Mama Bogdana nie przyszła na nasz ślub. Wyszłam za mąż na początku września, moja teściowa zamiast być przy nas w tym momencie, wolała kopać ziemniaki. Według niej, jej syna ze mną nie czeka nic dobrego, przy mnie nie będzie miał dobrych warunków do życia.

Mój jedyny syn chce poślubić kobietę, której ja osobiście nie lubię, ale postanowiłam, że nie będę się wtrącać w ich życie, bo kiedyś sama byłam w takiej sytuacji. Poznałam mojego męża w pracy, pracowaliśmy razem, mieszkaliśmy w tym samym akademiku. Kiedy zdecydowaliśmy się wziąć ślub, ani ja, ani on nie mieliśmy grosza przy duszy.

Pochodziłam ze wsi, z wielodzietnej rodziny. Nie miałam tam gdzie wracać. Pojechaliśmy do Bogdana, poznać jego krewnych, pamiętam, że jego matka nawet nie zaprosiła nas do środka. Powiedziała, że nie potrzebuje żadnej synowej. Jak się później okazało, Bogdan również pochodził z biednej rodziny, a moja teściowa znalazła dla niego na wsi bogatą narzeczoną. Później pojawiłam się ja – tak samo biedna jak i oni.

Mama Bogdana nie przyszła na nasz ślub, który odbył się we wrześniu. Wolała kopać ziemniaki, niż być przy synu w najważniejszym dniu jego życia. Nie chciała, żeby jej syn przez całe życie mieszkał w akademiku, jak mówiła. Według nie, przy mnie nic lepszego go nie czekało.

Nie rozmawialiśmy z nią praktycznie przez większość naszego życia. W momencie, gdy poważnie zachorowała, w miarę się pogodziliśmy. Mama męża miała rację, przez długi czas mieszkaliśmy w akademiku, w jednym pokoju. Nasza sytuacja odmieniła się, gdy ciotka zza granicy napisała do mnie list, i zaprosiła nas do siebie.

Byliśmy tak zmęczeni życiem w takich warunkach, że wyjechaliśmy bez zastanowienia. Tam mieszkaliśmy u ciotki, pracowaliśmy, a wszystkie pieniądze odkładaliśmy na nasz wymarzony dom. Ciocia poprosiła nas, abyśmy u niej zostali, ale my postanowiliśmy wrócić do ojczyzny. Wybudowaliśmy dom, przynajmniej na starość będziemy żyć godnie.

Pomogliśmy synowi otworzyć jego własny biznes, Aleksander ma się dobrze, jedyna rzecz, która nas smuci, to to, że on nie śpieszy się z małżeństwem. Mimo, że jest po trzydziestce, twierdzi, że na wszystko przyjdzie pora.

Przed świętami przyprowadził jednak dziewczynę, będą się żenić. Ucieszyliśmy się z tego powodu. Dziewczyna nazywa się Elżbieta, jest o dziesięć lat młodsza od naszego syna, ale nie o to chodzi. Przy stole dziewczyna spytała nas wprost, gdzie będą mieszkać, czy na przykład planujemy im kupić mieszkanie.

Usłyszenie czegoś takiego od osoby, którą widzisz pierwszy raz w życiu jest co najmniej dziwne. Mój syn dobrze zarabia, i jestem pewna, że planuje sam kupić sobie mieszkanie. Ale żeby tak od razu pytać, bezpośrednio, dla mnie to niedopuszczalne. Nic na to nie powiedziałam, przypomniałam sobie jak było ze mną i mężem, i dałam spokój.

Życie pokaże jak to będzie, niech każdy dokonuje własnych wyborów, i uczy się na własnych błędach. Kto wie jak będzie.

Wiele osób dzieli się z nami swoimi historiami, aby dowiedzieć się, co inni o tym myślą. Jeśli masz swoją opinię lub sugestię dotyczącą tej historii, proszę napisz ją w komentarzach na Facebooku.    

-->