Wyrzuciłam dorosłe córki z domu. Jedna jest w ciąży, druga z dzieckiem. Przeklinają, ale czy nie mam racji?

Wieczorem zadzwoniła do mnie siostra mojego męża i wyzywała mnie za to, że wypędziłam ze swojego mieszkania dwie moje dorosłe córki.

– Jak mogłaś? Gdyby żył mój brat Grzegorz, nie pozwoliłby ci tego zrobić z własnymi dziećmi! Starsza z małym dzieckiem na rękach, a młodsza – w ciąży! Co ty robisz? Jak teraz będą żyć?

– Jak? U ciebie będą żyć!

– Dlaczego u mnie? To twoje własne dzieci!

– Tak, moje dzieci! I to znaczy, że sama zdecyduję jak postępować ze swoimi córkami! – przerwałam i rozłączyłam telefon.

Dwa tygodnie temu ostrzegłam obie moje córki, że muszą znaleźć sobie mieszkanie. Nie zamierzam już z nimi mieszkać, a co więcej, nie zamierzam ich utrzymywać.

Grzegorz dawno już nie żyje. Wychowałam je sama. Obydwie dałam wyższe wykształcenie i starałam się w niczym im nie odmawiać. Przez te lata nikt mi nie pomógł.

Moich rodziców straciłam wcześnie, jeszcze przed moim ślubem. W spadku po rodzicach dostałam ładne mieszkanie dwupokojowe.

Kiedy starsza córka skończyła studia, przywiozła do nas chłopaka po miesiącu i powiedziała:

– To Krzysztof, mój przyszły mąż. Jesteśmy już zarejestrowani w USC. Po ślubie zamieszkamy u ciebie. Nie masz nic przeciwko?

Wcześniej moje córki mieszkały w jednym pokoju, a ja w drugim. Jak tylko Joanna wyszła za mąż za Krzysztofa, Julia przyjechała do mnie.

Po kilku miesiącach Joanna urodziła dziecko.

– Nie mamy pieniędzy. Krzysztof ma małe zarobki, a ja siedzę w urlopie macierzyńskim! – powiedziała mi starsza córka, gdy powiedziałam, że muszą też dawać pieniądze albo kupować produkty.

Wszystko, co kupowałam i gotowałam, zniknęło niezwykle szybko.

– Nie będę myć toalety po obcym mężczyźnie! – odparła Julia.

– Ja sama umyję, ale ty z moją córeczką zostaniesz na razie! – domagała się Joanna.

– Oddaj dziecko swojemu mężowi. On u ciebie i tak jest nierobem! – odpowiadała jej Julia.

Te kłótnie były u nas w domu stałe. Nikt nie chciał nic robić. Jedna tylko ja wszystko na siebie brałam. Ten Krzysztof nawet śmieci nie mógł wynieść.

Tak żyliśmy przez trzy lata. Joanna i jej mąż nie uzbierali nawet na kredyt hipoteczny. Moja cierpliwość osiągnęła granicę, gdy wszedłem na kuchnię.

Tam siedzieli Julia z jej chłopakiem Witoldem. Córka poinformowała, że zamierzają się pobrać i zamieszkać u mnie.

– Gdzie? Na kuchni?

– Nie! W pokoju! Oddasz nam pokój? A sama będziesz mieszkała na kuchni! Jestem w ciąży!

Takiej bezczelności nie oczekiwałam od swoich dzieci. Natychmiast wezwałam starszą córkę i jej męża. Całej rodzinie ogłosiłam moją decyzję: wszyscy mieszkają u mnie jeszcze dwa tygodnie. W tym czasie szukają nowego mieszkania i wyprowadzają się. Dorosłe już niech się mężczyźni napracują.

Moje córki najpierw nie uwierzyły, a potem były w szoku. Zrobiłam wszystko, co mogłam: wychowałam, wyruchałam, nauczyłam. Same matki, niech teraz żyją samodzielnie i liczą tylko na siebie i swoich mężów. A ja chcę trochę spokoju.

Córki od razu zaczęły mi grozić, że nigdy nie zobaczę swoich wnuków. Uśmiechnęłam się. Zobaczymy, jak sobie poradzą bez mojej pomocy.

Ale razem już na pewno nie będziemy mieszkać!

Czy zgadzasz się z matką?

Wiele osób dzieli się z nami swoimi historiami, aby dowiedzieć się, co inni o tym myślą. Jeśli masz swoją opinię lub sugestię dotyczącą tej historii, proszę napisz ją w komentarzach na Facebooku.    

-->