Kiedy zmarł mój dziadek, ja i mama przyszłyśmy posprzątać jego mieszkanie. Otworzyłyśmy szafę i zobaczyłyśmy tam folder z dokumentami. Znaleźliśmy testament, w którym było napisane, że jego mieszkanie należy tylko do nas. Postanowiłyśmy trzymać to wszystko w tajemnicy, ponieważ mama ma jeszcze dwie siostry rodzeniowe

Mojej mamie pozostały jeszcze dwie siostry rodzeniowe. Wszystkie one urodziły się i mieszkały na wsi, a później stopniowo wchodziły na uniwersytet i przeprowadzały się do miasta. Wkrótce ich mama, moja babcia, odeszła, a dziadek został sam w domu.

W okresie wakacji zawsze jeździłam pomagać mu. Byliśmy prawdziwymi przyjaciółmi. On, pomimo wieku, był bardzo mądrym i interesującym człowiekiem, zawsze było o czym z nim porozmawiać.

Gdy dziadkowi skończyło się 77 lat, samodzielnie mu się nie gospodarzyło. Więc moja mama przekonała go do sprzedania swojego domku na wsi, który był dość duży i niezbyt stary, sam go budował, i zakupienia małego mieszkania w mieście. Będzie spokojniej dla wszystkich i nie będziemy musiały jeździć daleko do taty mojej mamy.

Na początku, jakby wszystko było w porządku. Podarowaliśmy dziadkowi telefon, aby mógł dzwonić do nas, gdyby czegoś potrzebował. I pewnego dnia zadzwoniłam do niego, żeby zapytać, jak się czuje, ale nikt mi nie odebrał. Być może po prostu poszedł do sklepu lub do sąsiada, ale czułam coś niedobrego. Zrezygnowałam z zajęć i pobiegłam do dziadka. Wchodząc, zobaczyłam, że leży na korytarzu, zadzwoniłam po specjalistów, którzy szybko przyjechali do domu.

Od tego czasu dziadek leżał. Potrzebna była mu stała opieka. Po naradzie z całą rodziną postanowiliśmy zabierać go na zmianę, aby dobrze się nim opiekować, ponieważ wszyscy zdawaliśmy sobie sprawę, że samemu byłoby bardzo trudno. Pierwszy miesiąc dziadka mieliśmy zabierać my.

To było zbyt trudne. Dziadek leżał, trzeba było robić absolutnie wszystko za niego. Opiekowaliśmy się nim cały czas. Nawet nie zawsze mógł dobrze wyjaśnić, czego potrzebuje.

Przesiadłam się na zdalne nauczanie i zrezygnowałam z mojej pracy dorywczej. Mama już pracuje nie na pełen etat. Więc z pieniędzmi było również dość trudno dla nas.

Nasza sytuacja finansowa pozostawiała wiele do życzenia, wszystko oszczędzaliśmy, nawet na podstawowe rzeczy nie zawsze starczało pieniędzy. Ponadto dziadek stał się jak małe dziecko. Rzadko podobała mu się jedzenie, które gotowaliśmy. Często odmawiał jedzenia. W nocy nie mógł zasnąć, trzeba było być przy nim. To mu było zimno, to za gorąco, to za jasno, to za ciemno.

Później wziąć dziadka miała ciocia Anna, ale znalazła sto powodów, by tego nie robić. Najpierw powiedziała, że mają remont, potem ogłosiła o ślubie córki, która miała zajmować kolejny pokój z mężem.

Powiedziała, że na pewno skończy remont w miesiąc, a nowożeńcy kupią mieszkanie i zabiorą dziadka do siebie, jak umówiliśmy. Z marzeniami o wypoczynku przetrwaliśmy kolejny miesiąc. A potem minął kolejny. Z każdym dniem stawało się dla nas coraz trudniej. Leki dla dziadka były drogie, nie mogliśmy chodzić do pracy. A sam stawał się coraz bardziej wymagający.

W obu siostrach mamy pojawiały się nowe i nowe powody. Raz finanse im nie pozwalały, innym razem problemy w pracy, czasem nagłe wyjazdy służbowe. Więc wszelkie koszty braliśmy na siebie.

Później musieliśmy jeszcze płacić opiekunce, bo ja musiałam jakoś zdawać sesję, a mamę już nie wypuszczono z pracy na urlop, bo i tak często brala dni wolne na własny koszt, musiała szukać nowej pracy i pracować więcej. Nie myśleliśmy, że to takie drogie.

Trudno jest nawet wspominać, kiedy udało mi się wyspać albo chociaż spać więcej niż kilka godzin dziennie. Mama nie mogła już spać ze względu na ciągłe niepokoje.

Czekaliśmy, kiedy siostry będą miały choć odrobinę sumienia i zabiorą ojca do siebie, żebyśmy mieli trochę wypoczynku. Ale czegośmy się spodziewali – niejasne. Nikt nie myślał o zabieraniu dziadka do siebie.

A niedawno zmarł mój dziadek.

Po kilku tygodniach przyszłyśmy z mamą posprzątać mieszkanie dziadka. Siostry mamy, jak zawsze, wymyśliły tysiąc wymówek.

Rozpakowując szafę z dokumentami, zobaczyłyśmy żółty folder, gdzie leżał testament dziadka. Według niego mieszkanie należało do mnie i mojej mamy. On jakby przewidział, że reszta córek są takie nieodpowiedzialne.

Gdy siostry dowiedziały się o testamencie swojego ojca, nasze życie stało się jeszcze trudniejsze. Chciały, abyśmy podzieliły mieszkanie na wszystkich. Od tamtej pory nie mieliśmy spokoju. Dzwonią do nas zarówno ich mężowie, jak i dzieci. I w dzień, i w nocy dzwonią do nas całą dobę. Jakoby to my z mamą namówiły dziadka, żeby tak postąpił.

Próbowałyśmy wyjaśnić, że data testamentu jest stara i został napisany jeszcze za czasów, gdy dziadek mieszkał na wsi. Ale nikt nas nie słyszał albo nie chciał słyszeć.

Według ich słów nie mieli zamiaru oddać nam jego mieszkania.

Trudno mi zrozumieć, dlaczego ludźmi kieruje taka niesprawiedliwość. Uważają, że mieszkanie należy sprzedać i równo podzielić uzyskane pieniądze między trójkę jego dzieci, czyli mamę i jej siostry.

Ale przecież tylko ja i mama opiekowałyśmy się dziadkiem i wydawałyśmy na niego swoje pieniądze, nie żałując ani czasu, ani sił. Ciekawe, gdzie były one i ich rodziny, gdy nie chciały zajmować się swoim własnym ojcem i pomóc nam choć trochę.

Wiele osób dzieli się z nami swoimi historiami, aby dowiedzieć się, co inni o tym myślą. Jeśli masz swoją opinię lub sugestię dotyczącą tej historii, proszę napisz ją w komentarzach na Facebooku.    

-->