dla mamy perfumy, dla ojca książka, dla córki dres i pluszowy miś.

Do kupienia został mi ostatni prezent, wyjątkowy… Rok temu nie miałam podobnego dylematu. Ale też w ogóle mnie nie cieszyły przygotowania do świąt. Po raz pierwszy miałam je spędzić bez Maćka.

Byłam wtedy pijana, nic nie pamiętam

Tworzyliśmy udane, kochające się małżeństwo. Wszystko zmieniła jedna sprzeczka – nawet nie pamiętam już o co. Doszło do niej na imprezie karnawałowej organizowanej przez firmę, w której pracował mąż. Obrażony postanowił wrócić do domu.

– Nie wygłupiaj się – zaprotestowałam. – Przecież zabawa dopiero się rozkręca.
– Jak chcesz, to możesz zostać – wzruszył ramionami.
–  A żebyś wiedział, że zostanę – krzyknęłam za nim, po czym ruszyłam do baru.
Musiałam sporo wypić, bo niewiele pamiętam z tamtego wieczoru. Wiem tylko, że obudziłam się w obcym łóżku obok mężczyzny, którego w ogóle nie znałam. To był dla mnie szok. Nigdy wcześniej nie zdradziłam Maćka i na pewno nie zrobiłabym tego świadomie. Ale stało się. Ubrałam się czym prędzej i po prostu uciekłam. Świtało.

W domu długo płakałam, stojąc pod prysznicem i próbując zmyć z siebie brud ostatniej nocy.
Położyłam się w pokoju córki, bo czułam się niegodna spać w jednym łóżku z mężem, którego właśnie zdradziłam.

Gdy wstałam, już go nie było. Na szczęście, bo nie zniosłabym jego spojrzenia. Przez cały dzień zastanawiałam się, co mu powiedzieć. I jak to zrobić. A może lepiej w ogóle nic nie mówić?
Wrócił do domu późno i bez słowa zaczął się pakować.
– Co ty wyprawiasz? – wykrztusiłam przez zaciśnięte gardło.
– Nie udawaj – rzucił, nawet na mnie nie patrząc. – Cała firma trąbi tylko o tym, co robiłaś wczoraj na imprezie.

Stałam jak skamieniała, patrząc na męża wrzucającego do walizki koszule, krawaty, bieliznę. Wreszcie zdobyłam się na odwagę, podeszłam do niego i wyszeptałam przez łzy:
– Porozmawiajmy.
– Co mi chcesz powiedzieć? – spojrzał na mnie zimno. – Że to wszystko nieprawda? Nieprawda, że się upiłaś, że pozwalałaś Krzyśkowi, żeby cię obmacywał w tańcu i że potem razem wyszliście? No powiedz! Nieprawda?!
Jego krzyk musiał obudzić Hanię, bo usłyszałam jej płacz.

– Nigdzie nie idź – poprosiłam. – Zaraz wracam.
Jednak zanim udało mi się uspokoić córkę, trzasnęły drzwi. Wybiegłam na klatkę schodową, wołając histerycznie:
– Maciek! Maciek! Nie zostawiaj nas! Wybacz mi!

Oprzytomniałam dopiero na widok przerażonej Hani, stojącej boso na lodowatej podłodze.
Wiele razy próbowałam potem kontaktować się z Maćkiem – bezskutecznie. Nie odbierał moich telefonów, nie odpowiadał na SMS-y ani maile. Dowiedziałam się, że zwolnił się z pracy i wyjechał do brata do Łodzi.

Raz w tygodniu odwiedzał Hanię, ale nie zgadzał się, abym uczestniczyła w tych spotkaniach. Oczywiście czasem rozmawialiśmy, były to jednak wyłącznie konkretne ustalenia dotyczące małej, alimentów czy spraw urzędowych. Kiedy zaczynałam mówić o nas, Maciek natychmiast ucinał temat.
Bardzo pomogło mi wtedy wsparcie rodziców. Tylko dzięki nim nie załamałam się.

We wrześniu Hania poszła do przedszkola, a ja wróciłam do pracy. O Maćku nie przestałam myśleć, lecz musiałam jakoś poukładać sobie życie na nowo.

Dostałam drugą szansę

Mijały miesiące, zbliżały się święta Bożego Narodzenia. Najchętniej w ogóle bym ich nie organizowała, nie mogłam jednak pozbawiać Hani radości związanej z choinką, śpiewaniem kolęd, wypatrywaniem pierwszej gwiazdki na niebie i Mikołaja.

