Podziwiałam męża, że pomaga biednym dzieciom i kupuje dla nich prezenty. Dopóki nie wydało się, że to wszystko dla nieślubnej córki

Od niecałych pięciu lat jestem po ślubie razem z moim mężem Adrianem. Mamy jednego synka Antosia, dla męża jest oczkiem w głowie. Antoś ma lepszy kontakt z tatą niż ze mną, widać to na pierwszy rzut oka. Być może dlatego, że mąż całymi dniami pracuje, więc kiedy wraca do domu, to całą uwagę skupia na dziecku i ze wzajemnością. Przez te pięć lat nie mieliśmy żadnych poważnych kłótni, zwykle są jedynie nieporozumienia o jakieś drobnostki.

Mój mąż to bardzo dobry człowiek, a przynajmniej za takiego do tej pory go uważałam. Zawsze pomocny, pierwszy wyciągnie rękę, nie przejdzie obojętnie obok człowieka… Cieszyłam się, że nasz syn będzie miał taki wzór do naśladowania. Ilu jest ojców, którzy nawet nie zasługują, by ich w ten sposób nazywać.

A Adrian… Cóż, nie dał mi nigdy powodu, żebym mogła o nim źle pomyśleć. Przed ślubem nawet myślałam, że to niemożliwe. Każdy człowiek ma jakieś wady, coś co wychodzi po jakimś czasie, kiedy nie patrzymy przez różowe okulary. Nawet teściowa wciąż mi powtarzała, że lepiej trafić nie mogłam i powinnam dziękować Bogu za takiego mężczyznę u swojego boku. To prawda, było nam bardzo dobrze.

Mój mąż każdego miesiąca przelewał pieniądze na zbiórki dla chorych dzieci, angażował się w akcje społeczne, przyjęliśmy nawet na kilka miesięcy rodzinę z Ukrainy w ostatnim czasie. Dlatego nie zdziwiło mnie, gdy co jakiś czas na zakupach kupował jakieś książki dziecięce czy ubrania dla dziewczynek.

Mówił, że to wszystko dla domu dziecka, w którym pracuje jego dawna znajoma. Raz nawet zamówił piękny różowy rower – musiał sporo kosztować. Pytałam, czy nie lepiej byłoby kupić dwa, a nawet trzy, tylko tańsze. Tak samo z ubraniami, wszystkie były drogie i markowe, a mnie zdawało się, że lepiej taniej, a więcej. Mąż jednak nawet nie słuchał, upierał się przy swoim.

Pewnie żyłabym wciąż w błogiej nieświadomości, gdyby nie to, że kilka dni temu mąż w pośpiechu wyjechał do pracy i zostawił na kuchennym stole telefon. Nawet nie zwróciłabym na niego uwagi, gdyby nie to, że wciąż wydawał z siebie dźwięki przychodzących wiadomości. Chciałam go wyciszyć i wtedy zobaczyłam na ekranie smsDziękuję za bilety. Nasza córka była pod wrażeniem wszystkich zwierząt. Kiedyś musimy wybrać się w trójkę do zoo”.

Nie od razu połączyłam fakty. Przez kilka minut krzątałam się po kuchni i dopiero zmywając naczynia po porannym śniadaniu, zadałam sobie w głowie pytanie, o jaką córkę chodzi. Czyjąś? Jeśli tak, to dlaczego w trójkę mieliby gdziekolwiek razem wychodzić…

Mój mąż nie spuszczał telefonu z oczu, więc niepotrzebne było mu żadne hasło. Dostałam się do wszystkich wiadomości bez problemu. Na czytaniu całej korespondencji minęła mi niecała godzina. Byłam przerażona i zszokowana jednocześnie. Po pięciu latach małżeństwa dowiaduję się, że mąż ma dziecko z koleżanką z dawnych lat.

Która żona i matka przyjęłaby to ze spokojem? Wpadłam w złość, nie potrafiłam nad sobą zapanować. W tym czasie mąż już zdążył sobie uświadomić, że zapomniał telefonu i wrócił z powrotem. Kiedy wszedł i na niego spojrzałam, powstrzymałam wszystkie emocje. Zadałam sobie w głębi pytanie, czy na pewno chcę to wszystko zniszczyć, co zbudowaliśmy razem?

Jesteśmy razem naprawdę dobrym małżeństwem, zawsze mogę na mężu polegać, nigdy nie odmówił mi w niczym pomocy. Boję się zostać sama, a tak się skończy, kiedy wyznam, że znam prawdę. Moja duma i honor nie pozwoli mi trwać u jego boku, kiedy wszyscy dowiedzą się prawdy. Czy warto tak wiele poświęcać? Poza tym, co z dzieckiem? Będzie miało tatusia jedynie w weekendy? Nawet nie mam kogo zapytać o radę, tak wiele kłamstwa i nieprawdy kryje się w tej rodzinie.

Wiele osób dzieli się z nami swoimi historiami, aby dowiedzieć się, co inni o tym myślą. Jeśli masz swoją opinię lub sugestię dotyczącą tej historii, proszę napisz ją w komentarzach na Facebooku.    

-->