– Posiedzę z wnukami, jeśli zapłacisz mi 50 złotych dziennie – oznajmiłam córce i stałam się “złą matką i babcią”

W tym roku skończyłam pięćdziesiąt sześć lat. Z mężem rozwiodłam się ponad dziesięć lat temu, i od tego czasu nawet nie myślałam o poważnych związkach. Do dziś mam ciarki, gdy wspominam jego hulanki.

Ale teraz żyję pełnią życia. Mam własne trzypokojowe mieszkanie, przestronne. Nie muszę nikomu służyć. Jest pięknie! Jak powiedzieli w filmie: “Mogę jeść chałwę, jeśli chcę, albo pierniki, jeśli chcę”.

Moja córka jest dorosła, sama jest matką, wychowuje trójkę dzieci. Ona i jej mąż mieszkają oddzielnie ode mnie i zaciągnęli kredyt hipoteczny. Każdy ma swoje życie. Jestem zadowolony z faktu, że nie jestem nikomu nic winien. Przynajmniej kiedyś tak myślałam. Ale myliłam się. Jestem babcią! Tak powiedziała mi moja córka. A wszystko zaczęło się niewinnie:

“Mamo, idź z wnukami na godzinny spacer. Muszę załatwić kilka spraw”. “Mamo, zostań na chwilę z dziećmi, jestem chora, położę się na chwilę. Mamo, zabierz małego do siebie na wieczór, zostaliśmy z Andrzejem zaproszeni w odwiedziny”.

Odsunęłam na bok wszystkie swoje plany i zajęłam się wnukami, w końcu to moja rodzina, nic nie mogłam na to poradzić. Ale stopniowo moja córka stała się bezczelna i raczej żądała niż prosiła. Teraz musiałam wychowywać jej dzieci prawie częściej niż ona. W końcu nie mogłam już tego znieść:

– Anno, powiedz mi, po co je urodziłaś, skoro sobie z nimi nie radzisz?

Odpowiedź była zaskakująca:

– Jesteś babcią! Myślałam, że mi pomożesz.

Ale dlaczego miałabym? Nikt nigdy mi nie pomógł. Oczywiście cieszyłam się z pierwszego wnuka. Kiedy moja córka znów zaszła w ciążę, kręciłam głową, nie rozumiejąc, po co jej drugie dziecko, skoro pierwsze nawet nie poszło jeszcze do przedszkola. A kiedy Anna powiedziała, że znów jest w trzeciej ciąży, tylko pokręciła palcem na skroni.

Żyją w biedzie, jej mąż Andrzej jest zwykłym budowlańcem, a ona przed wiecznym urlopem macierzyńskim była nauczycielką. Nic nadprzyrodzonego ani super dochodowego. Ojciec Anny nigdy nie dał jej ani grosza, jest chciwy do szpiku kości.

Wczoraj Anna przyszła do mnie z dziećmi i powiedziała, że chce je zostawić u mnie na trzy tygodnie, podczas gdy ona i Andrzej będą na wakacjach nad morzem.

– Nie zamierzałaś mnie zapytać? Czy chcę spędzić trzy letnie tygodnie marnując nerwy na wnuki? Czy naprawdę tego potrzebuję?

– Jesteś babcią!

– A ty jesteś mamą!

Pokłóciłyśmy się i Anna wyszła. W domu poskarżyła się na mnie zięciowi, który zadzwonił i również wyraził wszystko, co o mnie myśli. A kiedy zapytałam, dlaczego nie chcą zabrać dzieci ze sobą, powiedział, że to bardzo drogie i długo wyczekiwane wakacje legną w gruzach.

– Słuchaj, Andrzej, – postanowiłam zakończyć rozmowę, – jeśli naprawdę chcesz, zawrzyjmy umowę. Usługi opieki nad dziećmi są drogie. Zgodzę się na pięćdziesiąt złotych dziennie. Zapłać i idź gdziekolwiek, nie obchodzi mnie to.

Zięć nic nie powiedział i rozłączył się. Pojechali nad morze, ale wcześniej zabrali dzieci do innej babci, matki Andrzeja. Mieszka w wiosce i chociaż nienawidzi swojej synowej, powitała wnuki z otwartymi ramionami. Anna nie mogła się powstrzymać i zadzwoniła do mnie, żeby mi o tym opowiedzieć.

– Nawiasem mówiąc, jej teściowa zrobiła to za darmo. I jeśli kiedyś będzie czegoś potrzebowała, to też jej pomożemy. A ty, tylko jak zapłacisz, mamusiu! A zresztą, zapomnij o nas. I o wnukach też, rozumiesz?

Roześmiałam się w odpowiedzi. O mój Boże! Co za dramat! Nawet nie wiem, jak ja to przeżyję. W końcu się nie zgubię, jestem tego pewna.

A jeśli będzie naprawdę źle, wpuszczę kogoś, kto się mną zajmie, a potem dostanę swoje mieszkanie. Chociaż myślę, że do tego czasu Anna się uspokoi. Nie wierzę, że oddałaby moje trzypokojowe mieszkanie.

Wiele osób dzieli się z nami swoimi historiami, aby dowiedzieć się, co inni o tym myślą. Jeśli masz swoją opinię lub sugestię dotyczącą tej historii, proszę napisz ją w komentarzach na Facebooku.    

-->