Po raz pierwszy od dwudziestu lat zrobiliśmy sobie porządny remont, a córka obraża się. Uważa, że te pieniądze były jej bardziej potrzebne

Miałam trudne dzieciństwo, a mój mąż pochodził z domu dziecka. Nikt więc nam niczego nie podawał na tacy.

Po ślubie musieliśmy przenieść się do wsi, z której pochodził mój mąż. Bo nie było gdzie mieszkać, a wtedy nie było łatwo z pracą. W wiosce mieliśmy przynajmniej dach nad głową, pracę i ogród. Chociaż, prawdę mówiąc, byliśmy zieloni, gdyby nie sąsiedzi, którzy nas wszystkiego nauczyli i pomogli sadzonkami, nasionami i radami, zginęlibyśmy z głodu już pierwszego roku. Dodatkowo płacili nam prawdziwe grosze.

Dom, do którego się wprowadziliśmy, długo stał pusty, co na pewno odcisnęło na nim swoje piętno. Przeciekał dach, płot się rozpadał. Jakoś w pierwszym roku ogrodziliśmy i ociepliliśmy jedno pomieszczenie, gdzie stał piec. Na więcej nie starczyło ani czasu, ani możliwości.

W tym domu mieszkaliśmy przez około pięć lat. Stopniowo go upiększaliśmy, ale do dobrego stanu wciąż było daleko. Potem dowiedzieliśmy się, że moi rodzice odeszli. Mama trochę wcześniej, ojciec kilka miesięcy później. Teraz ich mieszkanie prawnie przeszło na mnie.

Od razu tam wprowadzić się nie było możliwe. Był tam prawdziwy smietnik z elementami schronienia. Z mężem jeździliśmy tam co drugi dzień przez pół roku, żeby przywrócić je do mieszkalnego stanu. Dwupokojowe mieszkanie było w takim stanie, że musieliśmy nawet podłogę i całą instalację wymienić.

Odkąd w roku dwutysięcznym wprowadziliśmy się do tego mieszkania, nie było w nim żadnego porządnego remontu. Okresowo coś z mężem robiliśmy, ale to była jedynie naprawa dziur na bieżąco. Raz trzeba było to, innym razem tamto, córka się urodziła, trzeba było ją postawić na nogi. W ogóle zawsze było dużo spraw.

W ubiegłym roku córka wyszła za mąż i przeprowadziła się z mężem do wynajętego mieszkania. Będą zbierać na swoje lokum. A my z mężem wreszcie usiedliśmy, odetchnęliśmy, rozejrzeliśmy się i postanowiliśmy, że tak dłużej żyć nie można. Chcielibyśmy wreszcie mieszkać w normalnych warunkach. Tym bardziej, że taka możliwość się pojawiła.

Wzięliśmy kredyt i zrobiliśmy pełen remont mieszkania oraz odnowiliśmy meble. Zrobiliśmy to gruntownie. Oczywiście, nie sami, zatrudniliśmy ekipę. I wreszcie nasze mieszkanie wygląda tak, jak nam się marzyło – wszystko nowe, czyste, tak jak chcieliśmy, a nie tak, jak musieliśmy.

Oczywiście, teraz trzeba spłacać kredyt, ale to nas nie przeraża. Mamy pewne oszczędności, oboje z mężem pracujemy, mąż dostaje emeryturę, poza tym dwóm osobom nie trzeba dużo, jakoś się dostosujemy i przetrwamy.

W zasadzie wszystko byłoby dobrze, gdyby nie reakcja naszej córki na to. Gdy się dowiedziała o remoncie, zareagowała spokojnie. Przecież mieliśmy zamiar to zrobić od dawna. Ale kiedy okazało się, że wzięliśmy tak poważny kredyt, córka oderwała się od nas jak od łańcucha.

– Dobra, wy zrobiliście! Ja z mężem na wynajmowanych chatkach się męczę, a wy sobie taki remont odgruzowaliście za takie pieniądze! Lepiej byście oddali te pieniądze nam! – jej oburzeniu nie było końca.

– Przez całe życie wiele dla siebie odmawialiśmy. Ciebie wychowaliśmy, nauczyliśmy, za mąż wydaliśmy. Czy możemy trochę żyć dla siebie? – oburzył się mąż.

Córka oznajmiła, że nie spodziewała się od nas takiego egoistycznego postępowania. Przypomniała, że teściowie są gotowi wspomóc ją w zakupie mieszkania, a my zamiast pomóc młodym, wydajemy pieniądze na siebie.

– Pewnie, że nie chcecie zobaczyć wnuków, wam ważniejszy remont! – powiedziała córka.

Pół roku teraz rozmawia z nami przez zęby i tylko wtedy, gdy bardzo potrzebuje. My też nie śpieszymy się z nawiązywaniem kontaktu, smutno nam tylko, że córka tak egoistycznie zareagowała. Lepiej byłoby, gdyby się cieszyła z naszego szczęścia, a nie urządzała awantury.

Gdyby było coś poważnego, pomoglibyśmy córce i jej rodzinie bez wahania. Ale takie pytanie nie wchodziło w grę. Dlatego wybraliśmy swój komfort, mamy do tego prawo, przecież. A jej obelgi świadczą tylko o niedojrzałym umyśle, choć to smutne do przyznania.

Wiele osób dzieli się z nami swoimi historiami, aby dowiedzieć się, co inni o tym myślą. Jeśli masz swoją opinię lub sugestię dotyczącą tej historii, proszę napisz ją w komentarzach na Facebooku.    

-->