Na wigilijnym stole, jak każe tradycja, zostawiłam jedno nakrycie dla niespodziewanego gościa. W głębi duszy miałam oczywiście nadzieję, że tym gościem będzie mój mąż. Przecież święta to czas cudów.
Kończyliśmy już wigilijną kolację, kiedy nagle rozległ się dzwonek do drzwi.
– Czyżby to był święty Mikołaj? – zażartowała moja mama.
– Mikołaj! – Hania zeskoczyła z krzesła i pognała do drzwi.
– Kochanie, wiesz, że nie wolno ci nikomu otwierać – krzyknęłam ostrzegawczo, czym prędzej ruszając za córeczką.
To rzeczywiście był Mikołaj. Miał białą brodę z waty, wielką czapę i długi czerwony płaszcz.
– Czy są tu jakieś grzeczne dzieci? – zahuczał dobrotliwie.
– Ja jestem grzeczna – pisnęła mała, na wszelki wypadek chowając się za mną.
– Ho, ho, ho! Przyniosłem dla ciebie prezent.
Podał Hani pudełko ozdobione wielką różową kokardą.

– Zostań – poprosiłam Mikołaja, kiedy podekscytowana córka zniknęła z babcią w pokoju.
Maciek chwilę milczał, jakby się nad czymś zastanawiał. A potem odezwał się ciepłym, wzruszonym tonem, którego nie słyszałam od miesięcy:
– Spróbuję.
Minione święta były najpiękniejszymi w moim życiu. Dostałam wtedy zupełnie wyjątkowy prezent: drugą szansę.

– Przedświąteczne zakupy? – ze wspomnień wyrywa mnie znajomy kobiecy głos.
To Martyna, koleżanka Maćka z jego byłej pracy. Uśmiecham się niepewnie. Nie widziałyśmy się ponad półtora roku, to znaczy od tamtej…  tamtej koszmarnej imprezy.
– Mogę się przysiąść? – pyta i nie czekając na odpowiedź, siada naprzeciwko mnie. – Dobrze wyglądasz. Co tam u Maćka? Podobno pracuje u konkurencji.

– Tak – odpowiadam zdawkowo. – U nas wszystko dobrze.
– Posłuchaj, Lidka – Martyna poważnieje. – Dobrze, że cię widzę, bo… – milknie, jakby szukała odpowiednich słów. – Powinnam ci to wcześniej powiedzieć.
– Co takiego? – czuję, że robi mi się gorąco.
– O tej historii. No wiesz, wtedy na imprezie.
– Nie chcę o tym rozmawiać – podrywam się z krzesła.
– Poczekaj! – chwyta mnie za rękaw płaszcza. – Wtedy do niczego nie doszło. No wiesz, między tobą a Krzyśkiem.
Robi mi się słabo. Opadam na krzesło, aby się nie przewrócić.
– Po nowym roku szef z B-1 odchodził na emeryturę – opowiada Martyna. – Było dwóch kandydatów na jego miejsce, Maciek i Krzysiek. Krzyśkowi bardzo zależało na tym awansie i kombinował, jak by tu podłożyć Maćkowi świnię…

A więc to wszystko ukartował Krzysiek

Konkurent mojego męża, będąc świadkiem naszej kłótni, wymyślił chytry plan. Upił mnie (co nie było trudne), a potem zaczął podrywać. Robił to wyjątkowo nachalnie, pilnując, by mieć jak najwięcej widzów. Gdy niemal usnęłam, zaciągnął mnie do taksówki i zawiózł do siebie. A następnego dnia zadbał o to, żeby wiadomość, z kim spędziłam noc, dotarła do mojego męża.

Upokorzony Maciek niemal natychmiast się zwolnił, ustępując pola Krzyśkowi.
– Intryga intrygą, ale to nie zmienia faktu, że byłam wtedy u niego i nic nie pamiętam.
– Nic się nie wydarzyło – upiera się Martyna. – Znam Krzyśka jeszcze ze studiów i wiem, że mi ufa. Kiedyś w przypływie szczerości opowiedział mi o tamtej akcji. Kiedy kładł cię do łóżka, mamrotałaś, że chcesz wracać do domu, do męża. Musiał się nieźle nagimnastykować, żeby rozebrać cię przynajmniej do bielizny. Poza tym – wybacz szczerość – ale, jak powiedział, on nie lubi takich szkieletów jak ty.
Jeszcze nigdy krytyczna uwaga o moim wyglądzie nie sprawiła mi takiej przyjemności.

Rozstajemy się w dobrych humorach. Nie mam prezentu dla męża, ale wiem, co ode mnie dostanie. Prawdę.

Wiele osób dzieli się z nami swoimi historiami, aby dowiedzieć się, co inni o tym myślą. Jeśli masz swoją opinię lub sugestię dotyczącą tej historii, proszę napisz ją w komentarzach na Facebooku.    

-->