Mam 45 lat. Poznałam mężczyznę, który od razu na pierwszym spotkaniu zaczął narzekać na wszystko w swoim życiu. Oto, co zrobiłam po tym

Siedem lat temu rozwiodłam się z moim mężem Januszem. Spędziłam z nim dwadzieścia dwa lata. Teraz bardzo podoba mi się moje życie. Tylko moje przyjaciółki stanowczo odmawiają uwierzyć, że mi dobrze samotnej i nie chcę się z nikim spotykać. Dlatego ciągle próbują mnie z kimś zapoznać.

Niedawno jedna z moich krewnych zaprosiła mnie na swoje urodziny. Tam było głównie naszych krewnych, ale byli też nieznajomi. Tam poznałam jednego interesującego mężczyznę. Trochę porozmawialiśmy, potem wymieniliśmy się numerami telefonów.

Tydzień później Krzysztof zadzwonił do mnie i zaprosił na spotkanie do parku. Spacerowaliśmy po parku i rozmawialiśmy.

Dosłownie po piętnastu minutach Krzysztof zaczął narzekać na swoje życie. Okazało się, że jest bezrobotny i od dawna nie może znaleźć pracy dla siebie.

Od czasu do czasu znajduje pracę, ale nigdzie nie może zatrzymać się na dłużej. Albo zły kolektyw, albo szef go nie szanuje i poniża. Nie chce pracować za małe pieniądze, więc zwalnia się.

Potem Krzysztof zaczął narzekać na swoje dzieci. Twierdził, że dorosłe dzieci nie pomagają mu wcale. Była żona, podczas rozwodu, odebrała mu wszystko, teraz musi żyć w małym jednopokojowym mieszkaniu.

Krzysztof był niezadowolony ze wszystkiego i był zły na cały świat.

Nie dał mi nawet powiedzieć słowa. Nie zadał mi żadnego pytania.

Szłam przez park i myślałam: “No i mężczyzna! Ma 47 lat, a narzeka na swoje życie nieznajomej kobiecie. Po co mi związek z takim mężczyzną?! Lepiej być samotną, niż żyć z takim! Jakiś darmozjad! Tylko takiego pozbyłam się po rozwodzie! Koniec! Dosyć mnie!”

Szybko się pożegnałam i poszłam. Krzysztof jeszcze kilka razy dzwonił do mnie, ale za każdym razem mówiłam, że jestem zajęta. I wkrótce Krzysztof zrozumiał i przestał do mnie dzwonić.

Podobna sytuacja jest u mojej przyjaciółki. Mieszka z bezrobotnym mężczyzną. Na początku był bardzo miły i troskliwy. Najpierw szukał pracy, a potem popadł w depresję, położył się na kanapie. I leży na niej już piąty rok. A jego dziewczyna go karmi i opiekuje się nim. Ona się cieszy, że nie jest sama, że jest mężczyzna w domu. Po co taki mężczyzna w ogóle jest potrzebny? Nie potrzebuję takiego szczęścia. Lepiej być samotną.

Wiele osób dzieli się z nami swoimi historiami, aby dowiedzieć się, co inni o tym myślą. Jeśli masz swoją opinię lub sugestię dotyczącą tej historii, proszę napisz ją w komentarzach na Facebooku.    

-->