Moja teściowa nie rozumie, dlaczego po rozwodzie nie chcę opiekować się babcią męża

Moja teściowa, nie zdając sobie sprawy z tego, jak doprowadziła naszą rodzinę do rozwodu, nadal żyje w swoim świecie niezrozumienia. Ona dziwi się, dlaczego już nie chcę jej odwiedzać i opiekować się jej starszą babcią. Przez wszystkie te lata starałam się dogodzić tej nieadekwatnej staruszce, znosiłam i traciłam swój czas, ale nadszedł czas postawić kropkę.

Życie związało mnie małżeństwem już w wieku 19 lat. Pośpiech, z jakim poszliśmy do USC, związany był z marzeniem o prawdziwej rodzinie. Przecież sama dorastałam w domu dziecka i dążyłam do domowego ciepła i rodzinnych wartości. Naszą radość z ciąży zaciemniło nieprzyjęcie rodziców mojego męża, którzy wyraźnie dawali do zrozumienia, że nie jestem tą, którą chcieliby zobaczyć jako synową.

Nasze wspólne życie rozpoczęło się w moim jednopokojowym mieszkaniu, i wszystko wydawało się idealne. Jednak po pięciu miesiącach ciąża zakończyła się, a stosunki z mężem poszły na łeb na szyję. Wydawało mi się, że jest przy mnie tylko z litości. Ale jeśli chodzi o leżącą babcię męża, zgodziłam się pomagać bez wahania.

Dlaczego? Bo czułam się zobowiązana. Jej dolegliwości i trudny charakter nie przeszkadzały mi. Byłam gotowa znosić wszystko dla męża. Ale jego kochająca siostrzenica, czyli moja teściowa, nie okazywała specjalnej chęci opieki nad staruszką.

Była zadowolona, że wzięłam na siebie ten obowiązek, ale nie chciała brać na siebie odpowiedzialności. Zamiast tego nasilała moje brzemię swoimi zarzutami i wymówkami.

Płakałam, ciągle opiekując się staruszką, bo nie chciałam rozczarować męża. Poczucie winy i wdzięczności za jego wybór popychały mnie do samego krańca. Przez dwa lata dosłownie codziennie sprzątałam, karmiłam, myłam pieluchy i robiłam zakupy dla tej nieosiągalnej staruszki. Z każdym razem było coraz ciężej, i nie było dnia, żebym nie odchodziła od niej z łzami.

Cierpliwość pękła, gdy stosunki z mężem doprowadziły mnie do krajności. Traktował mnie jak służącą, i to było nie do przyjęcia. Złożyłam pozew rozwodowy, wyniosłam jego rzeczy na klatkę schodową, i rozeszliśmy się szybko, bo nie mieliśmy wspólnych dzieci i majątku. Jednak teściowa uznała, że ma “ale”.

Uważa, że nadal powinnam opiekować się babcią męża. Jej zdaniem przyzwyczaiła się do mnie, więc postępować wobec niej inaczej byłoby podłe. Przyzwyczaiła? Tak, dzwoniła do mnie w dniu rozwodu, wyraziła swoją radość z powodu uwolnienia wnuka od takiej “synowej”.

Minęło teraz cztery miesiące, ale teściowa wciąż próbuje zaszczepić we mnie poczucie winy i zmusić do opieki nad jej krewną. Ale postanowiłam, że już nie ulegnę temu naciskowi – nie dam się więcej wykorzystywać!

Wiele osób dzieli się z nami swoimi historiami, aby dowiedzieć się, co inni o tym myślą. Jeśli masz swoją opinię lub sugestię dotyczącą tej historii, proszę napisz ją w komentarzach na Facebooku.    

-->