„Noszę za synem plecak i wyręczam go we wszystkich obowiązkach. Jeszcze się w życiu napracuje”

– Już teraz siedzę godzinami nad lekcjami, prowadzam synka pod samą klasę, bo ma tak ciężki plecak, że ze strachem myślę o jego kręgosłupie, a po lekcjach stoję w szatni i pilnuję, żeby mu ktoś krzywdy nie zrobił. W młodszych klasach byli inni rodzice, a teraz wyobraź sobie, że nikt już nie przychodzi po dzieci! Przecież oni mają dopiero dziesięć lat! Co za nieodpowiedzialność! – dziwiłam się.
– Ty też powinnaś już dać Piotrkowi trochę luzu. Za chwilę zaczną się z niego śmiać, że jest maminsynkiem… – stwierdziła koleżanka.
– Był już taki jeden, co próbował się naśmiewać, ale wytargałam go za ucho i przestał. Co prawda potem jego mamuśka zadzwoniła do mnie z pretensjami, ale się tym nie przejęłam. Niech lepiej wychowuje syna, głupia baba! Tacy są teraz ludzie. Gonią za pieniądzem, pracują całymi dniami, a potem nagle dziwią się, że ich dziecko jest niegrzeczne – opowiadałam Lidce.
A ja? Ja interesuję się swoim dzieckiem. Nauczycielki już kilka razy mnie wypraszały, a ja i tak przychodzę do szkoły i na przerwach zerkam na syna. Noszę też jego ciężki plecak.Jeszcze się namęczy w życiu. Z tego samego powodu zwolniłam go z lekcji wychowania fizycznego. Za dużo tam agresji. W dodatku te złośliwe gnojki twierdzą, że nie umie grać w nogę…
Poza tym mój Piotruś słabo radzi sobie z matematyką. Bardzo to przeżywa, a ja z nim. Dziwię się tej nauczycielce, że jest taka brutalna. Przecież widzi, że dziecko się stara… A ona ciągle bierze go do tablicy i stresuje! A potem stawia jedynki!
Postanowiłam więc wybrać się do niej osobiście.
– Traktuję wszystkich uczniów jednakowo i Piotrek nie może być wyjątkiem – stwierdziła.
– Ja proszę, aby pani nie odpytywała go notorycznie, bo on jest bardzo wrażliwy – tłumaczyłam grzecznie.
– Proszę mnie nie pouczać, jak mam prowadzić lekcje. Wydaje mi się, że powinna pani zmienić podejście do syna. Jest pani nadopiekuńcza i swoim postępowaniem robi pani krzywdę dziecku. Przykro mi to mówić, ale temat pani osoby był już kilkakrotnie podejmowany w pokoju nauczycielskim. W dodatku skarżą się na panią rodzice uczniów z klasy Piotra…
– Co to znaczy? – byłam zaskoczona.
– Sugerowałabym, żeby ograniczyła pani te ciągłe wizyty w szkole i pozwoliła synowi wreszcie zaaklimatyzować się wśród kolegów z klasy. Bo na chwilę obecną jest traktowany bardzo niesympatycznie – stwierdziła.
– Co?! Mojemu dziecku dzieje się krzywda, a pani nie reaguje?! – nie wytrzymałam i zaczęłam krzyczeć.
Próbowała mi coś tłumaczyć, ale ja już jej nie słuchałam. Pobiegłam do klasy syna, wpadłam do środka, nie zważając na prowadzoną lekcję, spakowałam syna i wyciągnęłam z klasy. A na koniec powiedziałam kilka słów tym podłym bachorom…
Nigdy więcej go już nie przyprowadzę do tej szkoły! Poszłam tylko po papiery i usłyszałam, że jestem nadopiekuńcza, neurotyczna… I że sugerują pomoc psychologiczną, chętnie pomogą. O nie! Znajdę mu inną szkołę! Znacznie lepszą!

Wiele osób dzieli się z nami swoimi historiami, aby dowiedzieć się, co inni o tym myślą. Jeśli masz swoją opinię lub sugestię dotyczącą tej historii, proszę napisz ją w komentarzach na Facebooku.    

-->